O mnie

Moje zdjęcie
Imię: Marcin. Znak zodiaku: Lew. Człowiek o stu twarzach, miłośnik zwierząt i dobrego jedzenia. Typ: Samotnik mający swój świat, dusza artystyczna. Chłopak o wielkim sercu i jeszcze większym EGO. Zachwycam się drobnymi rzeczami, nie toleruję kłamstwa i fałszywości. Pasjonat i kolekcjoner.

niedziela, 22 stycznia 2012

CZAS TAK SZYBKO UCIEKA...

Żyjemy około 75 lat. Jeśli mamy szczęście, to do sześćdziesiątki jesteśmy zdrowi i możemy cieszyć się życiem. Później oczywiście także z niego czerpiemy wiele, jednak zazwyczaj zaczyna się okres kiedy zwalniamy obroty. Kiedy jesteśmy młodzi, piękni (a przynajmniej tak się nam wydaje) mamy nadzieję, że nasze życie ułoży się cudownie: poznamy ukochaną osobę, będziemy mięć super, pasjonującą pracę, gromadkę cudownych, ślicznych dzieci, domek z ogródkiem, psa, kota a życie upływać nam będzie w sielance wypełnionej miłością, radością i szczęściem……. A potem przychodzi życie…….. Praca okazuje się morderczym biegiem za pieniądzem, wykańczającym naszą psychikę i zdrowie. Nasza druga połówka niespodziewanie okazuje się kompletnie niedopasowana przez co koleżanka/kolega z pracy wydaje się być tą/tym jedyną/jedynym na którą/którego czekaliśmy całe życie lecz niestety jest również w pakiecie z dziećmi i swoją niedopasowaną połówką – co oczywiście utrudnia pewne sprawy; wymarzony domek to przeważnie za małe mieszkanie z modnym dodatkiem w postaci kredytu z rozłożonymi ratami na 40 lat (co miesiąc większymi) a ogród - to trzy doniczki na parapecie, których przeważnie nie ma kto podlać. Po weryfikacji naszego „wyobrażenia przyszłości” z jej nadejściem, dochodzimy do wniosku, że coś po drodze poszło nie po naszej myśli, że mamy pecha i że świat jest niesprawiedliwy! Cóż… Myślę, że raczej nie potrafimy doceniać tego co mamy. Zbyt dużą uwagę przywiązujemy do tego co inni o nas myślą i jak nas oceniają, przez co chcemy być lepsi od wszystkich innych, mieć więcej, droższe, nowsze. Pragniemy być uznanymi przez innych za tych, którym się w życiu udało! Niestety zawsze znajdzie się od nas ktoś mądrzejszy, lepiej wyglądający, bogatszy, mający ciekawszą pracę, ładniejszy dom, nowsze auto, zdolniejsze dzieci czy bardziej opiekuńczego męża! Takie życie! Nic się na to nie poradzi prócz jednego: ZACZNIJMY DOCENIAĆ SIEBIE i TO CO MAMY! Po pierwsze: ZAPRZYJAŹNIJMY SIĘ Z SAMYM SOBĄ. Bądź co bądź spędzamy w swoim towarzystwie 24 godziny na dobę przez całe życie więc jeśli nie będziemy lubić własnej osoby, zawsze będziemy nieszczęśliwi (jak można być szczęśliwym spędzając czas z kimś kogo się nie lubi?). Po drugie: ZNAJDŹMY W NASZYM ŻYCIU POZYTYWY, jesteśmy zdrowi – to SUPER! - można mieć wszystkie pieniądze świata ale jeśli leżymy przykuci do łóżka, zmożeni chorobą, to radość z nich żadna. Cieszmy się, że MAMY CO JEŚĆ – ten kto był chociaż raz z wizytą w domu pomocy (np. jako wolontariusz), wie jak człowiek radykalnie zaczyna doceniać swój (nawet niski) status majątkowy. Jeśli mamy  gdzie mieszkać, mamy ciepło, miło i wygodnie to kolejny powód by być radosnym. A jeśli jeszcze do tego wszystkiego mamy kogoś komu ufamy, do kogo możemy się przytulić (i nie tylko jeśli wiecie o czym mówię ;) to zastanówmy się: dlaczego my tak naprawdę narzekamy? Nasze mieszkanie jest małe – trudno, przynajmniej mamy gdzie spać. Praca nie jest wymarzoną – cóż, przynajmniej możemy zapłacić rachunki i utrzymać dzieci. Mąż ciągle ogląda mecze w telewizji – przecież każdy ma jakąś pasję. Koleżanka ma lepszą figurę – trudno, lepiej zjeść coś dobrego niż całe życie być na diecie by mieć dwa rozmiary mniejsze ubrania (Po co się katować? Z wiekiem ciało i tak się zmienia). Nic nie jest idealne! Życie nigdy nie było sprawiedliwe. Jedni mają więcej, drudzy mniej. Jedni są bogaci, drudzy nie. Jedni piękni, inni nie. Ale nikt nie ma wszystkiego! Trudno, tak już jest! Jeśli możemy sami coś zmienić by poczuć się lepiej, to spróbujmy ale jeśli nie, to nie zadręczajmy się i przede wszystkim nie wmawiajmy sobie, jakie to marne mamy życie. Znajdźmy w nim coś, co spowoduje, że zechce nam się żyć. Pamiętajmy o jednym! MAMY TYLKO JEDNO ŻYCIE I ONO JEST BARDZO KRÓTKIE! Im wcześniej zaczniemy doceniać dobre rzeczy w naszym życiu tym lepiej dla nas bo DŁUŻEJ BĘDZIEMY SZCZĘŚLIWI. Cieszmy się każdym dniem, każdą, miłą chwilą spędzoną z żoną, mężem, dziewczyną, chłopakiem. Dbajmy o przyjaźnie, kochajmy zwierzęta, dostrzegajmy piękno w otaczającym nas świecie, czerpmy radość z naszych pasji. Lepiej zdać sobie z tego sprawę teraz niż kiedy będziemy u schyłku naszego żywota żałując, że całe życie przeszło nam koło nosa.

