O mnie

Moje zdjęcie
Imię: Marcin. Znak zodiaku: Lew. Człowiek o stu twarzach, miłośnik zwierząt i dobrego jedzenia. Typ: Samotnik mający swój świat, dusza artystyczna. Chłopak o wielkim sercu i jeszcze większym EGO. Zachwycam się drobnymi rzeczami, nie toleruję kłamstwa i fałszywości. Pasjonat i kolekcjoner.

środa, 12 grudnia 2012

GENY TO BOLESNA SPRAWA :)

Moi Drodzy! Teraz, kiedy stałem się *WIELKĄ GWIAZDĄ* (kto nie pamięta o co chodzi,  klikać - TUTAJ) czas by odpowiednio się zachowywać! Dlatego nie mogłem Was zostawić bez najnowszych wiadomości dnia! No więc wiadomością dzisiejszego dnia jest to, że robię sobie przerwę!!! A kiedy wielkie gwiazdy takie jak JA robią sobie przerwę, to zazwyczaj idą do „DENTYSTY”… jak my to mówimy w SHOWBIZNESIE!!! Efektem jest zazwyczaj nowy, oszałamiający wygląd (…oczywiście to również zasługa długiego snu i dobrych genów - jak mówią moje koleżanki po fachu bo przecież spuchnięte usta, wyżej umiejscowione brwi, węższe nosy i wydatniejsze kości policzkowe, to efekt jedynie zmieniających się z wiekiem rysów twarzy!…) Ponieważ osiągnąłem już pewien wiek (a to jest niedopuszczalne w Showbiznesie!), muszę teraz szczególnie dbać o swój wizerunek. Dlatego jako „Perfekcyjny Pan” muszę odejmować sobie choćby dekadę z życiorysu). Teoretycznie dobiegam trzydziestki ale w praktyce wyglądam jedynie na osiemnaście lat ;) To wielki cud, który mnie spotyka co sześć miesięcy, zawsze po dwutygodniowym zniknięciu z życia towarzyskiego!!! My *WIELKIE GWIAZDY* i Celebryci jesteśmy bardzo ważni, dlatego musimy się wyjątkowo starać i zachowywać odpowiednie standardy by wciąż być na topie! Większość z Was pewnie tego nie zrozumie ale nasze życie jest bardzo ciężkie! Nawet nie wiecie ile wysiłku trzeba włożyć w przygotowania do nakręcenia własnej SEX-taśmy!!! ( trzy tygodnie jeść sałatę to nic przyjemnego no ale wiadomo kamera nie kłamie, trzeba się poświęcić!) Lekcje aktorstwa też już pobieram bo przecież STĘKAĆ też trzeba umieć! Trud się opłaca bo to właśnie dzięki tej taśmie i jej „przypadkowemu” opublikowaniu w Internecie, stajemy się niebotycznie bogaci i sławni a wszystkie gazety płacą krocie za nasze zdjęcia w ciąży, bez majtek albo jak sikamy w krzakach. A o zdjęciach ze ślubów i szczegółowych relacjach naszych, bolesnych przeżyć z rozwodów nawet nie wspomnę! Przecież nic nie jest ważniejsze na świecie, od pokazania się w magazynach, w najbardziej intymnych sytuacjach, przy okazji pozując w nowych „LOUBOUTINACH” czy ściskając nową torebkę „PRADY”!!! A jak mamy szczęście i wjedziemy w kogoś samochodem po pijaku, to tym bardziej sukces murowany! Trzeba tylko pamiętać żeby nie zapomnieć komórki bo bez niej nie da się poinformować Paparazzich… Dlatego gdy tylko znalazłem odrobinę czasu, wizyta u „DENTYSTY” była koniecznością! Do tego bardzo długo śpię, w zasadzie nie wychodzę z łóżka… A kiedy wrócę, zanim się zorientujecie, będę wyglądać wspaniale ;) A teraz idę zrobić sobie dużego drinka by zniwelować ból… bo powiem Wam, że te geny to strasznie bolesna sprawa… :/ 

A jeśli już o poprawianiu urody mówimy, to przed Wami moje najnowsze zdobycze ;) Tym razem nie mogłem się powstrzymać i zakupiłem kilka lalek, które nie są nowe. Jednak grzechem było ich nie kupić :) Panny są już u mnie i jak widać czekają na zabiegi upiększające i nowe ciuszki… ;) Panie i Panowie przedstawiam Wam:
„Workin' Out Barbie 1996”
Dream Date Barbie 1982
„Fun To Dress Barbie 1987”
„Heart Family Mom Barbie 1985” 

W następnych postach pokażę jak dziewczyny wyglądają po gruntownym szorowaniu :) i w nowych kreacjach :)

czwartek, 6 grudnia 2012

WIZYTA MIKOŁAJA...

 
 A TERAZ RELACJA NA GORĄCO (ALMOST LIVE) Z WIZYTY MIKOŁAJA W MOIM DOMU...


- Ałaaa... za co?
- Już Ty wiesz za co! Za to, że byłeś niegrzecznym chłopcem! A masz cholerniku jeden! Takie komentarze na blogach wypisywać! Takie rzeczy publikować! Kto to słyszał? Kto to widział? Już ja Ci pokarzę!
- Ależ Mikołaju, to było w zeszłym miesiącu! To się nie liczy! Ałaaa... PERWERCIE jeden! Gdzie mój prezent? Dawaj lalkę... bo Ci worek zapierniczę...
- Już Ja Ci dam lalkę... Ściągaj portki...
- Ałaaa... poczekaj jak się tylko oswobodzę, Ty STARUCHU jeden... Już ja Ci powyrywam tą wyliniałą brodę... Ałaaa...
- Siedź cicho i się nie wierć...
- A żebyś się tak udławił tymi ciasteczkami, poczekaj utopię Cię w łyżce mleka!... Ałaaa...

