O mnie

Moje zdjęcie
Imię: Marcin. Znak zodiaku: Lew. Człowiek o stu twarzach, miłośnik zwierząt i dobrego jedzenia. Typ: Samotnik mający swój świat, dusza artystyczna. Chłopak o wielkim sercu i jeszcze większym EGO. Zachwycam się drobnymi rzeczami, nie toleruję kłamstwa i fałszywości. Pasjonat i kolekcjoner.

wtorek, 15 listopada 2011

LALKA W PUDEŁKU CZY MOŻE BEZ PUDEŁKA?

Dzisiejszy post będzie dotyczył zagadnienia ważnego dla wielu kolekcjonerów. Postaram się w nim odpowiedzieć na pytania: Czy trzymanie lalek w pudełkach ma sens? i Czy faktycznie przechowywanie ich w fabrycznych opakowaniach chroni je przed zniszczeniem?
Wiele osób, kolekcjonerów, zakupuje lalki do swojej kolekcji w pudełkach w stanie „NRFB” sądząc, że posłużą im one przez kolejne dwadzieścia lat. Takie lalki są oczywiście bez zarysowań, ze wszystkimi dodatkami, nigdy nie wyjmowane z opakowania. Można powiedzieć stan idealny. No właśnie! Czy aby na pewno??? Ano niestety, muszę niektórych zmartwić, NIE SĄ! Lalka, która leży „nienaruszona” w pudełku, około dwadzieścia lat, wcale nie jest w stanie tak idealnym jakby nam się mogło początkowo zdawać. Kolekcjonerzy, którzy posiadają takie lalki, przeważnie przechowują je gdzieś na półeczce bądź w witrynce i takie niedotykane stoją sobie latami, będąc częścią kolekcji i ozdobą pokoju. Od czasu do czasu, z powodu osadzającego się kurzu, kolekcjoner delikatnie przeciera pudełko w celu jego wyczyszczenia, po czym z powrotem odkłada je na półkę. Niestety, w życiu nie ma nic, co by trwało wiecznie! Po prostu nie ma i już! Kiedy wyjmiemy taką lalkę z opakowania, okazuje się, że wiele elementów naszej lalki zostało uszkodzone przez czas, mimo iż zrobiliśmy wszystko, żeby zachować ją w jak najlepszym stanie. Wszystkie gumki, które zostały użyte do zrobienia fryzur czy ubrań, po tak długim okresie nic nie robienia, parcieją. Ci co odważyli się wyjąć taką dwudziestoletnią lalkę z pudełka, wiedzą ile wysiłku trzeba włożyć aby włosy wyczyścić. A pro po włosów. Jak wiadomo są bardzo cienkie, wykonane ze sztucznego tworzywa. Ich budowa cząsteczkowa (jeśli nimi nie poruszamy) również ulega zmianie a w konsekwencji popsuciu. Mówiąc najprościej w świecie: łamią się. Kiedy czesze się lalkę po raz pierwszy po wyjęciu z opakowania, to połowa włosów zostaje na grzebieniu. Powodem tego jest także to, że klej i supełki wykonane w czasie procesu wszywania lub wklejania, również ulegają zniszczeniu. Kolejnym problemem jest światło. Lalki pozostawione wciąż w jednej pozycji, na półce szafki czy witrynki, ciągle oświetlane są w ten sam sposób. Jeśli proces powtarza się kilka lat, non stop (w zależności od natężenia światła), część lalki trwale zmieni kolor! To samo tyczy się pudełek. Jeśli nie wyblakną pod wpływem światła, zniszczy je proces utleniania. Farby stosowane do malowania z czasem stają się kruche i nietrwałe. Ktoś nie wierzy? Oto dowód: wystarczy wziąć chusteczkę higieniczną i przetrzeć parę razy kilkuletnie pudełko. Farba schodzi. Jeśli pudełko jest nowe trzeba włożyć w to więcej wysiłku. Gdy już ma swoje lata delikatne przetarcie spowoduje, że farba będzie ścierać się bez problemu. Kolorowe opakowania mają to do siebie, że często farbują nóżki lalek. Guma niestety łatwo wchodzi w reakcje i się zabarwia. Następnym problemem z jakim możemy się spotkać, jest nietrwałość materiałów, z których wykonane są ubranka. Te uszyte trzydzieści lat temu stają się twarde, szorstkie a ich włókna pękają lub kruszeją. Ubranka wykonane w latach osiemdziesiątych, jeśli przez niemal trzydzieści lat były w zamkniętym pudełku, w miejscach zagięć stają się sztywne, łatwo się rozchodzą i oczywiście blakną. Nie mówiąc już o tym, że trzydziestoletnim zagięciom żadna siła nie przywróci świetności.
Zmorą są również elementy, które przytrzymują lalkę w pudełku (czyli elementy używane w procesie pakowania). Tu przytoczę przykład z własnego doświadczenia: lalka „Happy Holidays Barbie z 1991" ubrana była w aksamitną sukienkę. Druciki, które lalkę przytrzymywały, odgniotły a wręcz wytarły w stroju włoski aksamitu a miejsca wokół odbarwiły z zielonego na brązowy. Często się zdarza, że lalki „vintage” mają twarde buzie. Dlaczego? Ponieważ wykonane są z gumy a ta jak wiadomo po pewnym czasie zmienia się, parcieje i twardnieje w zależności od grubości (gęstość i grubość gumy wpływa na jej właściwości elastyczne i podatność na zmiany). Biżuteria, która wykonana jest z metalu także niszczy lalki - zabarwia gumę na kolor zielononiebieski. Kleje stosowane w produkcji pudełek również się starzeją, stają się kruche i w konsekwencji pudełko samo się rozkleja. Dlatego co byśmy nie robili, jak o te nasze lalki w pudełkach nie dbali, to i tak one samoistnie ulegają degradacji. Lalka musi „pracować”! Od czasu do czasu trzeba nią poruszać by zastały plastyk zmienił swoją pozycję, żeby elementy się nie psuły a plastyk nie kruszył. Warto co jakiś czas delikatnie przeczesać włoski aby się nie łamały. Powinno się przestawiać lalki, żeby światło nie padało na nie latami wciąż w ten sam sposób. Choć to i tak za wiele nie da, ponieważ często jest tak, że rączki czy tułowia lalek, zmieniają kolor. Nie zapobiegniemy temu. Kiedyś sam lalki trzymałem w pudełkach, nikt nie mógł ich dotykać bo zaraz była awantura, że się popsują. No właśnie! Dotykanie palcami też szkodzi. Nasza skóra wydziela tłuszcze, które to (nawet jak umyjemy ręce) i tak na nich pozostają. Archeolodzy nie dotykają swoich znalezisk gołymi palcami między innymi dlatego, że bardzo szkodzą dotykanym przedmiotom!

