O mnie

Moje zdjęcie
Imię: Marcin. Znak zodiaku: Lew. Człowiek o stu twarzach, miłośnik zwierząt i dobrego jedzenia. Typ: Samotnik mający swój świat, dusza artystyczna. Chłopak o wielkim sercu i jeszcze większym EGO. Zachwycam się drobnymi rzeczami, nie toleruję kłamstwa i fałszywości. Pasjonat i kolekcjoner.

sobota, 29 października 2011

„THIS IS A MAN'S WORLD”

…jak śpiewał James Brown w swoim największym hicie sprzed lat. Może to i prawda, ponoć mężczyźni zarabiają więcej i zajmują bardziej prestiżowe stanowiska. W świecie lalek „mężczyźni-lalki” stanowią drugoplanową rolę. Niekwestionowaną zdobywczynią pierwszego miejsca najbardziej lubianych i popularnych lalek jest Barbie. Ken jest dodatkiem do całego arsenału akcesoriów jakie posiada Barbie. Ken powstał w roku 1961, nadano mu imię na cześć syna Ruth Handler. Ken podobnie jak Barbie ma bardzo bogatą szafę z ubraniami, przez co można go dowolnie przebierać. Pozwala to na obsadzanie go w przeróżnych rolach. Ken może być podróżnikiem, komandosem, pilotem ale także mężem, bratem, ojcem, wujkiem, dziadkiem, narzeczonym jak i…masażystą w salonie Barbie. Sęk w tym, że 90% małych dziewczynek sięga po Kena w dwóch sytuacjach. Pierwsza, gdy Ken ma stanąć na ślubnym kobiercu razem z Barbie (która to oczywiście ma kolejną okazję do zaprezentowania się w bajecznej sukni) a druga, kiedy po szczęśliwym ożenku, zostaje on zdegradowany do roli przykładnego męża i ojca gromadki małych dzieci w domku dla lalek. Oczywiście jest to zrozumiałe, dzieci w wieku sześciu, siedmiu lat czerpią inspirację ze swojego otoczenia, najczęściej z własnego domu, dlatego tak a nie inaczej obstawiają rolę swoich plastykowych podopiecznych. W świecie osób dorosłych Ken to zupełnie inna historia. Facet to zawsze facet. Dlatego dorośli często nadają mu zupełnie inne żywota. Możemy spotkać choćby „Kena Amanata” czyli Kena - miłośnika kobiet…najlepiej wielu (gdzie wszystko często uwiecznione jest na zdjęciach o charakterze erotycznym). Jest także Ken lubiący towarzystwo innych Kenów (noszący fantazyjne i  kolorowe ubranka z dużą ilością brokatu), „Ken Model” (występujący w przedziwnych sesjach zdjęciowych - od plenerów po praktyki „SM” (to już zależy od wrażliwości właściciela i ograniczeń jego wyobraźni) czy „Ken Aktor”, który jest odtwórcą różnych scenek w towarzystwie innych lalek (od komediowych po te z nutką horroru). To tylko kilka przykładów, oczywiście możliwości jest znacznie więcej. Tak czy inaczej, czy to Ken - wzorcowy ojciec, niepoprawny lowelas czy erotyczne zwierzę, był on, jest i będzie częścią świata lalek, bez którego (przynajmniej mnie) trudno jest go sobie wyobrazić. Ken i Barbie to symbole, które na stałe wpisały się w kulturę masową. W bajkach i adaptacjach znanych powieści literackich często są głównymi bohaterami. Fabuła każdego filmu animowanego z Barbie i Kenem najczęściej kończy się namiętnym pocałunkiem i stwierdzeniem, że…żyli długo i szczęśliwie….No cóż ja w świecie bardziej realnym dodałbym …a potem musieli spłacać kredyt mieszkaniowy, dzieci sprawiały problemy wychowawcze, pensje nie starczały im do pierwszego i już tak różowo nie było!. No tak…ale świat lalek to świat bajek i nieograniczonej fantazji. Więc drogie Panie i drodzy Panowie szanujmy poczciwego Kena bo jak się nam chłopisko obrazi i pójdzie w siną dal, to z kim ta nasza Barbie będzie żyła długo i szczęśliwie?...;)

W dzisiejszym poście przedstawiam pierwszego przystojniaka z mojej kolekcji. Jest nim „Dream Glow Ken 1985”. Ken ubrany jest w szary garnitur, biało-srebrną koszulę i szare buty. Z kieszonki marynarki wystaje biała, koronkowa wypustka. Pod marynarką Ken ma różową kamizelkę w fluorescencyjne gwiazdki, które w nocy świecą. Posiada również fantazyjną muchę koloru różowego, pasującą kolorem do kamizelki.