niedziela, 25 listopada 2012

AUTOR

Załóżmy, że to prawda a postacie i sytuacje przedstawione w dzisiejszym poście są prawdziwe a ta historia została jedynie spisana przeze mnie…
Młoda dziewczyna przyjeżdża do wielkiego miasta, w jej życiu wiele się działo, jednak ona nie rezygnuje z marzeń, jest pełna nadziei na lepsze jutro. Pewnego dnia pokonuje swoją nieśmiałość i pisze do chłopaka, którego poznała przypadkiem. On jest niezwykle miły, mają podobne zainteresowania, mogą porozmawiać na wiele tematów… Znajomość szybko przeradza się w codzienne rozmowy, rozmawiają o wszystkim i o niczym. Cieszy ich to, że mogą ze sobą zamienić choćby kilka słów. Czasem rozmawiają o błahych rzeczach a czasem poważnych: o lękach, o zdradzie, o pracy, o samotności. Pewnego dnia postanawiają się spotkać. Oboje czują ogromne napięcie bo przecież rozmawiać z kimś twarzą w twarz, to co innego niż rozmowa przez telefon czy komunikator. Dochodzą gesty, niezręczność, rumieńce na policzkach. Kiedy spotkanie się kończy, obydwoje tylko czekają kiedy druga osoba zadzwoni lub napisze. Okazuje się, że polubili się jeszcze bardziej. Ich przyjaźń się rozwija. Z każdym dniem poruszają ciekawsze tematy, początkowa nieśmiałość znika, zaczynają ze sobą flirtować…Umawiają się na kolejne spotkanie, tym razem chcą spędzić ze sobą więcej czasu. Jest godzina dziesiąta, dworzec PKS. Przyjeżdża autobus, idzie On - wysoki mężczyzna. Ze sobą ma bagaż. Przyjechał do niej, chce ją znów zobaczyć, pamięta jej oczy, jej uśmiech. Jego ciemne włosy delikatnie unosi jesienny wiatr. Ona przychodzi po niego w umówione miejsce. Dostrzega ją. Jej smukła postać wyłania się z mgły. Dziewczyna uśmiecha się, jej oczy błyszczą, cieszy się, że ponownie go widzi. Wymieniają uściski, witają się, są zadowoleni, że znowu mogą się widzieć. Spacerują po mieście, śmieją się, znają się tak krótko ale czują jakby znali się od zawsze. Oglądają świąteczne wystawy sklepowe. W jednym ze sklepów dziewczyna widzi małego, pluszowego renifera. Już jest jej. Ma taką tradycję, że co roku  kupuje na święta jednego, pluszowego renifera na szczęście. Po spacerze idą na kolację, zamawiają jedzenie. Namiętność unosi się w powietrzu. Co chwilę spoglądają na siebie, nie ukrywają już uśmiechów. Wieczorem są juz tylko we dwoje. Są świece, w tle leci muzyka, słychać: „Parler à mon père”. Ona drży kiedy on swą dużą, męską dłonią dotyka jej twarzy. Dziewczyna wygląda pięknie, kolor czarny podkreśla jej urodę. Ona wie o tym… Jej błękitne oczy błyszczą odbijając światła świec a delikatne perfumy rozpalają jego zmysły. O tym też wie… To dla niego chciała wyglądać tak pięknie. W pewnym momencie dziewczyna podchodzi do okna i spogląda na jesienny krajobraz. On podąża za nią. Jego zmarznięte dłonie dotykają jej szyi, czuje jej ciepło. Po jej ciele przechodzi dreszcz. Dziewczyna odwraca się, patrzy w jego oczy. Są zielone jak szafiry, osłonięte ciemnymi rzęsami. Piękne. Mężczyzna pochyla się nad nią, obejmuje w pasie i całuje tak jak nie całował nikogo innego… ona odwzajemnia pocałunki, ich usta pragną więcej i więcej. Nie ma granic, nie ma wstydu, znikają bariery. Obydwoje czują się szczęśliwi… Zapada noc. Dwa ciała blisko siebie, splecione w romantycznym uścisku. On pragnie ją całować, pragnie na nią patrzeć. Jest piękna. Jej alabastrowa skóra odznacza się na tle czarnej, satynowej pościeli. O tym też wie… Ona czuję się przy nim bezpieczna, ufa mu… Są razem, świat nie istnieje, czas się zatrzymuje, są tylko oni dwoje…




A teraz zwracam się z prośbą do Was o identyfikację tej oto laleczki. Kupiłem ją na targu staroci. Lalka nie ma grzywki, jej włosy są miodowe, ma niebieskie oczy i niebieski makijaż, granatowy eyeliner i pięć narysowanych rzęs na górnej powiece, na dolnej nie ma.








AKTUALIZACJA 09.02.2013:
Dzięki Lunarh lalka została zidentyfikowana. Jest to "Picnic Pretty Barbie 1992"

sobota, 17 listopada 2012

LIEBSTER BLOG



„Nominacja do Liebster Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za „dobrze wykonaną robotę”. Jest przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów więc daje możliwość ich rozpowszechniania. Należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała”. 

Ja zostałem nominowany przez Jewel Snake-a oraz Świstaka-7. Bardzo obydwojgu dziękuję! W podziękowaniu i z szacunku dla Nich postanowiłem odpowiedzieć na zadane pytania. Udzieliłem również odpowiedzi na pytania Mono. Jednak powstrzymam się od dalszych nominacji. A oto moje odpowiedzi :) 


Pytania zadane przez Jewel Snake-a:
 
 01. Gdybyś miał żyć w dowolnie wybranej epoce, jaka by to była? 

Byłoby to ubiegłe stulecie. Chciałbym być dwudziestoletnim chłopakiem żyjącym w latach osiemdziesiątych XX wieku ale z dzisiejszą technologią (bo nie wyobrażam sobie życia bez Internetu) ale z tamtejszą modą, muzyką i pop kulturą. 

02. Jakie jest Twoje najmilsze wspomnienie z dzieciństwa? 

Jest ich bardzo wiele, ponieważ miałem bardzo radosne, pogodne i szczęśliwe dzieciństwo. Uwielbiam wspominać Wigilie spędzone z całą rodziną, organizowane przez ciocię oraz zimowe wyjazdy z mamą. 

03. Gdybyś resztę życia miał spędzić w jednym miejscu na Ziemi, to co to by było za miejsce? 

Nie potrafię wybrać jednego miejsca, ponieważ nie przywiązuję się do miejsc ani do rzeczy. Mógłbym mieszkać co dwa tygodnie w innym hotelu, nie mam potrzeby odnajdywania swojego miejsca na Ziemi. Moje miejsce jest tam gdzie JA jestem. 

04. Czy wierzysz w życie pozagrobowe? 

Nie wierzę w życie pozagrobowe. Uważam, że po śmierci nasza energia zostaje uwolniona i łączy się z inną energią, z której zbudowana jest każda cząsteczka naszego świata. 