Dlatego aby lalka była jak najdłużej w stanie idealnym, trzeba by było ją zawinąć w szczelny, czarny worek foliowy, odessać powietrze wytwarzając próżnię aby nie mogło dochodzić do rozwoju bakterii i włożyć w ciemne miejsce pozbywając jej dostępu do promieni słonecznych. TO JEST NIEMOŻLIWE!!! Szkoda zdrowia i przekonywania samego siebie, że lalka w pudełku zachowa wieczną nowość i nam dłużej posłuży…
Pytam: Posłuży do czego? Do patrzenia na nią?! Ani ją dotknąć, ani ruszyć a i tak w końcu sama się rozleci, od pudełka począwszy! Z resztą trzeba sobie odpowiedzieć na proste pytania: Po co nam te lalki?, Czy są dla nas i mają nas cieszyć, czy wolimy na nie chuchać i dmuchać aby tylko się nie uszkodziły? Za dwadzieścia lat (jeśli już są „vintage”) i tak nie będą w świetnej formie. Najprawdopodobniej wyblakną, pożółkną (nawet jeśli ktoś nie pali to i tak mamy bardzo zanieczyszczone powietrze), włosy zaczną im wypadać, pudełka się porozklejają a ich wartość wcale nie wzrośnie (wartościowe są tylko egzemplarze pierwszego wydania, reszta lalek jak wiemy po dwudziestu, trzydziestu latach jedynie podwoiła swoją cenę a te naprawdę wyjątkowe i rzadkie potroiły). Więc jeśli teraz kupujemy lalkę za 200 zł, to za trzydzieści lat może dostaniemy za nią 600 zł, o ile będziemy na tyle zmotywowani by przechowywać ją w warunkach niemal sterylnych! Tak naprawdę pudełka chronią jedynie lalki nowe, co dopiero wyprodukowane, na okres około dziesięciu lat. Tylko trzeba wziąć pod uwagę, że współczesna produkcja odbywa się głównie w Chinach (bo tanio) a tam jak wiadomo aby zmniejszyć koszty, używa się najtańszych materiałów. Dzisiejsze ubranka dla lalek już po wyjęciu z opakowania się rozlatują więc wątpię by przetrzymały kolejne 30 lat i były sprawne. Na pytanie: Czy warto trzymać lalki w pudełkach? - niech każdy odpowie sobie sam i podejmie decyzję czy jest sens? Moim zadaniem nie warto i sensu nie ma! Lalki mają cieszyć przede wszystkim mnie! Nie zbieram ich po ty by KTOŚ je oglądał, są dla MNIE, na MÓJ własny użytek. Dlatego nie chcę ich jedynie oglądać ale i dotykać, fotografować, przebierać i cieszyć się z ich posiadania. Nie mam zamiaru martwić się, że się uszkodzą albo zniszczą. Jak się zniszczą to kupię sobie następne i już! A jeśli już chcemy tylko i wyłącznie na nie patrzeć, to jedynym sensownym rozwiązaniem, są specjalne witryny wykonane ze szkła, które odbija promienie słoneczne UV. Można również zamontować w nich lampy oświetleniowe, które nie wpływają na proces wybarwiania plastyku, materiału i gumy. Jedynie taka forma przechowywania zabezpiecza lalki od urazów mechanicznych, od promieniowania słonecznego i od zabrudzeń. No i prezentują się imponująco w takich gablotach! A pudełka sobie darujmy! Zostawiajmy w opakowaniach  jedynie lalki naprawdę drogie albo szczególne dla nas ze względów sentymentalnych. Kiedy jednak minie okres pięciu, dziesięciu lat, wyjmujmy je bo ich po prostu szkoda! Dlatego, że sami skazujemy je na „śmierć” w tych plastykowo-papierowych trumnach! Ich uroda przeminie a my nie będziemy mieli z nich żadnego pożytku! Amen.