Kończąc rozważania egzystencjonalno-psychologiczne prezentuję Barbie, która jest moją ulubioną z serii lalek zimowych. „Winter Renaissance Barbie 1996”, mimo iż nie jest przedstawicielką serii „Happy Holidays”, to wpisuje się w te same trendy. Bolerko obszyte białym futrem i futrzana ozdoba na głowie, jednoznacznie nasuwa skojarzenia z mroźną zimą. Makijaż oka wykonany jest w kolorze brązowym, rozświetlony perłowo-różowym cieniem, nałożonym pod łukiem brwiowym (w przypadku lalki, to oczywiście farba). Usta umalowano na kolor różowy.






czwartek, 12 stycznia 2012

DZIECI I ICH ZABAWKI

Jaki prezent kupić dziewczynce, która ma wszystko a każda, nowa lalka nie ma dla niej żadnego znaczenia? No właśnie! Po ostatnich świętach zdałem sobie sprawę, że moja, sześcioletnia chrześnica nie jest już miłośniczką lalek Barbie…(a powinna…bo wujek jest fanatykiem!). Dlaczego? A no dlatego, że od trzeciego roku życia dostawała te lalki w ilościach przekraczające przyzwoite normy. W sumie się dziecku nie dziwię! Dwudziesta z kolei lalka, na małej dziewczynce, nie zrobi już wrażenia. Pojęcie kolekcjonowania jest jej jeszcze obce (pozna je na pewno dopiero później) więc póki co, nie dziwi mnie jej mały zapał do posiadania wielu lalek. Oczywiście, to może być tylko faza przejściowa, ponieważ obecnie przechodzi fascynację klockami a jej teraźniejsze hobby, to budowanie domków i zagród dla zwierząt…Cóż biedne dziecko nie wie, że wujkowi serce krwawi z powodu, że się w chrzestnego nie wrodziła i lalek Barbie nie ubóstwia. Mam tylko nadzieję, że wszystko jeszcze powróci na dobre tory i może dziecię dostanie wkrótce oświecenia i nawrócenia? Zobaczymy(?) Pamiętam, że będąc w jej wieku dałbym się pociąć na kawałki za te skarby, którymi ona teraz gardzi. Domki, koniki, pieski, ubranka i blond piękności były marzeniem 55% dzieci w Polsce! (50% stanowiły dziewczynki, 5% to chłopcy w tym JA) Cóż czasy się zmieniły, lalki są dostępne w każdym, większym markecie czy sklepie więc nie dziwi fakt o popularności tych zabawek wśród najmłodszych. Tyle, że ci najmłodsi wcale tego nie doceniają! Myślę, że największym błędem jaki rodzice robią swoim pociechom (córkom), to kupowanie zbyt dużej ilości lalek Barbie na wszystkie, możliwe okazje - począwszy od urodzin, imienin poprzez gwiazdkę, na dniu dziecka kończąc! Gdyby sprezentowali jedną na rok, to na pewno byłaby to lalka bardziej szanowana, bardziej kochana a zamiłowanie do niej byłoby większe! A tak, jest po prostu znikome, żeby nie