05. Na wymarzone śniadanie zjadłbym… 

… pyszne śniadanie francuskie czyli croissanty ze świeżą konfiturą, wypiłbym kawę z mlekiem i sok pomarańczowy albo zjadłbym śniadanie amerykańskie czyli smażone jajka, kiełbaski (w moim przypadku wegetariańskie), muffinki, tosty i wypiłbym świeżo wyciskany sok z pomarańczy oraz kawę z odtłuszczonym mlekiem :) 

06. Jaki jest Twój ulubiony strój? 

Uwielbiam garnitury, dobrze w nich wyglądam i umiem je nosić (nie każdy mężczyzna dobrze w nich wygląda). Jeśli chodzi o ulubiony strój nocą, to musi to być coś z jedwabiu albo czarnej satyny. Lubię ekskluzywne materiały. Nie lubię spać jak większość ludzi w rozciągniętym podkoszulku czy w bawełnianej piżamie. Sen jest bardzo ważną częścią naszego życia, dlatego właśnie wybieram satynowe (z domieszką jedwabiu) bokserki albo piżamy. No cóż... lubię się rozpieszczać :) 

07. Ulubiona książka? 

Od książek wolę audiobooki. W przeciwieństwie do większości osób łatwiej moja wyobraźnia działa kiedy słucham czegoś niż gdy czytam tekst. Po kilku stronach czytania, myślę o czymś innym i rozpraszam się. Uwielbiam książki kryminalne i detektywistyczne, to mój żywioł!
Nie mam jednej ulubionej bo wiele ich przeczytałem/wysłuchałem. 


08. Czy boisz się dentysty? 

Absolutnie się nie boję dentysty. Jestem co pół roku na kontroli, moje zęby są zadbane i bardzo estetyczne więc dentysta nie jest mi straszny :)

09. Jesteś rannym ptaszkiem czy sową? 

Sową i to bardzo późną! Dla mnie dzień mógłby nie istnieć. Mój mózg lepiej pracuje w nocy. Ogólnie lepiej czuję się w nocy. Uwielbiam Księżyc nie znoszę Słońca. 

10. Ulubiony drink? 

Lubię pić szampana choć takiego prawdziwego piję rzadko więc powinienem napisać wino musujące :) 

11. Jakiego utworu muzycznego mógłbyś słuchać na okrągło przez co najmniej tydzień? 

Z muzyką jest tak, że jak podoba mi się jakiś utwór, to słucham go w kółko, czasem nawet dłużej niż tydzień. Wszystko zależy od nastroju. Obecnie jest to piosenka Girls Aloud „Something New”.


 Pytania zadane przez Świstaka-7:

01. Jak ma na imię wybranka/wybranek twojego serca? 

Mój wybranek ma na imię Jahmal Ali Mahmed i jest 6,5 rocznym, niewidomym Brodaczem Monachijskim. Ja kocham jego a on kocha mnie szczerze i całym sercem ;) 

02. Twoja ulubiona postać lalkowa :) 

Odpowiem Barbie bo przecież występowała w tylu filmach… ;) 

03. Jaki masz stosunek do Steffi Love? 

… tolerancyjny ;) 

04. Co sądzisz o związkach partnerskich? 

Jestem absolutnie ZA. Każdy człowiek ma prawo kochać kogo chce i żyć w zalegalizowanym związku z kim chce. Jak ktoś jest przeciwko ślubom gejów, to niech nie wychodzi za geja! Dla mnie proste! 

05. Uważasz się za feministkę/feministę? 

Przeciwnie, czasem bywam szowinistą… (ale to temat rzeka bo uważam, że w całej walce feministek o prawa kobiet, panie tak się zagalopowały, że w pewnym momencie same się pogubiły w tym wszystkim. Z jednej strony chcą być traktowane na równi z mężczyznami a z drugiej chcą by im otwierać drzwi, ustępować miejsca w tramwaju, płacić za kolację w restauracji itd. No nie można: mieć ciastko i zjeść ciastko. No przykro mi ale coś za coś!) 

06. Lubisz róże? 

Tak, lubię róże, to piękne kwiaty bo kojarzą się z miłością ;) 

07. Blondynki czy brunetki? 

Są piękne blondynki i są piękne brunetki, nie preferuję koloru włosów, zależy co komu pasuje. 

08. Farbujesz brwi? 

 Brwi nie farbuję. 

10. Jesteś humanistą czy matematykiem? 

Zdecydowanie humanistą! Moja wiedza matematyczna kończy się na obsłudze kalkulatora :/ 

11. Czy wzrost ma znaczenie? 

Ja mam 175 cm wzrostu więc jestem średni. Dla mnie mój wzrost nie ma znaczenia bo nic z tym nie zrobię, nie urosnę więcej. W moim, idealnym świecie kobiety miałyby około 175 cm wzrostu a mężczyźni 190 cm. Czy wzrost innych ma dla mnie znaczenie? Żadnego! Jak będziesz fajną osobą, to możesz mieć 3 metry albo 50 cm. Mnie bez różnicy ;) 


 Pytania zadane przez Mono:
  
1. Wymarzona podróż/miejsce/kraj, który chciał(a)byś odwiedzić? 

Chciałbym zobaczyć Rosję, odwiedzić Francję i wybrać się na Wyspy Owcze. 

2. Do jakiego wieku chciałbyś się cofnąć i dlaczego? (chodzi o ilość lat) 

…chyba do wieku 17 lat, miałem wtedy głowę pełną naiwnych marzeń ;) 

3. Najmilsze wspomnienie z dzieciństwa? 

Jeżeli mam wybrać jedno, to pamiętam swoją radość, kiedy pod choinką dostrzegłem Ken-a od chrzestnej… Jezus co to była za euforia wtedy… 

 4. W jakim stylu ubioru czujesz się najlepiej? (elegancki, sportowy, codzienny, a może coś innego?) 

Lubię elegancki, codzienny kojarzy mi się niechlujstwem a sportowy z ciuchami po domu ;) 

5. Co sądzisz o portalach plotkarskich typu "Pudelek"? Czy uważasz, że na podstawie zawartych tam treści, można wyrobić sobie zdanie o opisywanych tam ludziach? 

Namiętnie czytam i komentuję. Nie oceniam ludzi po przeczytanych i w większości wymyślonych plotkach. 