W dzisiejszym poście „Happy Holidays Barbie 1992”. Jak widać poniżej Barbie jeszcze w pudełku (zdjęcia od 2 do 4) aczkolwiek już została z niego uwolniona. Zrobienie zdjęcia lalce w opakowaniu graniczy z cudem. A to ciągle odbija się światło lampy błyskowej od plastyku, a to widać refleksy świetlne na laminowanej części tektury. Żeby było ciekawiej, na zdjęciach robionych bez lampy, kompletnie nic nie widać. Jedyne ostre zdjęcia wykonane aparatem cyfrowym wychodzą na dworze, najlepiej w samo południe, przy maksymalnym natężeniu światła! Koszmar! Laleczka jest przepiękna. Suknia i opakowanie utrzymane są w srebrno-szarej kolorystyce. Oczy podkreślone są niebieskim makijażem. Usta umalowano na różowo. 




35 komentarzy:

  1. Jeśli chodzi o blogi o lalkach Barbie to twój jest zdecydowanie najlepszy ze wszystkich! Podzielam opinię innych, masz dobry gust i poczucie stylu. Twoje opowiadania są ciekawe i świetnie napisane z nutką żartu, autoironii, autobiografii. Super! Przy tych notkach człowiek zaczyna myśleć o dzieciństwie, o rodzinie. Do tego ta niepowtarzalna szata graficzna. Ekstra. Większość blogów to foto-blogi, dwa zdania i trzydzieści zdjęć. Nawet nie ma co w nich poczytać! Rzadko bo rzadko ktoś wykrzesi z siebie kilka zdań albo wklei zdjęcia lalkowych potworów i na tym koniec. A chyba nie na tym to polega? Ja nie prowadzę bloga z braku czasu, za to lubię czytać je u innych osób! A tu masz babo i chłopie placek, same katalogi zdjęć! Trzymaj tak dalej bo podwyższasz poprzeczkę! Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  2. - Anonimowy, słusznie piszesz. Szkoda że nie masz profilu i nicku, bo można byłoby wyłapywać twoje wpisy i w innych miejscach sieci.
    - VMarcinie - po przeczytaniu notki stwierdzam, że się pod nią podpisuję, choć marzy mi się zdobycie pewnej starej, stareńkiej lalki w stanie nierozpudełkowanym. Prawdopodobnie miałaby na ciele przebarwienia i łamiące się włosy, ale takiemu białemu krukowi wiele można byłoby wybaczyć. Jeśli chodzi o lalki nowszej generacji - szczególnie pyszne superstary o gestych grzywach i bogatych strojach - to wydaje mi się, że intencją twórców było ich wyeksponowanie poza pudłem. Schowane w tekturowej trumience nie ujawniają pełni swojej urody (zresztą - stojaki dołączane do pudełek są dodawane do lalki w jakimś celu, a nie po to, żeby wystawać gdzieś zza pleców zabawki, prawda?)
    Rozumiem po trosze wielbicieli pudeł - gdy dostaje się do ręki diament to w środku budzi się chęć, by zachować go w nienaruszonym stanie. Problem w tym, że brylant powstanie z niego wyłącznie po oszlifowaniu (wyjęciu lali z pudła)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło mi "Stary_Zgredzie", że się podpisujesz pod moimi słowami. Podoba mi się Twoje porównanie. Brylant w pudełku jest bardziej kamieniem, żeby lśnił pełnym blaskiem trzeba go wyeksponować!