powiedzieć ŻADNE. Wybierając prezenty wśród sklepowych półek, często wybierajmy te, które nam się podobają. Moje pokolenie, które żyło w czasach kiedy to brakowało wszystkiego, teraz często nadrabia kupując prezenty swoim podopiecznym, często bazując na swoich, niespełnionych pragnieniach z dzieciństwa, które w takiej formie mogą spełnić. Często odkupujemy sobie nasze marzenia, które nie miały szans być zrealizowane w przeszłości. Choć to nie zmienia faktu, że czasem wyrządzamy naszym pociechom krzywdę, przyzwyczajając je, że dostają wszystko co chcą, często w nadmiarze, co w konsekwencji skutkuje coraz to bardziej wyszukanymi prośbami (i droższymi rzecz jasna). W tym przypadku sprawdza się stara prawda: „jeśli coś przyszło za łatwo, to tego nie szanujemy”. Dzieci, którym rodzice kupują wszystko czego tylko ich dusza zapragnie, nie szanują swoich zabawek i przede wszystkim nie doceniają, że je w ogóle mają! Nowe zabawki po kilku dniach leżą w kącie a znudzone pociechy nawet się nimi nie przejmują! Za moich czasów tak nie było. Zabawki (nie tylko lalki Barbie ale wszystkie) szanowało się i dbało o nie. Człowiek z dumą prezentował swoje skarby innym. A dzisiaj... :/  Dzieciństwo kończy się w wieku 8 lat!!! Dzieci wysiadują przed komputerem, mają dostęp do wielu informacji (niekoniecznie odpowiednich do wieku), zakładają konta na portalach, które nie są przeznaczone dla nich. Kto dzisiaj kupuje na komunię lalkę? Nikt! Teraz kupuje się laptopy, iPhony, quady, aparaty cyfrowe…Uważam, że to błąd! Dziecko powinno pozostać dzieckiem jak najdłużej. Nie powinno dostawać absolutnie wszystkiego czego tylko zapragnie! To nasza rola – ludzi dorosłych, rodziców by odpowiedzialnie podchodzić do wychowywania. Jeśli tego nie zrobimy i nie obudzimy się w porę, wychowamy sobie samolubnych, niedbających o innych, nieszanujących rzeczy ani drugiego człowieka, pustych, bezwartościowych, dbających tylko o siebie zarozumialców. Wiem, że wiele osób czytających mój blog, nie ma jeszcze swoich, własnych dzieci, dlatego mam nadzieję, że ten wpis da niektórym choć trochę do myślenia.

Dzisiaj przedstawiam lalkę, która w moim odczuciu ma wiele wdzięku. Jest nią „Birthday Surprise Barbie 1996”. Ubrana jest w prostą, różową sukienkę z nadrukiem, obszytą białą koronką. W pasie i we włosach ma przewiązane białe wstążki w kolorowe kropki. Muszę przyznać, że taka prosta stylizacja bardzo mi się podoba, a lalka tego typu jest wspaniałym prezentem urodzinowym, nie tylko dla dziecka!