 6. Czy zdarzyło Ci się uprawiać krytykanctwo? 

Ależ oczywiście, że TAK , każdy człowiek uwielbia krytykować, taka ludzka natura… 

7. Kim chciałeś zostać będąc dzieckiem? 

Milionerem :)

8. Jaką rzecz zdarza Ci się często gubić? 

Wszystko co jest mi w danym momencie niezbędne i bardzo potrzebne… 

9. Jaką rzecz zdarza Ci się często upuścić? 

Kromkę chleba posmarowaną masłem, oczywiście masłem do ziemi… 

 10. Pierwsza myśl/słowa po przebudzeniu? 

Gdzie ja do cholery jestem i gdzie są moje spodnie… :D 

11. Jak widzisz swoją lalkową kolekcję za 10 lat? 

Wystąpię w programie o ludziach chorych na zbieractwo, tylko zamiast zbierających śmieci będzie to odcinek specjalny pt.: „Zawalony Lalkami”…

piątek, 16 listopada 2012

MOJA APOKALIPSA :)


Budzik nie zadzwonił… nigdy nie dzwoni, skoro nigdy go nie nastawiam?… Zasłony zasunięte, w pokoju ciemnica jak w jakieś piwnicy gdzie mordują po nocach. Otwieram oko, myślę sobie środek nocy, spoglądam na komórkę - godzina 12:00! Wypadałoby wstać. Sturlawszy się z łóżka, będąc w pół śnie, podążam ku światłu czyli w kierunku okna. Rozsuwam zasłony a tam co?... Na mym balkonie stoi mężczyzna i trzyma rurę… Nie, nie taką rurę!... yhy, już ja wiem co Wam przyszło do głowy! Zbereźniki jedne ;)
Scena jak w bajce, w której książę wspina się po wieży do swojej ukochanej. No wszystko pięknie, ładnie tyle, że ja nie jestem żadną Śpiącą Królewną (co najwyżej zaspaną i do tego jeszcze nieumytą) więc myślę sobie: „Co do cholery ten koleś robi na moim balkonie?”
Po pierwszym zawale, którego doznałem, przyjrzałem się bliżej owemu mężczyźnie. Kawał chłopa no więc walczyć z nim nie będę, co najwyżej będę darł mordę wniebogłosy, że mordują! Trzeba racjonalnie myśleć. Przecież nie będę zgrywał bohatera, skoro mam potem skończyć na oiomie! Jak się okazało to był strażak bo oczywiście w moim bloku był pożar a ja się nawet nie zorientowałem!
- Proszę Pana tam mieszkanie się pali… Powiedział spokojnym głosem mężczyzna.
- Co? Krzyknąłem. - Rany Boskie blok się pali, co tu brać?… telewizor! Nie, laptopa! Nie, suszarkę i lakier do włosów! (nie zrozumcie mnie źle no ale człowiek musi przecież jakoś wyglądać)… a może serwis do kawy… kuźwa przecież jest na 12 osób - jak to spakować?… Chryste, a lalki… Jak w kilka chwil zapakować 70 lalek? (oczywiście lalki były w drugim mieszkaniu ale racjonalnie to ja wtedy nie myślałem…) Jezus Maria co robić? Normalnie Apokalipsa i Armagedon. Czarne myśli w mojej głowie. Już widziałem siebie leżącego gdzieś w rowie bez łóżka, bez kieliszków do szampana z ręcznie rzeźbionymi nóżkami, do tego z niezrobioną fryzurą…. KOSZMAR!
Będąc w stanie „katatonii umysłowej” i snując czarne scenariusze mego przyszłego życia, ponownie usłyszałem głos miłego Pana strażaka…
- Pan się nie martwi, już po wszystkim…Aaa tylko nie będzie gazu bo jest odcięty…
- Jak to nie ma gazu? Ponownie wykrzyczałem - A moja poranna kawa z mlekiem odtłuszczonym? (…przypominam, że byłem jeszcze w szoku…)
No cóż… strażak popatrzył na mnie jak na idiotę, zwinął wąż i sobie zszedł po drabinie…
Tak czy inaczej incydent z mężczyzną na balkonie nie należał do najprzyjemniejszych w moim życiu! Kiedy siedem godzin później wreszcie piłem kawę z mojej pozłacanej filiżanki, zacząłem się zastanawiać co w razie potrzeby ewakuacji trzeba wziąć? Oczywiście DOKUMENTY! Bo niestety bez nich nie można niczego załatwić. Dlatego od dzisiaj w razie jakiegoś kataklizmu najważniejsze dokumenty trzymam w jednej teczce. Na 21 grudnia już jestem przyszykowany bo w sumie to nie wiadomo czy spadnie meteoryt, czy będzie najazd istot z innego wymiaru, wybuchnie Słońce czy po prostu nas zmiecie z powierzchni Ziemi? W razie gdybym przetrwał a znając moje szczęście, to przetrwa i urząd w moim mieście, żaden koniec świata mi niegroźny! Niech się pali, niech się wali, ja jestem gotowy na każdą ewentualność…

W dzisiejszej odsłonie laleczka, która jest moim oczkiem w głowie. Panie i Panowie przed Wami prawdziwa dama czyli „Happy Holidays Barbie 1988”. Pierwsza z mojej ulubionej serii.





czwartek, 25 października 2012

CIASTO Z JABŁKAMI...

        Nic tak dobrze nie kojarzy mi się z domowym ciepłem i przyjazną atmosferą jak zapach pieczonego ciasta! Muszę jednak przyznać, że pieczenie to sztuka, której ostatnio oddaję się dość rzadko! Powód jest oczywiście prosty, mianowicie: LENISTWO! Wrodzona skromność nie pozwala mi się chwalić ale moje zdolności kulinarne są tak fenomenalne,  że taka Magda Gessler mogłaby przy mnie co najwyżej myć garnki. Ech… to wręcz przekleństwo być takim doskonałym!... Hmmm… No dobra, troszkę oszukuję ;) kiedy ciasto nie wychodzi bluzgam i krzyczę na piekarnik (jakby mnie rozumiał) i obwiniam wszystkie, możliwe produkty sądząc, że były one najprawdopodobniej stare, przez co moje, wielogodzinne poświęcenie poszło na marne! Tak czy inaczej ostatnio (po Bóg wie jak długim czasie abstynencji pieczeniowej) miałem okazję poszaleć w kuchni. Pewnego dnia, podczas spaceru, robiąc „window-shopping”, wpadłem na genialny pomysł, że zjadłbym szarlotkę ale oczywiście taką domową, pachnącą cynamonem. Hmm… Nic prostszego! - pomyślałem. Jeśli czegoś się chce (choćby nawet takiej drobnostki) to trzeba to zrealizować! Dlatego też bez wahania postanowiłem udać się na małe zakupy do sklepu, po produkty do wypieku. Oczywiście będąc na miejscu stwierdziłem, że szarlotka lubi pływać… (Choć to chyba rybka lubi pływać? Trudno, nie rozdrabniajmy się!)... W każdym bądź razie doszedłem do wniosku, że wino deserowe musi być! Jak szaleć to szaleć! Kiedy wróciłem do domu (obładowany oczywiście jakbym przynajmniej miał organizować wigilię) zacząłem robić tego gniota. No i się zaczęło! Miska za mała, garnek zajęty, noże nieostre, foremka zardzewiała… No ale myślę sobie… spokojnie, będzie dobrze… (No cóż! Nie było!) Po godzinnej mordędze z ubijaniem, odmierzaniem, ucieraniem i obieraniem (a o zmywaniu to już nawet nie wspomnę) upiekłem cudownie pachnący ZAKALEC! Na gorąco zjeść się tego nie dało, na zimno twarde to było jak kamień. Jabłka kwaśne, ciasto niewyrośnięte a foremka spalona! No co za czort! Morał z tego taki: jak mi się następnym razem zachce piec ciasto… to sobie kupię pączka! Zasłodzę się i mi ta ochota przejdzie… Dzięki Bogu, że kupiłem wino bo to był jedyny plus tego „pieczenia”…