      Usuń
  3. haha, musi być coś w "myślni" jak to ładnie określił Jacek Dukaj w "czarnych oceanach", akurat dzisiaj myślałam o przechowywaniu lalek po 30 lat w stanie NRFB i o tym, że niczemu to nie służy, chyba, że ktoś kupuje lalki od razu z myślą o ich sprzedaży w przyszłości. w 100% zgadzam się z Twoim postem, parę minut temu rozpakowałam lalkę która przestała w stanie NRFB tyle lat co ja żyję i niestety od razu idzie do odświeżania - włosy posklejane, lepkie, odrażające w dotyku. gumki oczywiście sparciałe, spódnica śmierdząca, bluzka ułożona na kształt ciała na sztywno, jak ją postawić - tak stoi. na jednym z popularnych blogów widziałam opinię , że "prawdziwy kolekcjoner nie wyjmuje lalki z pudełka". no cóż, no to nie jestem prawdziwa, przeżyję, najważniejsze, że moje lalki sprawiają mi radość :)


    Barbie śliczna, pamiętam , że jako mała dziewczynka wiele razy widziałam ją w gazetkach i katalogach Barbie. ubranko bardzo ciekawe, szczególnie podobają mi się te doszyte do sukni, kojarzące się z soplami, wiszące koraliki.

    OdpowiedzUsuń
  4. Offtop będzie - oficjalnie muszę się przyznać, że się zakochałam w Jewel Snejku, kobicie która czyta Dukaja!
    Pomimo swoich "antypudełkowych" zapatrywań chciałabym zwrócić uwagę na pewną kwestię: lalka oraz pudełko stanowią często coś na kształt pełnej scenografii (zabawka i jej opakowanie są tak skonstruowane, by się wzajemnie uzupełniać) wyjęcie lali z pudła burzy "całość" i doprowadza do jej rozbicia na kilka oddzielnych elementów. a jeśli się wychodzi z założenia że suma oddzielnych cząstek jest mniej cenna niż nienaruszona jedność, to w pełni można zrozumieć także "pudełkowców"

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja też się kiedyś zastanawiałem jak czas wpływa na lalki i czy pudło faktycznie je ochroni . No i po co komu lalka w pudle????,ale z drugiej strony strasznie mi się podoba jak kolekcjonerzy np.(MARS) trzymają swoje lalki w pudłach i mają jakieś zasady kolekcjonowania lalek oraz silną wolę aby ich nie wypuszczać

    OdpowiedzUsuń
  6. Kurcze świwetny wpis.
    Zgadzam się w 100 procentach.
    Już widże teraz jak wszyscy lecą i rozpudełkowywyują swoje panny xD
    A ppwiem ci że miałem se że moje repro odpakowałem i rozczesałem jej włosy xD Aż mnie korci żeby to zrobic;p

    OdpowiedzUsuń
  7. Marcinie czytając do tej pory Twój blog myślałam, że mam doczynienia z poukładanym wrażliwym człowiekiem który ma fają pasję. Po tym poście stwierdzam jednak, że się pomyliłam, ten post aż kapie fermentem w stronę kolekcji Marsa i to widac gołym okiem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tekst został chyba przeczytany pobieżnie, albo w ogóle! Post dotyczy mojej, własnej, subiektywnej opinii na temat trzymania lalek w pudełkach, gdzie zaznaczyłem wyraźnie, że to MOJE zdanie. Nie interesuje mnie, jak inni przechowują swoje kolekcje.

      Usuń
  8. Lalki w pudełkach wyglądają ładnie, jak nierozpieczętowane dziewice;) Tyle, że mam dużo większą frajdę z obcowania z lalką odpudełkowaną, którą mogę uczesać, przebrać, pomacać, powąchać. Jeść jeszcze nie próbowałam, ale sądząc po niektórych egzemplarzach na allegro, inni owszem, próbowali ;)
    Tyle, że jeden woli ogórki, a drugi gajowego córki. I dobrze, bo inaczej nudno by było :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Zgadzam się z Tobą, że nic nie uchroni lalek przed samorozpadem. Można ten proces wyłącznie spowolnić, ale, jak napisałeś, nikt nie ma siły ani czasu, by pakować lalki próżniowo i chować je w ciemnych schronach o odpowiedniej temperaturze.
    Podejście każdego kolekcjonera do Barbie jest inne, jednych cieszą wyłącznie okazy NRFB, inni muszą takową lalkę wyjąć, obejrzeć, pomacać. Co prawda ostatnio na blogu prezentowałem wyłącznie lalki w pudełkach, jednakże kilka z nich już opuściło swoje kartonowe trumienki, zwłaszcza, że zbliża się rocznica mojego bloga i wielka zbiorowa sesja, w której nie będzie miejsca dla pudełek! ;) Nie jestem pewien jednak, co zrobić z modelami, które tworzą z pudełkiem niezwykle zgrany duet? :-P