niedziela, 1 stycznia 2012

NOWY ROK, PORZĄDKI I KONIEC ŚWIATA

Dzisiaj Nowy Rok. Jak to w zwyczaju bywa, na początku każdego roku  porządkuję wszystkie sprawy i wymyślam noworoczne postanowienia, których to przeważnie nie dotrzymuję (...spójrzmy prawdzie w oczy, komu chce się ćwiczyć i trzymać dietę, o bieganiu już nawet nie wspomnę…). Wychodzę z założenia, że należy pozbyć się wszystkich złych emocji, które towarzyszyły mi (z różnych powodów) w roku ubiegłym, bym mógł dzielnie wkroczyć w nowy okres, z głową czystą, pełną nadziei na lepsze jutro bez obciążenia psychicznego (hmmm…w TEORII - bo w praktyce nie jest to takie proste w zastosowaniu…). Dlatego na początek zazwyczaj robię… porządki w szafkach!!! Gdzieś kiedyś przeczytałem, że trzeba co jakiś czas systematycznie pozbywać się zbędnych rzeczy z domu, ponieważ kumulują złą energię i generalnie źle wpływają na nasze samopoczucie. Oczywiście z systematycznością, to u mnie różnie, dlatego początek roku wydaje się być dobrym powodem by wreszcie się zmobilizować do działania. Ponoć gdy mamy porządek wokół siebie, łatwiej jest nam zachować porządek w naszych głowach, przez co wszystko lepiej się nam układa i życie upływa w sielance niczym w krainie mlekiem i miodem płynącej…Te bzdury to ja chyba w jakimś „Cosmo” przeczytałem, pomiędzy artykułami typu: „101 sposobów na udany sex” i „Jak osiągnąć sukces zawodowy kupując sobie nowe szpilki?”…(???). Mniejsza o większość, akurat z tymi porządkami się zgadzam i uważam, że to nie taki głupi pomysł. Dlatego też w ruch poszły wszystkie, stare gazety, papiery bankowe, ulotki, niezliczone, pozapisywane kartki i cała reszta niepotrzebnej makulatury. Swoją drogą ile te śmieci zajmują miejsca, nie mówiąc już, ile pieniędzy człowiek wydaje, kupując te wszystkie magazyny. Oczywiście prenumerata „Men’s Health” na półce w komplecie, za to na moim brzuchu kaloryfera jak nie było, tak nie ma! No i pytam: Po co ja to przetrzymuję? Zastosowanie rad jakie znajdują się w gazetach tego typu, są w moim odczuciu niewykonalne! (to znaczy są wykonalne ale tylko dla ludzi bez problemów, którzy nie mają nic innego do roboty). Już widzę jak codziennie przyrządzam pięć dwustugramowych posiłków, z czego przygotowanie każdego trwa pół godziny, w między czasie biegnę na wizytę do kosmetyczki by zafundować sobie mikrodermabrazję, botoks i depilację laserową torsu („Metroseksualizm” przecież teraz w modzie), po czym oskalpowany z włosów i naskórka, udaję się na siłownię by ćwiczyć trzy godziny w celu uzyskania ciała Adonisa…(Jasne)…Ja nie wiem, kto te artykuły pisze w tych gazetach ale do tego trzeba by było mieć niezliczoną ilość czasu i pieniędzy by temu sprostać. Wniosek jeden: do śmieci z tym wszystkim bo to stek bzdur! Z resztą w tym roku i tak jest zapowiadany koniec świata więc nie ma się co przejmować figurą :) No ale przejdźmy do rzeczy! Skoro porządki już zrobione, umysł wyczyszczony, to wypadałoby coś postanowić! Hmmm…niech no pomyślę…Już wiem! By w tym roku, po raz pierwszy w życiu, postanowienia noworoczne miały szanse być zrealizowanymi, postanawiam co następuje:

- Po pierwsze - dalej pisać bloga o tematyce lalkowo-filozoficznej, co to by innych ludzi swymi wywodami zadowalać, rozśmieszać i wprowadzać w uczucie zamyślenia, tudzież osłupienia.
- Po drugie - zakupić sobie do kolekcji, absolutnie i koniecznie, trzy konkretne lalki a mianowicie:
- „My Favorite Barbie and the Rockers Doll 1986” - bo chcę,
- „My Favorite Swirl Ponytail Barbie Doll 1964” - bo nie mam,
- „My Favorite Malibu Barbie Doll 1971” - bo tak i już!
- Po trzecie - wybrać się na zjazd kolekcjonerów lalek albo przynajmniej na jakieś spotkanie w rodzinnym mieście i zapoznać grono lalkowych maniaków, co to by nie czuć się w swoim dziwactwie osamotniony :)
- Po czwarte - zrobić coś z niepotrzebnymi lalkami. Najlepiej podarować biednemu dziecku bo na pewno ucieszy się z takiego prezentu.
- I po piąte -  zmobilizować się wreszcie do sprzedaży wszystkich zbędnych akcesoriów lalkowych w jednym z internetowych portali aukcyjnych.

Jak widać postanowienia są realne a nie jak zwykle zaczerpnięte z kosmosu więc mam nadzieję, że w tym roku pójdzie gładko ;)

Dzisiaj prezentuję Barbie wraz ze swoimi siostrami i psem, którzy to zostali zamknięci w wielkim, różowym pudle i nazwani ładnie: „Winter Holiday Barbie Gift Set - Sledding Fun with Barbie, Stacie, Kelly, Skipper & Koko Dog (1995)”. Wszystkie panny ubrane są w zimowe stroje, idealne do zabaw na śniegu. Posiadają nawet sanki, które niestety nie zostały uwiecznione na zdjęciu, ponieważ znajdują się obecnie (wraz z innymi akcesoriami) zamknięte w innym pudełku.