A skoro o domowej atmosferze wspomniałem, to chcę się pochwalić… POKOJEM! Tak Moi Drodzy! Oto pokój Barbie należący w skład serii „Living Pretty Barbie”. Niemalże nie do dostania i drogi jak jasna cholera! W skład domu wchodziły cztery pomieszczenia: kuchnia, łazienka, sypialnia i pokój z kominkiem. Producenci byli cwani i oczywiście mebelki sprzedawane były oddzielnie a żeby skompletować całość trzeba było wydać fortunę! (W różnych krajach mebelki te, pojawiały się pod innymi nazwami: "Sweet Roses" czy "Pink&Magic", wyglądały podobnie jednak różniły się detalami) Ja jestem dumnym posiadaczem pokoju z kominkiem, rozkładanej sofy i rozkładanego fotela. O ile nie jestem entuzjastą domków, to do tego mam sentyment bo ta reklama w młodości wręcz krzyczała do mnie: „KUP MNIE!” :)







czwartek, 13 września 2012

ZAKAZANY DOTYK…

    Witajcie Moi Kochani, dzisiaj będzie nieco nostalgicznie i romantycznie ;) ale zacznijmy od początku. Kilka tygodni temu moi znajomi wymyślili, że skoro są wakacje, to trzeba gdzieś się wybrać. Niestety szukanie nowego mieszkania, przeprowadzka i załatwianie mnóstwa rzeczy pokrzyżowały te plany i skończyło się na tym, że nie było czasu konkretnie postanowić gdzie i kiedy jedziemy. Tak więc nasze plany spaliły na panewce. Dni mijały, a widmo jakiegokolwiek wyjazdu było dalekie. I nagle stało się. Telefon:
- Hej Marcin, chcesz jechać do mojego znajomego na wieś? Jedziemy w kilka osób, połowa nie będzie znała drugiej połowy ale co tam, miejsce jest bardzo fajne więc może być ciekawie. Musisz się szybko decydować bo jedziemy jutro…- usłyszałem. 
- Jutro??? Oj NIE no co Ty, nie dam rady, nie jestem przygotowany, jedźcie beze mnie…- odpowiedziałem.
Odłożyłem słuchawkę i zająłem się jakimiś przyziemnymi pracami w domu typu sprzątanie i zmywanie…
I nagle do mnie doszło to z czego nie zdawałem sobie wcześniej sprawy... Pozbawiam się możliwości przeżycia czegoś ciekawego tylko dlatego, że nie zaplanowałem wszystkiego...
(A ja  przecież zawsze wszystko mam poukładane, wszystko przemyślane bo przecież jestem perfekcjonistą, idealistą i wszystko musi być tak jak powinno być…). Myślę sobie: - DOSYĆ TEGO! Rzuciłem zmywanie, poszedłem do pokoju, otworzyłem szafę i zacząłem wyciągać rzeczy. Coś ciepłego jest! Coś na upał jest, kurtka w razie deszczu jest, walizka stoi więc co tu planować?! Trochę pieniędzy na koncie jest więc tak naprawdę nie mam wymówki by nie jechać!
JADĘ, A CO MI TAM! To co, że większości nie znam! To co, że tak nagle i spontanicznie! Dzwonię ponownie do kumpla i mówię: 
- Słuchaj Paweł, zmieniłem zdanie, jadę, rezerwuj mi łóżko i miejsce w samochodzie! 
- Haha, SUPER wszyscy chcą Cię poznać, zobaczysz będzie świetnie! To jutro po Ciebie podjedziemy – usłyszałem w odpowiedzi…
    Podróż minęła szybko bo współtowarzysze podróży okazali się świetni. Uśmiech nie schodził mi z twarzy a mięśnie brzucha wręcz bolały od ciągłego śmiania :D Najlepsze jednak było jeszcze przede mną. To co ujrzałem po przyjeździe na miejsce, przeszło moje, najśmielsze oczekiwania. Zaproszenie na wieś okazało się tak naprawdę wyjazdem do przepięknego, starego, stylowego dworku, położonego obok rzeki, wśród pięknych ogrodów pełnych kwiatów… Na parapetach kamienne donice (również całe w kwiatach), na oknach drewniane okiennice, przed wejściem taras ze stołem na dwanaście osób z ręcznie rzeźbionymi fotelami z drewna a na nich grube, haftowane poduchy. Niedaleko dworku las, łąki i pola pełne zieleni. Przed dworkiem sad pełen jabłoni, drzew ze śliwkami, krzaki aronii. Już od samego wejścia gości witały dwa kocury, które ocierały się o każdego, zapraszając wszystkich do tego przybytku marzeń! Obraz niczym z powieści romantycznej. Mój pokój dzieliłem z nowo poznanym kolegą. W pokoju dwa łóżka a na ścianach obrazy w starych, ciężkich, złotych ramach i piękny akcent na stole… żywe kwiaty w wielkim wazonie cięte z własnego ogrodu. Widok z okna na rzekę i zielony sad. Stanąłem zapatrzony w to wszystko i czas się zatrzymał. - Boże jestem w raju. Czy ja umarłem? – taka myśl przemknęła mi w głowie i nagle usłyszałem dobiegający głos zza okna: - Ej ludziska schodźcie bo zaraz będzie kolacja! Była godzina 20:00 więc wszyscy byliśmy głodni jak wilki. Przy stole zasiadło 12 osób w tym ja. Stół uginał się pod ciężarem jadła. Muszę przyznać, że dziewczyny bardzo się postarały, wszystko wyglądało pięknie i smakowało pysznie, człowiek wręcz jadł oczami. Panowie w ramach rewanżu mieli pozmywać i sprzątnąć po kolacji (w sumie to sprzątaliśmy następnego dnia bo jak się potem okazało, kolacja trwała do 5 rano). Z każdą minutą poznawaliśmy się bliżej, wino pomagało nam się całkowicie rozluźnić, ciągle słuchaliśmy nowych historii i anegdot z czyjegoś życia. Wszystkie bariery zniknęły a nam wydawało się, że znamy się całe życie. Aż w końcu, koło pierwszej w nocy, ktoś wpadł na pomysł by zrobić ognisko bo jedna z koleżanek miała ochotę na pieczone ziemniaki. Mówisz i masz. Po chwili cieszyliśmy oczy z rozpalanego ogniska. Usiadłem w fotelu, okryłem się kocem w kratę i właśnie wtedy stało się coś nieprzewidzianego...
Wyobraźcie sobie taką sytuację:
Siedzę na tarasie z rudym kotem na kolanach, którego głaszczę gdyż ten domaga się ciepła i uczuć, popijam kieliszek szampana, patrzę na ognisko, którego blask rozświetla cały dworek, na stole stoją świece roztaczające zapach konwalii, z traw dobiega dźwięk grających świerszczy a w tle słychać melodię… i nagle, nieoczekiwanie, na swojej dłoni czuję dotyk, którego notabene nigdy bym się nie spodziewał… Dotyk tak ciepły, tak inny, tak czuły i zakazany zarazem…
- Masz takie delikatne dłonie… – usłyszałem…
... i nie zważając na innych, dotykaliśmy się tak, muskając palcami każdy milimetr skóry naszych rąk, spoglądając sobie głęboko w oczy jakbyśmy szukali w nich czegoś czego nam brakuje. Z pozoru niewinny dotyk okazał się rozkoszą, której każdy człowiek tak bardzo pragnie… i ten zniewalający zapach perfum na skórze szyi, który poczułem gdy zbliżyliśmy się w chwili przytulenia… Wtedy poczułem, że życie może mnie zaskoczyć jeszcze nie raz a tej piosenki, która odtąd będzie kojarzyć mi się już zawsze z tą chwilą, nie zapomnę do końca życia…
Co działo się później zostawiam tylko dla siebie, bo w życiu są magiczne chwile, które chcemy by pozostały tylko nasze