    OdpowiedzUsuń
  10. Matko.
    VM wygłasza _swoją_ opinię na _swoim_ blogu, robi to w kulturalny (i przyjemny do czytania) sposób, nikogo nie wytykając palcami ani nawet nie sugerując.. i to nagle jest osobisty atak na kogoś? I to taki że trzeba było wysłać rzecznika prasowego?

    a propos komentarza jewel snake.. Osoba (nie wiem kto) która powiedziała że deboxujący nie są prawdziwymi kolekcjonerami, coż, przynosi wstyd prawdziwym kolekcjonerom. To tak jakbym ja powiedziała że kobiety które nie mają w tej chwili paznokci pomalowanych na różowo nie sią prawdziwymi kobietami. Smutek.

    OdpowiedzUsuń
  11. Alrunia - zgadzam się z Tobą (i przy okazji z Jewel Snake'iem! ;)), że trzymanie w stanie NRFB nie definiuje prawdziwego kolekcjonera. Kolekcjonerem może nazwać siebie każdy, kto zbiera Barbie, niezależnie, czy są to wyłącznie trupki, NRFB'y czy lalki w stanie MIB, wyjęte z pudełek. Każdy z nas wydaje na lalki własne pieniądze, za co za tym idzie, ma prawo robić z nimi, co mu się żywnie podoba ;)

    Marcinie, chyba nie spodziewałeś się, że wywołasz ową notką taką burzę komentarzy? ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Każdy z nas wydaje na lalki własne pieniądze, za co za tym idzie, ma prawo robić z nimi, co mu się żywnie podoba ;) popieram cie barbie collector :)
    A co do burzy komentarzy... zawsze przy pikantniejszym wpisie będą pikantniejsze komenty... wkoncu jak juz ktos wspomnaił... kazdy ma swoje zdanie i nie kazdy musi się zgadzac

    OdpowiedzUsuń
  13. Takie mi się porównanie nasunęło - z obrazem "Mona Lisa". Obraz ten jest chroniony przed zniszczeniem za szybką, odpowiednio naświetlony, napowietrzany itp. itd. Wyjęcie go spod tej kopuły ochronnej, która stanowi barierę przed czynnikami mogącymi wpłynąć na jego zniszczenie, jest zrozumiałe. "Mona Lisa" to skarb na skalę światową, gdyby coś mu się stało, to byłaby niepowetowana strata.
    Część kolekcjonerów lalek także traktuje okazy w swoich kolekcjach jak skarby (oczywiście nie tej rangi co dzieła światowej sztuki, ale jednak - dzieła sztuki) i chroni je przed zmianami, jak najlepiej umie. Wyjęcie z pudła jest zmianą, która bez wątpienia wpływa na stan posiadanych lalek - z jednej strony pozwala na wyeksponowanie zabawek, ich dotykanie i cieszenie się z bliskiego z nimi kontaktu (można powiedzieć – podejście użytkowe, bo lalki bez pudełka „się używa”), z drugiej – pozbawia je statusu rzeczy, której nigdy się nie posiądzie (bo lalkę w pudełku można tylko oglądać, a zmysł wzroku nie dla wszystkich zapewnia odpowiednich poziom wrażeń). Dla mnie zbieranie lalek w pudłach jest jak miłość platoniczna – patrzenie i wzdychanie do obiektu pożądania, przy jednoczesnej niemożliwości by go posiąść w pełni (słowo „posiąść” oznacza owładnięcie we wszystkich wymiarach, nie tylko wzrokowym).
    Choć idea trzymania lalkowych przedmiotów pożądania w pudłach jest mi kompletnie obca, to nie znaczy to, że nie szanuję osób, dla których jest ona ważna. Z notki Marcina również taki brak poszanowania nie wynika, bo jego post nie ma odniesienia do osób, ale do pewnych zachowań czy przekonań.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam takie dziwne skojarzenie całej tej dzisiejszej sytuacji z historią, która miała miejsce bodajże na Twoim blogu (nie jestem pewien bo kojarzę tylko sytuację a trochę tych blogów przeglądam) kiedy napisałaś swoją listę lalek, które tobie osobiście się nie podobają. Tam też pojawił się problem właśnie w wyniku posiadania własnego zdania a dokładniej z braku akceptacji poglądów jednych osób, do drugich osób. Inne poglądy nie są ani lepsze, ani gorsze - są INNE. Gdybyśmy wszyscy byli tacy sami, byłoby nudno.