poniedziałek, 24 października 2011

“…We girls (and boys) can do anything, right Barbie?…”


….takie słowa można było usłyszeć w większości reklam Barbie w latach osiemdziesiątych. Jest w tym „coś” bardzo prawdziwego. Barbie była, jest i będzie ikoną popkultury. Lalka to nie tylko odrobina plastyku, gumy i farby. To przede wszystkim „MARZENIE”. Ogromnym sukcesem (poza finansowym firmy „Mattel”) lalki Barbie na całym świecie, to miliony zadowolonych ludzi, którzy dzięki niej spełniają swoje marzenia. Ta mała istotka uosabia nasze pragnienia, pozwala przenieść się w inny świat, tak różny od tego prawdziwego, który często daje nam się we znaki. Barbie wprowadza nas w świat piękna, świat bez problemów, bez bólu, bez cierpienia. W jednej chwili możemy przenieść się w świat historyczny, świat modelingu, świat fantasy - wróżek czy aniołów. Pozwala choć przez chwilę poczuć się radośnie i beztrosko. W prawdziwym życiu nie zawsze wszystko idzie po naszej myśli, w świecie lalek to my kierujemy losem, to my tworzymy rzeczywistość. Czasem słyszę niesprawiedliwe opinie ludzi, którzy słowo Barbie kojarzą  jedynie z czymś tandetnym i głupim. A to nieprawda! Lalka Barbie symbolizuje połączenie mądrości, (była nauczycielką, astronautką a nawet prezydentem), wartości moralnych (angażuje się w pomoc dzieciom na całym świecie, występuje w kampaniach charytatywnych) i piękna (była modelką i miss w niezliczonych konkursach). Zawsze  piękna, elegancka i szykowna. Jest ubierana przez najsłynniejszych projektantów na świecie. Wykonywała ponad 108 różnych zawodów. To dzięki tej lalce nasz świat jest bardziej kolorowy, zabawny i przyjazny. Dla dzieci Barbie jest zabawką edukacyjną, pomaga w rozwijaniu wyobraźni, rozwija zdolności manualne. Dla dorosłych jest odskocznią od życia codziennego, powrotem do szczęśliwych lat dzieciństwa. Pomaga spełniać marzenia. Dlatego „…My dziewczyny (i chłopcy) możemy robić wszystko, prawda Barbie?!...”. Tak, prawda!

W dzisiejszym poście moja druga piękność „Happy Holidays Barbie 1994”. Lalka jest cudowna a przepiękny makijaż oczu w kolorze zieleni, złota z dodatkiem żółtego, w połączeniu z koralową czerwienią ust, stanowi wyjątkowo estetyczne połączenie. Złota suknia tylko podkreśla wyjątkowość lalki. 



piątek, 21 października 2011

ODROBINA HISTORII...

        Późne lata osiemdziesiąte, zima, 24 grudzień, Wigilia. Z Niemiec powraca rodzina po czterech latach na emigracji. Pierwsze święta w większym gronie. Przybyliśmy wszyscy punktualnie na godzinę osiemnastą, każdy w odświętnym stroju z kilkoma paczkami pod pachą. Według tradycji rodzinnej wszystkie prezenty kładzione są pod choinką a rozpakować je można dopiero po uroczystej kolacji, która jak na złość w Wigilię trwa w nieskończoność! Kiedy jest się dzieckiem, jedyną myślą w Wigilię jest…jakby tu się dorwać do tych kolorowych pakunków pod choinką. Tak więc torturowany przez całą rodzinę a w szczególności babcię, która wpychała we wszystkich świąteczne smakołyki, czekałem na moment otwarcia prezentów. W końcu nadeszła ta upragniona chwila…- To teraz rozpakujcie dzieci prezenty od Świętego Mikołaja! - zakomunikowała babcia. To zdanie było dla mnie i ciotecznego rodzeństwa (siostry i brata) jak wygrana na loterii w miesięcznej kumulacji. Kolorowe papierki porozrzucane były po całym pokoju, każdy dostał to o czym marzył więc wszyscy byli zadowoleni. Po tym całym szaleństwie związanym z prezentami, cała nasza trójka (mam na myśli siebie, siostrę i brata) zgodnie stwierdziła, że mamy dość towarzystwa dorosłych i idziemy zając się naszymi sprawami. Nawet nie przypuszczałem co się następnie stanie! Kiedy weszliśmy do pokoju, który z resztą był wyjątkowo pieczołowicie wysprzątany na okoliczność Wigilijną, kuzynostwo zaczęło z dumą prezentować swoje zagraniczne, zabawkowe skarby. Pamiętajmy, że w tamtym czasie w Polsce za wiele nie było a jeśli już, to nieosiągalne finansowo. „Pewex” był niebem i piekłem zarazem! Tak czy inaczej oczy wyskakiwały mi z orbit. Z jednej strony grałem na GameBoy-u w „Tetris”, z drugiej próbowałem okiełznać gry planszowe tak chętnie reklamowane w zagranicznych stacjach jak RTL czy Pro7. (Śmiem twierdzić, że obecna w tamtych czasach  w moim domu „Satelita” z ogromnym talerzem na balkonie, powodowała u mnie depresję ;) Kiedy po jakimś czasie doszedłem do siebie po tej ekstazie, zacząłem spokojniej i dokładniej rozglądać się po całym pomieszczeniu. Sprzęt grający na „kompakty”, wyrzutnie i tory wyścigowe dla resoraków, seria budowli z klocków „Lego”…i nagle stało się…mój wzrok przykuły ONE! Na półce jednego z regałów stały dwie laleczki. Hmm...to muszą być TE! Tak, to są TE! Najprawdziwsze, oryginalne, zagraniczne, "te z telewizji"...BARBIE. No więc to był gwóźdź do trumny tego wieczora. Rozumiem mieć jedną Barbie ale żeby tak od razu dwie?...(i tak po oczach!). No cóż nie wiem czy siedmiolatek może mieć zawał ale ja miałem! Jednak moja siostra okazała serce i mając gest w przypływie dobroci, podarowała mi mały album „Mattela”. Oglądałem go milion razy i był to najpiękniejszy prezent tamtych świąt!!! Od tego czasu zaczęło się moje uwielbienie do tych niespełna 30 centymetrowych piękności. Uwielbienie, które trwa do dziś!