I wyobraźcie sobie, że to wszystko działo się przy tej melodii. Czy może być bardziej romantycznie?…



piątek, 20 lipca 2012

ZMIANY I NOWY POCZĄTEK...

Witajcie Moi Kochani!
Pewnie wielu z Was zastanawia się, co się ze mną ostatnio działo, bo jak wiadomo zniknąłem z życia internetowego! Zacznijmy od tego, że nikt w życiu nie chce usłyszeć rozmowy zaczynającej się od słów: „…Usiądź, musimy porozmawiać!…”
Cóż, pięć tygodni temu w moim życiu taka rozmowa miała miejsce. Ponieważ trochę mnie znacie, wiecie jak wielkim idealistą i romantykiem jestem! Nie zdradzam, nie kłamię, nie ograniczam ale jak widać niektórym to nie wystarcza! Dlatego można powiedzieć, że moje życie ostatnio nieco się zmieniło i stąd moja nieobecność na blogu. Mam nadzieję, że mi to wybaczycie! W ostatnim czasie działo się bardzo dużo! Przede wszystkim zmieniłem miejsce zamieszkania. Na szczęście mam kilka nieruchomości na swoim koncie :) więc bezdomny nigdy nie zostanę! Po drugie jestem w trakcie totalnej zmiany swojego życia! Obecnie mam mnóstwo spraw na głowie! Łódź jest w tej chwili zamkniętym etapem mojego życia. Wiele się nauczyłem, nie mam sobie nic do zarzucenia więc to, co los obecnie szykuje dla mnie przyjmuję z pokorą! Jestem osobą w „czepku urodzoną” więc nie martwię się o swoją przyszłość! Koniec jednego jest tylko i wyłącznie początkiem czegoś nowego! Nadal mam zamiar uczestniczyć w życiu kolekcjonerskim, uczyć się, realizować pragnienia! Chwilowo nie mogę posta uświetnić zdjęciami bo jak wiadomo rozwód to nie tylko straty uczuciowe ale i materialne więc chwilowo nie posiadam aparatu! (…Pamiętajcie, nie ma czegoś takiego jak wspólne rzeczy! Są tylko moje albo kogoś! Jak widać życie uczy człowieka cały czas!...) Tak czy inaczej, żyję, mam się dobrze i niedługo powrócę! Wszystkim życzę jak najlepszych wakacji i dużo uśmiechu bo w życiu moi kochani nie ma nic na zawsze! Młodość przemija, zdrowie przemija, uroda przemija, miłość przemija i nawet szczęście przemija, dlatego cieszcie się zawsze każdą chwilą radości czy szczęścia bo nigdy nie wiadomo kiedy się to skończy! A to nie jest kwestia „CZY” się skończy, tylko „KIEDY” się skończy???

Ps. Chciałbym bardzo podziękować Dollbbie-mu i Sparkly-emu za wsparcie w trudnych chwilach.