      Usuń
  14. Skojarzenie trafne - bo faktycznie dyskusja dotyczyła mojego wpisu, w którym krytykowałam złośliwie lale które mi się nie podobają (z wyraźnym, złośliwym podtekstem). Rozmowa pod wpisem była ciekawa, pełna i uaktywniła przedstawicieli różnych opinii - co bardzo mi się podobało, bo pokazało jak różnym i kolorowym jest lalkowe środowisko.
    Kontrowersyjne wpisy na blogach to fascynująca sprawa - bo pozwalają na ożywienie atmosfery, rozkręcenie rozmowy (choć czasami wywołują spięcia między rozmówcami) i dają drobny zastrzyk adrenaliny ;)

    OdpowiedzUsuń
  15. Jak zwykle wyrażenie swojego zdania wywołało burzę komentarzy i udowadnianie sobie nawzajem, kto lepiej robi...
    Według mnie bardzo ciekawy wpis, fajnie jest poczytać jakie zdanie mają inni kolekcjonerzy. Oprócz tego zawsze czekam na Twoje posty, lubię sposób w jaki piszesz.
    ,,Holidejka" jak prawie każda cudowna, te lalki zawsze przywodzą na myśl świąteczne wspomnienia :)

    Poza tym, również nie widzę w notce żadnych przytyków do kogokolwiek. Jak już kiedyś pisałam, nie pamiętam gdzie... Nie ważne jest, gdzie trzymamy te lalki, ważne, że każdy z nas ma takie hobby i dzieli się nim z innymi.
    Pozdrawiam i czekam na kolejny wpis :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Kolejna burza w szklance wody kolekcjonerów lalek... Pewnie nie spodziewałeś się VMarcinie, że coś takiego wywołasz swoim szczerze i od serca napisanym postem;)
    Mnie tylko od samego początku mojej lalkowej przygody ciekawi, dlaczego niektórzy kolekcjonerzy swoje vintage pieczołowicie trzymają szczelnie zamknięte, a różne monstrki, fashionistki i basiki wyciągają, przebierają, przeczesują. Wszak za sto lat ktoś np. będzie szukał NRFB fashionistki, a my niefrasobliwie niszczymy ich nieskazitelną pudełkową urodę;) I nie przekonuje mnie argument, że one są wydawane w tysiącach, czy milionach egzemplarzy- po 100 latach 90% z nich zaginie w dziecięcych ząbkach i na śmietnikach i co wtedy?
    Ja się "chlubię", że żadna z moich lalek nie spędza życia w trumnie- z tego prostego powodu, że moje "okazy" są albo lalkami odzyskanymi z dziecięcych rączek, albo nowo zakupionymi. Omija mnie więc ten dylemat;)
    I jakoś w ferworze tej dyskusji pomijana jest piękna, "uwolniona" Basia- z mojego osobistego punktu widzenia bardzo dobrze, bo według mnie zmysł wzroku to niewielka część tego, co można nacieszyć;) A jest czym oczy cieszyć, bo piękna dziewczyna z tej "holidejki". I pewnie równie wielką radość sprawia dotyk tej wspaniałej burzy loków i układanie fałd sukni;)

    OdpowiedzUsuń
  17. Hmm ciekawa dyskusja- muszę się zgodzić w 100% z niszczycielskim działaniem czasu na lalki mimo pudełka- jakiś czas temu kupiłam 3 dwudziestolatki w stanie zapudłowanym i walczyłam z wtopionymi gumkami we włosach, pogięta suknią i o zgrozo pękniętą szyją lalki- tego nie zrobił nikt bo pudło było starannie zapakowane, nawet klej na opakowaniu wżarł się w plastik, za to stojak wgryzł się w gumowe nogi lalki i do dziś ma odciski .
    Owszem mam 4 lalki w pudełkach z czystej wygody i lenistwa- cztery siostrzane są wypakowane z pudeł - rzecz dotyczy reprodukcji moich ukochanych Sindie od Pedigree a że lalki nie mają dołączonych stojaków to połowa owego zestawu pozostała w pudełkach.


    Holidejki w sumie ładnie wyglądają w swoich kartonach bo zazwyczaj tło stanowi element dopełnienia lalki, ale to już kwestia posiadacza takowej.