Skoro jestem już w klimatach świątecznych prezentację swojej kolekcji zacznę od lalki pochodzącej z serii, którą najbardziej lubię czyli „Happy Holidays Barbie”. Jest to seria lubiana i dość popularna wśród kolekcjonerów, głównie ze względu na design oraz dokładność i staranność wykonania strojów. Ja posiadam pierwsze siedem. Moja kolekcja kończy się na roku 94. Od 1988 do 1994 lalki posiadają headmold „Superstar” i mają rączki zgięte w łokciach (właśnie te lubię najbardziej), kolejne egzemplarze z tej serii miały już proste rączki a od 1998 roku inny headmold. Oto moja pierwsza piękność „Happy Holidays Barbie 1991”.







Ps.W swoich postach będę zamieszczać zdjęcia autorskie jak i wyszukane w necie. Z założenia nie będzie to blog obrazkowy. Będę w nim prezentować dwa, trzy zdjęcia oddające charakter i temat postu. Zdjęcia są dodatkiem do tego co piszę a nie głównym celem postu.

wtorek, 18 października 2011

NOWA PRZYGODA

...no więc żeby było kulturalnie, to na początku witam serdecznie wszystkich na moim blogu. Pewnego pięknego wieczora, mając niezliczoną ilość wolnego czasu, nudząc się przy tym niemiłosiernie stwierdziłem, że najwyższy czas założyć swojego bloga. O czym będzie? Oczywiście o lalkach ale znając życie to nie tylko! Głównym tematem będą lalki Barbie oraz lalki Ken. Moje ulubione to te z lat od siedemdziesiątych do dziewięćdziesiątych. Współczesne wydają mi się niestety już mniej atrakcyjne. Słowo "VINTAGE" działa na mnie jak magnes ;) Biorąc przykład z kolekcjonerów z za oceanu (a także rodzimego kraju) postanowiłem posiadać własną, niepowtarzalną kolekcję, która będzie cieszyć moje oczy i przypominać o latach wczesnej młodości, które, że tak ujmę delikatnie…minęły dawno temu! No cóż ale nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło! Dorosłość daje wolność i przede wszystkim finanse, które pozwalają na realizację swoich małych zachcianek i marzeń. Tak więc w wieku dorosłym, świadomy swych czynów i będący przy zdrowych zmysłach, postanowiłem wzbogacić firmę "Mattel", wydając ciężko zaoszczędzone pieniądze na kilka egzemplarzy lalek…. No dobra, parędziesiąt egzemplarzy! Nie zwracając uwagi na opinie i zdziwienie innych, jakiś czas temu, zacząłem być kolekcjonerem (…no cóż w Polsce dorosła osoba, nie mówiąc już facet,  kolekcjonujący Barbie wydaje się być troszeczkę dziwny…ale co tam!... Inność jest zaletą, wyróżnia nas spośród wszystkich i sprawia, że nie jesteśmy szarzy ;) Tak więc moi drodzy zaczynam nowy etap w moim życiu i mam nadzieję, że będzie to świetna przygoda!