poniedziałek, 11 czerwca 2012

KRYSZTAŁOWA ŁZA SZCZĘŚCIA


Witajcie Moi Drodzy ;)
Na wstępie muszę powiedzieć, że jestem zszokowany jak szybko dotarła do mnie paczka. Przesyłka z Las Vegas do Łodzi szła… 5 dni roboczych plus weekend! To daje do myślenia, jak profesjonalni są polscy sprzedawcy na Allegro (ich przesyłka priorytetowa często idzie tydzień). Tak czy inaczej moje skarby do mnie przybyły niczym błyskawica ;) Lalki są piękne. Nic nie zmieni mojego umiłowania do lalek z lat 80-tych i basta. Jak wiecie lalki miały być NRFB, rzeczywiście były, sprawdziłem. Kupuję NRFB tylko dlatego, że są kompletne, mają wszystkie części garderoby, buty, dodatki i gadżety. Moje, najnowsze skarby pochodzą z roku 1983 czyli mają niemal 30 lat. Niestety to, że lalka stoi zamknięta w pudełku nie oznacza, że się z nią nic nie dzieje a wręcz przeciwnie, dokładniej pisałem o tym w poście: "Lalka w pudełku czy może bez pudełka?"
Dlatego wiedziałem czego mogę się spodziewać, gdy magiczne pudełko otworzę. Ogólnie stan lalek jest dobry, niestety jest też kilka minusów. Pierwszą rzeczą, która doprowadziła mnie do szału to taśmy klejące. W tamtych latach wykorzystywano taśmę klejącą dosłownie do wszystkiego np. do przymocowania naszyjnika do szyi. Efekt jest taki, że po 30 latach klej z taśmy wręcz wtopił się w plastik na plecach. Zajęło mi ponad 1,5 godziny aby te ślady usunąć (z jednej lalki). Nie dało się tego zwyczajnie zdrapać. Zastosowałem dwie metody, oblewanie gorącą wodą i nagrzewanie suszarką…następnie smarowanie wazeliną kosmetyczną (tłuszcz usuwa klej) pomogło ;) Kolejnym problemem były włosy (i nadal jeszcze są). Z oryginalnych gumek na włosach praktycznie nic nie zostało, w momencie wyjęcia lalki, wszystkie gumki się rozeszły. Najgorsze jest to, że część z nich była już wcześniej wżarta we włosy. W usunięciu tego mankamentu pomogło moczenie ich w ciepłej wodzie. Jednak największym problemem było to, że włosy się strasznie kleiły, były okropne w dotyku, tak jakby ten „klej”, który się stosuje do układania włosów u lalek, który to często tworzy z nich skorupę, zamiast się wykruszyć, wtopił się w nie. Włosy były jakby wysmarowane tłuszczem i umyte w zimnej wodzie. Okropne! Dwukrotne mycie w szamponie pomogło usunąć znaczną część problemu, są o 70% mniej klejące. Myślę że muszę je pozostawić na noc w jakimś płynie do płukania i jeszcze raz umyć. Z sukienkami u lalek problemu nie było, chyba dlatego, że są wykonane niemalże z plastiku... No cóż, to właśnie piękno lat osiemdziesiątych i połyskliwych, nieoddychających materiałów. Natomiast ubranie Kena to zupełnie inna sprawa ale o tym w kolejnym wpisie…

Tak więc przechodzimy do sedna. Oto moja wymarzona „Crystal Barbie 1983”. Piękno samo w sobie. Łza w oku mi się kręci - "kryształowa łza" - bo pamiętam czasy, kiedy widziałem ją w jednym z katalogów „Mattela”…a teraz dwadzieścia lat później, stoi u mnie na półce…






A tutaj przedstawiam wam zdjęcia tuż po wyjęciu z pudełka...NRFB...



piątek, 1 czerwca 2012

MARCIN OSZALAŁ (^_^)

Moi Kochani jestem tak strasznie podniecony, że chyba niedługo eksploduję :)
W przypływie chwilowej utraty poczytalności, sprawiłem sobie prezent. Od dawna marzyłem o lalce „Crystal Barbie”, ale jakoś tak zawsze brakowało mi na nią pieniędzy. No, ale skoro dzisiaj dzień dziecka (czytaj każda okazja jest dobra, nawet jakby był dzień górnika) to mówię sobie: „…A co tam, raz się żyje ;)…” Tak więc muszę się pochwalić, bo nie wytrzymam :D Nie tylko zakupiłem sobie upragnioną „Crystal Barbie”, ale również „Crystal Kena”, Crystal Barbie AA” i „Crystal Kena AA”. TAK, CZTERY LALKI !!! Totalnie oszalałem! Bez dwóch zdań! Nie miałem na jedną, a kupiłem cztery! Ręce mi się trzęsły jak klikałem w opcję „Kup teraz”! Razem kosztowały FORTUNĘ i prawdopodobnie niedługo zamieszkam pod mostem ze wszystkimi tymi lalkami. Chociaż z drugiej strony - trudno, najwyżej będę biedny za to szczęśliwy :) Teraz muszę poczekać jakieś dwa tygodnie zanim paczka z Las Vegas do mnie przybędzie. Powiem wam, że już dawno nic mnie tak nie ucieszyło :)

czwartek, 3 maja 2012

*WIELKA GWIAZDA*

Moi Kochani, od dawna namiętnie uczestniczę w życiu towarzyskim lalkowego świata, piszę blog, uczęszczam w zjazdach oraz plotę „głupoty” w komentarzach u innych – teraz stwierdziłem, że pora przejść na kolejny poziom! Poziom Gwiazdorski! Tak, to już postanowione! Skoro w Polsce każdy (dosłownie) może być uznany za gwiazdę (bo przecież do nagrywania płyt nie potrzeba talentu, do występowania w serialach nie trzeba mieć szkoły aktorskiej, Top-modelką może zostać każda mimoza a tancerzem każdy, kto ma ckliwą historię do opowiedzenia w stylu: ”… wszyscy mi umarli, wychowała mnie sąsiadka, było nam ciężko…” i tego typu bzdury), to w takim razie JA pójdę o krok dalej i samozwańczo ogłaszam się *WIELKĄ GWIAZDĄ*! A CO !!! Już nikt mnie nie musi odkrywać bo SAM się odkryłem! Teraz tylko wystarczy poczekać a niebawem usłyszycie w telewizji: „…Przed Państwem para numer 8, gwiazda Internetu, znany z tego, że jest znany - KenSuperstar i jego partnerka Blanka Winiarska…” (???) No cóż, potem będę najprawdopodobniej sędziował w jakimś programie, inkasując za ten „niezwykły trud” pokaźną sumkę a w końcowej fazie użyczę swego wizerunku firmie kosmetycznej i będę reklamował szampon na porost włosów, krem cud na zmarszczki z wyciągiem z rekina, czy choćby jakiś doustny probiotyk! Jak dadzą dużą kasę to może i bank zareklamuję ;) Zobaczymy! (?) Tak więc moi Kochani…chociaż pewnie powinienem już mówić - „Moi FANI” - … nadal śledźcie moją, oszałamiającą karierę nieroba …yyy… tzn. chciałem powiedzieć „CELEBRYTY” i czytajcie kolejne, fascynujące wpisy… A teraz wybaczcie ale muszę potrenować wysiadanie z samochodu bez majtek! Bądź co bądź zrobić szpagat w drzwiach auta to nie takie proste a przecież Paparazzi też muszą z czegoś żyć… :/

Dzisiaj prezentuję jednego z najstarszych Kenów z mojej kolekcji. Przed Wami 37-letni „Ken Malibu 1975”. Jest on ubrany w strój Kena „Princess Groom 2010” i pozuje na fotelu z serii „Pink Magic 1991”.





sobota, 21 kwietnia 2012

ŚWIAT SIĘ KOŃCZY...