    OdpowiedzUsuń
  18. Witam, to mój pierwszy komentarz na tym blogu :)
    Moja osobista opinia jest taka, że każdy powinien kolekcjonować lalki jak mu się podoba, nie ma tu zasady, że kolekcja trupków na przykład jest lepsza/gorsza od kolekcji NRFB. Niech każdy kolekcjoner robi jak sam uważa za stosowne i niech sie cieszy lalkami jak chce! Nie ma tu słusznej definitywnej odpowiedzi.
    Moja osobista kolekcja zawiera lalki trupki i NRFB każdego rodzaju, bo taka jest moja osobista preferencja. Po prostu lubię mieć chociaż jeden egzemplarz NRFB każdej lalki, która interesuje mnie na serio. To znaczy, nie każdej indywidualnej lalki, ale rodzaju lalki.
    Z doświadczenia widzę jednak, że prędzej czy później większość kolekcjonerów jednak ma kilka okazów NRFB, z różnych powodów, pomimo zniszczenia, jakie może wywołać czas. Sama na szczęście nie spotkałam się jeszcze z takimi zniszczeniami, które nie byłyby do naprawienia. Najstarsza lalka w moim zbiorze jest NRFB a pochodzi chyba z lat 60.
    Bardzo dobry temat i świetna dyskusja, będę blog odwiedzać na pewno :)
    Aga

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co do wywołanej dyskusji. Najzabawniejsze jest to, że przecież ja także mam lalki w pudełkach. Przecież nie jest tak, że listonosz przynosi lalkę a ja już w drzwiach, jak bestia rozrywam każde pudełko. Tak jak napisałem w poście, są lalki trzymane ze względów sentymentalnych albo dlatego, że były KOSZMARNIE drogie, czy dlatego, że poręczniej upchnąć je w pudełkach do szafy. Natomiast wiem, że nie będę trzymał ich w tych opakowaniach wiecznie (z powodów wymienionych w poście) i tyle. A każdy kolekcjoner niech sam zdecyduje, co ze swoimi skarbami zrobi! Uwolni? Zafoliuje? Zakopie? Zapuszkuje? Co mu serce dyktuje niech czyni ;)

      Usuń
  19. Dawno nie było tak takiej dyskusji na czyimś blogu ....,
    Jak się okazało dość kontrowersyjny wpis ...

    OdpowiedzUsuń
  20. Zarówno post jak i dyskusja są bardzo wciagające :) I chyba każdy ma trochę racji, a nasze nawyki wynikają z naszych upodobań. Ja osobiście niektóre lalki trzymam w pudłach, niektóre z nich uwalniam. Dla mnie są takie sztuki, które wręcz tworzą jedność z tym bajecznie kolorwym opakowaniem, a inne z kolei są stworzone do wyjęcia. Ale najważniejsze jest to, że Wszyscy mamy tak fajną i nisepotykaną pasję i chcemy się nią dzilić z innymi :)

    A Twoja Holiday - w pudełku, czy bez - i tak jest piękna! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się z Tobą. Ta lalka byłaby piękna nawet zawinięta w worek foliowy ;) Co do pudełek wiadomo przecież, że specjaliści od marketingu i designerzy, prześcigają się w wymyślaniu coraz to ciekawszych i ładniejszych opakowań w celu zwabienia klienta (przez co zwiększa się sprzedaż) więc nie dziwmy się, że pudełka też są ładne i niektóre lalki zyskują na urodzie będąc właśnie w nich pozostawione (względy estetyczne).

      Usuń
  21. Cóż za burza komentarzy. Po zobaczeniu tytułu posta z zaciekawieniem przeczytałam resztę, ponieważ jest to kwestia, która niewątpliwie spotyka każdego kolekcjonera. Moją kolekcję w około 1/3 stanowią lalki w pudełkach, czy to MIB czy NRFB, inne z kolei chętnie wyjmuję. Na pewno nie ułatwia to ich eksponowania ze względu na miejsce, jakie zajmują. Ale jak już zostało wspomniane niektóre egzemplarze tworzą z pudełkiem całość, której nie chcę burzyć. Jak będą wyglądały za kilkadziesiąt lat, cóż, być może dokładnie tak, jak to opisałeś ;) Każdy ma swój gust i prawo do własnego zdania, uszanujmy to i cieszmy się tym wspaniałym hobby.

    Holiday jest piękna w swojej srebrnej sukni, lubię tę serię. Powinieneś dodać zdjęcia po wyjęciu jej z pudła, choćby dla porównania, na pewno prezentuje się cudownie w całej swej okazałości :)

    OdpowiedzUsuń
  22. W pudełku i bez. Na początku, wszystkie wypakowywałam. teraz część lalek pozostaje w pudełku. Dlaczego? Nie mam zielonego pojęcia. Albo mi żal, bo jak już ktoś napisał w pudełku wygląda ślicznie, albo nie mam czasu, potem a niech już tak sobie w nim zostanie, albo wyciągnę tylko i pomacam i zaraz pakuję w pudełko.

    OdpowiedzUsuń
  23. Twój blog jest świetny! Masz dar do pisania! Nie przepadam za Holidaysówkami, uważam, że jest w tej serii za dużo przepychu. Jedyne co mi się podoba to ich mordki :) Są takie śliczne. Szkoda, że nie mam jeszcze żadnej lalki SUPERSTAR, one są takie ładne. Pozdrawiam i zapraszam na mojego bloga :)

    OdpowiedzUsuń
  24. Mam dokładnie takie samo zdanie w kwestii zapudełkowanych lalek. I również kocham Holidayki :) Twój blog zapowiada się naprawdę świetnie - miło się czyta i ogląda, bo masz i talent do pisania, i do robienia zdjęć.

