O mnie

Moje zdjęcie
Imię: Marcin. Znak zodiaku: Lew. Człowiek o stu twarzach, miłośnik zwierząt i dobrego jedzenia. Typ: Samotnik mający swój świat, dusza artystyczna. Chłopak o wielkim sercu i jeszcze większym EGO. Zachwycam się drobnymi rzeczami, nie toleruję kłamstwa i fałszywości. Pasjonat i kolekcjoner.

wtorek, 20 grudnia 2011

CO Z TĄ KOLEKCJĄ?

Zastanawiałem się ostatnio co oznacza bycie kolekcjonerem i czy istnieje coś takiego jak pojęcie „kolekcjoner spełniony”? Wracając pamięcią wstecz, do początków zbierania lalek, pamiętam, że ówczesnym marzeniem było posiadanie kilku, konkretnych egzemplarzy. W miarę upływu czasu i poznawania tego magicznego świata, gdy zdobyłem już pewną wiedzę związaną z historią, z rozpoznawaniem i identyfikowaniem, okazało się, że jest wiele lalek, o których istnieniu nawet nie miałem pojęcia. W konsekwencji tak zwana „Wish lista” zaczęła niemiłosiernie się wydłużać. Z pięciu lalek zrobiło się dziesięć, z dziesięciu dwadzieścia itd. Na dzień dzisiejszy posiadam ich około stu, z czego siedemdziesiąt to lalki nowe (o ile dwudziesto czy trzydziestoletnie można nazwać nowymi), które uważam za kolekcję. Pozostałe - to takie, co to do końca niewiadomo co z nimi zrobić, sprzedać…szkoda - może się przydadzą, wyrzucić - to byłby grzech śmiertelny a że są używane (pozostałości po początkach zbierania, kiedy to nie liczy się jakość a ilość i kupuje się wszystko co wpadnie w łapki) to do teraźniejszej, wyselekcjonowanej kolekcji nie pasują. Siedzą więc zamknięte biedaczki w pudle, jak sardynki w puszce i czekają na lepsze czasy…może staną się prezentem dla jakiegoś dziecka z domu opieki albo dzieci biednej sąsiadki – nie wiem? - Zobaczymy…Póki co przebywają w pudle więc tak jakby ich nie było. Wracając do wybranej siedemdziesiątki mogę stwierdzić, że lalki, które najbardziej chciałem mieć, to już mam! Dlatego zacząłem się zastanawiać co dalej? Stwierdziłem jednak, że to nie koniec! Z resztą jakżeby mógł być? Cały czas wpadam na jakieś, ciekawe egzemplarze, które to może nie są wymarzonymi i upragnionymi ale na pewno cieszą oko i dają to miłe uczucie posiadania. Nie mówiąc już o tym dreszczyku emocji i podnieceniu w momencie zakupu, nadejścia paczki i otwarcia jej (ach ten zapach, ten szelest otwieranego pudełka)…no cóż jakieś uzależnienie trzeba mieć, nie mieć żadnego, to też coś nie w porządku :) Tak więc kolekcja na pewno będzie się rozrastać, zmieniać, czasem pewnie nabierze innego kształtu, może dojdą lalki innych firm – to się okaże! Czy jestem „kolekcjonerem spełnionym”? – na pewno NIE! Kolekcjonowanie nie polega na zebraniu lalek od „A do Z” z własnej, wykreowanej listy. Oznacza chęć poszukiwania coraz to nowych dróg w swojej pasji. Zdobywając doświadczenie nasze kolekcje się zmieniają, czasem wręcz diametralnie! Można początkowo zbierać lalki zakupione w lumpeksach a z czasem przerzucić się tylko na serie limitowane. Nasze gusta się zmieniają, nasze poglądy się zmieniają! Ludzie, których spotykamy zmieniają nasze myślenie. Nie ważne czy ma się pięć lalek, czy pięćdziesiąt, jeśli ktoś zbiera je z pasją i z zaangażowaniem, to powinien to robić nadal. Gdy po powrocie do domu, po kolejnym, ciężkim dniu, zerka na mnie siedemdziesiąt przepięknych, uśmiechniętych twarzyczek, które zdają się mówić:”…uśmiechnij się, przecież życie jest piękne…”, to wiem, że warto było wydać każdy dolar i każde euro za tę chwilę radości i uśmiech na mojej twarzy ;)

Ciekawi mnie ile Wy posiadacie lalek w swoich kolekcjach i czy czujecie się „spełnionymi kolekcjonerami”?

Dzisiaj prezentuję „Winter Velvet Barbie 1995”. Lalka ubrana jest w piękną, granatowo-szaro-srebrną suknię. Posiada delikatną, srebrną biżuterię. Włosy zdobi cienka, granatowa wstążka zawiązana w kokardę. Makijaż oczu wykonany jest w kolorze ciemnego fioletu wykończony niebieskim eyelinerem, natomiast usta umalowane są na różowo.





niedziela, 4 grudnia 2011

CORAZ BLIŻEJ ŚWIĘTA ...

No i stało się mamy grudzień, ulubiony miesiąc wielu z nas. Mimo iż za oknem jeszcze tak jakoś mało świątecznie (śniegu jak nie było tak nie ma), to sklepy ruszyły z ofertą świąteczną pełną parą! Możemy znaleźć wszystko - przysłowiowe mydło i powidło. Jak mówią „mądre osoby” w telewizji, co roku Polacy wydają coraz więcej na prezenty…(hmmmm…to chyba oczywiste skoro wszystko jest droższe…). Wybór jest ogromny, to już nie te czasy kiedy na półkach sklepowych nic nie było a jak już było, to za dolary i niebotycznie drogie. Teraz możemy zakupić produkty z najdalszych zakątków świata. Jedynym ogranicznikiem jest zasobność naszego portfela. Mimo iż obecnie można kupić wszystko co tylko dusza zapragnie, to jednak w czasach kiedy był mniejszy wybór, człowiek chyba bardziej doceniał to co miał (?). Dzisiaj można mieć 100 lalek i twierdzić, że to dopiero początek kolekcji :) A może po prostu dzisiaj jesteśmy bardziej pazerni? Myślę, że nastawiliśmy się bardziej na „POSIADANIE”, ponieważ nasze wartości uległy zmianie. Kiedyś nie do pomyślenia było np. nie znać swoich sąsiadów, dzisiaj…no cóż…w swoim, nowym mieszkaniu mieszkam półtora roku a sąsiadów widziałem 2 razy…(bez komentarza). To ma oczywiście swoje plusy: człowiek jest bardziej anonimowy, ma święty spokój a obcy nie wścibiają nosa w nie swoje sprawy. Choć z drugiej strony, jakby ktoś okradał mieszkanie sąsiadom, to pomyślałbym, że to przeprowadzka ;) No cóż, dzisiaj istnieje „konsumpcjonizm totalny”, wolimy „MIEĆ” niż „BYĆ” a wielu z nas cierpi na „MANIĘ MIENIA” – czyli: „muszę mieć to”, „muszę mieć tamto” - bo jak nie będę miał, to będę gorszy od kogoś. Posiadanie jest ważniejsze niż utrzymywanie bliższych kontaktów międzyludzkich. Wolimy wysłać smsa, dać informację na „Facebooku” czy „wyTwittować” tych kilkanaście bezsensownych słów, zamiast spotkać się z kimś osobiście i porozmawiać od serca! Mamy 300-u znajomych na „Naszej Klasie” i ani jednej osoby, z którą możemy porozmawiać w naprawdę trudnych chwilach! Cóż, takie czasy! A skoro już o posiadaniu i „mani mienia” mowa, to weźmy pod uwagę, że zostały już tylko trzy tygodnie do świąt. Pora pomyśleć o prezentach dla innych i dla siebie (huraaaa…Marcin ty egoisto!). Zaraz, przecież do mnie już Mikołaj w tym roku zawitał…hmmm…Już wiem – TO PRZYJDZIE JESZCZE RAZ ;) hahahaha. Nie wiem jak dla innych ale dla mnie święta to okres M-A-G-I-C-Z-N-Y!!! Nie wiem co jest w tym drzewku obwieszonym tymi wszystkimi świecidełkami, w tych dekoracjach, w tych potrawach, że człowiek się uśmiecha na samą myśl (a przynajmniej ja). Nie wiem jak można nie lubić świąt a przecież tacy ludzie też są! Cóż… nie wiem, nie rozumiem? Ja tam w Wigilię i następne dni świąteczne bawię się świetnie! Od dziecka uwielbiam ubierać choinkę, gotować, szykować a nawet sprzątać (czego normalnie nienawidzę), wszystko po to by przez trzy dni cieszyć się nic nierobieniem, obżarstwem i prezentami. Ok. święta to czas duchowy i trzeba przeżywać narodziny Pana itd. Ok. ale jak mam świętować i czuć się podniośle skoro mam nie przywiązywać wagi do tej całej otoczki? Ja wyznaję zasadę: im więcej tego kiczowatego ozdabiania tym bardziej czuję święta bo przecież na co dzień choinka, girlandy i cała reszta domu nie zdobi! Tak więc u mnie w domu zawsze jest jak w typowym, amerykańskim filmie: kolorowo, brokatowo, świecąco i nastrojowo! (a tak bardziej obiektywnie, to jakby wybuchła bomba z brokatem i cekinami :) Może ciut kiczowato ale to święta więc musi być radośnie, wesoło, błyszcząco i pachnąco! Co tam, że jestem stary koń…jak przychodzi do otwierania prezentów (w szczególności tych wyczekiwanych) - cieszę się jak dziecko :) Oczywiście (jak wspomniałem we wcześniejszym wpisie) czasem są niespodzianki pt:. „kolejny zestaw śmierdząco-myjąco-nawilżający…a później kłamstwa w stylu: „…Oj dziękuję Ciociu…bardzo się cieszę…na pewno się przyda!...” (taaa jasne a w głowie jedna myśl: nie otwieram opakowania do końca, jutro wcisnę kuzynowi to cudo) ale zazwyczaj prezenty są trafione (bo trąbie o nich wszystkim i daję listę co kto ma kupić, ponieważ nie znoszę niespodzianek). Cóż rodzinę trzeba sobie wychować a że jestem najczarniejszą z czarnych owiec w całej familii, to większość zdążyła się przyzwyczaić do mojego, specyficznego podejścia do wielu spraw ;) Tak czy inaczej ja już nie mogę się doczekać świąt! Teraz jest najlepszy okres, ponieważ to czas oczekiwania. A że po drodze jeszcze są Mikołajki, to życzę wszystkim: „Wszystkiego najlepszego, wielu prezentów w postaci cudownych lalek, dużo radości, miłości i uśmiechu na twarzy”. Życie jest piękne „…Oh, jingle bells, jingle bells, Jingle all the way, Oh, what fun it is to ride, In a one horse open sleigh…”

Żeby było nietuzinkowo i na przekór wpisowi o charakterze świątecznym, przedstawiam lalki plażowe (pierwsze siedem z czternastu z nowszymi moldami, które posiadam w swojej kolekcji). Panie i Panowie przed wami cała gromadka: „Beach Fun 2005”.