Witajcie Moi Kochani ;)
Mamy już prawie Maj, miesiąc się kręci, czas leci jak oszalały, dzień coraz dłuższy, słońce coraz mocniej przypieka a większość społeczeństwa tylko czeka by zwęglić się na skwarki podczas nadchodzącej majówki. Ja – człowiek o cerze alabastrowej – niestety :/ - unikam słońca jak tylko mogę bo w głowie zawsze mam obraz siebie, wychodzącego na słońce i zaczynającego płonąć niczym wampir. W sumie to nie wiem czemu? Chyba jakaś trauma z dzieciństwa? Pomijam już fakt, że opalam się na "buraczano", tudzież na cudowny kolor "rakowy" - czytaj 15 minut na słońcu i mam  poparzenie drugiego stopnia! Dlatego gdy spotkacie kiedyś w Łodzi chłopaka o wzroście krasnala ogrodowego (mam 176cm a zawsze chciałem mieć 186cm – cóż, matka natura to ŚWINIA!), zamaskowanego w czapkę bądź kapelusz z ciemnymi, wielkimi okularami na nosie, który na tle wszystkich, innych mieszczuchów, będzie wyróżniał się skórą niczym Królewna Śnieżka - to będę to najprawdopodobniej JA :)  Ale dość o moich dziwactwach zajmijmy się dziwactwami innych :) bo do tego zmierzam. Ostatnio oglądałem program zatytułowany „Moje Dziwne Uzależnienie” – i powiem Wam szczerze, że zdębiałem! Tak, autentycznie zdębiałem! Oczywiście każdy ma jakieś mniejsze bądź nieco większe uzależnienie od czegoś np. od komputera, od alkoholu, od oglądania seriali w telewizji albo kupowania sobie coraz to nowszych rzeczy ale w tym show pokazani byli ludzie, którzy jedli to, od czego byli uzależnieni. Oczywiście rozumiem być uzależnionym od słodyczy, Coca-Coli czy nawet sałaty (???) ale w tym programie pokazali między innymi kobietę, uzależnioną od jedzenia PROSZKU DO CZYSZCZENIA ZLEWÓW ;/ Przecież to głupota!!! Jak mogła w ogóle wpaść na pomysł żeby zacząć go próbować? Do głowy by mi nie przyszło, wylizywać np. pudełko po proszku do prania. A potem pokazali kolejną dziewczynę, która jadła kanapę!!! Tak, nie kanapkę tylko kanapę - taką do siedzenia, rozpruwała materiał i wyskubywała środek, tę gąbkę, która nadaje wersalce kształt. Po kawałeczku rwała i jadła niczym POPCORN siedząc i oglądając telewizję…tzn. za długo się nie nasiedziała bo w końcu pożarła cały narożnik. Mówiła, że zjadła już 7 wersalek i dwa fotele i nie mogła przestać to robić! Gdy tylko kupiła nowy wypoczynek, to zaraz zaczynała go konsumować!!!  A żeby tego było mało, to kolejna dziewczyna, która opowiadała o swoim uzależnieniu, nie mogła zasnąć bez włączonej suszarki. Gdy tylko kładła się spać, musiała włączyć suszarkę i nakierować ciepły strumień powietrza na siebie…???... Myślałem, że spłonie od tej suszarki! Albo podpali sobie przez to łóżko. Nawet nie wyobrażam sobie jaki ona musiała mieć rachunek za prąd! Ok. ale żeby tego było mało, to czwarta delikwentka, nie mogła się powstrzymać przed zjedzeniem PAPIERU TOALETOWEGO…:/ :/ :/… No Jezusie Święty i Maryjo Kochana, ja rozumiem małe zboczenia ale żeby do tego stopnia??? Czy ludzie dzisiaj nie mają dostępu do edukacji? Co się dzieje w tym 2012-ym roku? Apokalipsa jakaś czy co?!  Jeśli ktokolwiek z was myślał o sobie, że jest dziwną osobą - to mówię Wam z ręka na sercu – PRZESTAŃCIE! Może dla innych zbieranie lalek to dziwactwo ale przynajmniej nie ślinię się na widok kanapy w meblowym…. Zawsze mnie uczono, że papier toaletowy służy do podcierania, ewentualnie wytarcia nosa ale nikt mi nie mówił, że jeśli nic nie mam w lodówce, to żebym zajadał się tymże papierem, przegryzając go proszkiem do prania w oczekiwaniu na deser w postaci kanapy :/ Nawet nie wiem co powiedzieć? Chyba tylko to, że ŚWIAT SIĘ KOŃCZY :/

Dla tych, którzy nie mieli okazji oglądać programu, podaję linki na „Youtube” w wersji angielskiej, żeby nie było, że sobie to wymyśliłem…bo to tak surrealistyczne, że aż niemożliwe!!!
Pani od proszku do czyszczenia: http://www.youtube.com/watch?v=7Tzns_CiMXk
Pani od kanapy: http://www.youtube.com/watch?v=CSM5W41jl74
Pani od suszarki: http://www.youtube.com/watch?v=F9C81mDraT0
Pani od papieru toaletowego: http://www.youtube.com/watch?v=_kdTZK3-fcY&feature=results_main&playnext=1&list=PLEE222BB96E4380FA
 A to tylko cztery przykłady. Na „Youtube” można zobaczyć dziesiątki tego typu uzależnień.

Dzisiaj pokazuję jedyną lalkę, której różowa stylizacja absolutnie mi nie przeszkadza. Zazwyczaj mam jakieś „ALE” do tego typu cukierkowych strojów, jednak nie tym razem :) Mimo iż jest różowa od stóp (a w zasadzie butów) po czubek głowy (mam na myśli gwieździstą ozdobę na głowie), to jest w moim odczuciu PRZEPIĘKNA. Ma zielony makijaż i zieloną biżuterię, co chyba zmniejsza efekt infantylności całości a srebrne gwiazdki na tiulu dodają elegancji i klasy. Chociaż w przypadku tej lalki pewnie nie jestem obiektywny bo po prostu ją uwielbiam :) Oto moja „Happy Holidays Barbie 1990”.