    OdpowiedzUsuń
  25. podpisuję się pod tym rękoma i nogami, tylko ja jeszcze uważam, ze lalkami powinny bawić się dzieci;P ale co kto lubi:)
    dodaję bloga do obserwowanych i zapraszam do mnie:)

    OdpowiedzUsuń
  26. wow! jaka dyskusja...
    lalkę w pudełku mam jedną, kupiłam ją w stanie NRFB, wytrzymałam całe pół godziny... Panna została wyjęta i szlak mnie trafił!! Na nogach plamy... trudno, krótkiej kiecki nie założy, po sesyjce trafiła znów do pudełka i tak już sobie została, z czystej wygody, mogę sobie na nią popatrzeć kiedy chcę a przy okazji się nie kurzy :D przynajmniej nie tak bardzo ;)
    Co do blogów pisanych - fajnie jeśli ktoś ma talent do pisania jak właściciel tego bloga, wtedy przynajmniej fajnie się czyta (jest już pierwsza w nocy a ja dalej czytam;)), ale jeśli ktoś woli robić fatki to dla mnie bomba :D
    każdy blog ma coś w sobie, coś niepowtarzalnego jak nasze kolekcje... Co prawda ja dopiero zaczynam i nie mam "kolekcji" panien spod igły, ale lubię moje panny, one mnie uspokajają a jak to już parę razy było napisane najważniejsze żeby kolekcja cieszyła właściciela kolekcji!!
    i na tym mój wywód się kończy!
    ps.
    VMarcin - bardzo lubię Twego bloga i sposób pisania :D

    OdpowiedzUsuń
  27. Bardzo ciekawa dyskusja :-) Ja należę do kolekcjonerów, którzy trzymają lalki NRFB - tak po prostu mam, podziwiam je w pudełkach i nie myślę o sprzedaży w przyszłości. Myślę za to często o przekazaniu mojej kolekcji w przyszłości córce lub wnuczce (córkę mam, wnuczkę mam nadzieje będę mieć), o tym, jak moje lalki będą prawdziwymi, sześćdziesięcioletnimi antykami za 30 lat, a córcia będzie z dumą pokazywać znajomym kolekcję starych lalek, nigdy przez nikogo nie dotkniętych od czasu produkcji. Często kiedyś oglądałam na BBC program Antiques Roadshow i pamiętam, jaka magię wśród oglądających wywoływały stare zabawki w ich oryginalnych pudełkach.
    Lalki "trupki" (lalka natychmiast po wyjęciu z pudełka staje się dla mnie trupkiem) też mam, stanowią one własność mojej 3-letniej córki i muszę przyznać, że boli mnie trochę wyciąganie ich z pudełek :-) Zdarzyło się już kilka razy, że kupiłam lalki podwójne (ostatnio serię Cool Colours z 1997 r.): jedną do mojej kolekcji NRFB, a drugą dla dziecka do zabawy.
    W niektórych, choć nie wszystkich, pudełkach najbardziej martwi mnie żółknący plastik - szybka. Twoje posty o kruszejących włosach również mnie zaniepokoiły, nie wiedziałam, że to aż tak jest dopóki nie przeczytałam na Twoim blogu, ale trudno - tym bardziej lalki zostaną u mnie w pudełkach dla wnuków i prawnuków jako ozdoba i basta!
    Pozdrawiam serdecznie - Magda

    OdpowiedzUsuń
  28. A ja sobie pozwolę na wpis prawie po roku po burzliwym "poście". Wywnioskowałam po komentarzach że dla niektórych prawdziwym kolekcjonerem nie jestem i nigdy nie będę. Jedyne co mogę powiedzieć że lalki kolekcjonuję według swojego upodobania, jedne odpakowuje inne nie. Niektóre są starymi, wybawionymi trupkami inne pięknymi okazami prosto z pudełka. Dla mnie i jedne i drugie są jednakowo ważne. Nie powinno się negować kogoś za to jak zbiera czy kolekcjonuje lalki, ważne że robi to szczerze, jest to jego pasja- jego kawałek świata.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  29. Witam, z tymi parciejącymi gumkami to niestety racja. Otrzymałam właśnie lalkę bez pudełka z oryginalną fryzurą. Gumka wżarła się we włosy, które zresztą nie wyglądały dobrze. Na szczęście po umyciu wyglądają super.:-)

    OdpowiedzUsuń
  30. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń