O mnie

Moje zdjęcie
Imię: Marcin. Znak zodiaku: Lew. Człowiek o stu twarzach, miłośnik zwierząt i dobrego jedzenia. Typ: Samotnik mający swój świat, dusza artystyczna. Chłopak o wielkim sercu i jeszcze większym EGO. Zachwycam się drobnymi rzeczami, nie toleruję kłamstwa i fałszywości. Pasjonat i kolekcjoner.

wtorek, 28 lutego 2012

DISNEY i ZAPIEKANKA...

Sobota, dzień wolny, godzina obiadowa. Zapiekanka makaronowa ze szpinakiem i brokułami w sosie śmietanowo-serowym w piekarniku. Stół nakryty, wino otwarte, zapach w całym domu taki, że ślina po kolanach cieknie. Niestety jeszcze dwadzieścia minut żeby ser ładnie się zarumienił i wszystko wyglądało jak na zdjęciu z książki kucharskiej. Skoro w tygodniu żywię się gotowymi półproduktami, to chociaż w weekend zjem coś porządnego! No trudno, nie ma rady, trzeba czekać! Żeby jakoś zabić czas, "odpalam" TV i skaczę z kanału na kanał przez najbliższe 128 pozycji. Zanim dojdę do ostatniego, w celu sprawdzenia czy przypadkiem coś ciekawego nie leci, dwadzieścia minut spokojnie upłynie. Ponieważ teraz dodawane są różne kanały tematyczne do pakietów telewizyjnych, to w pewnej chwili natrafiam na kanały dla dzieci. Na jednym z nich leci bajka. Jaka? - Nie wiem (???) Kompletnie bezsensowna i bez przesłania. Oglądając przez moment to „cudo”, odurzony zapachem dochodzącego obiadu, przypominam sobie kiedy to byłem nieco młodszy (o jakieś 20 lat) a w telewizji w niedziele, koło godziny dziesiątej, leciało pasmo filmów Disneya. Najpierw dwie bajki a potem odcinek serialu dla młodzieży. Co by się wtedy nie działo, to punkt dziesiąta, Marcin siedział na dywanie, wpatrzony w ekran jak w obraz Mona Lisy by przez godzinę śledzić przygody bohaterów. Ach! Wtedy bajki Disneya to było COŚ! Wpatrując się w czołówkę, gdzie pokazany był Disneyland, byłem niemalże zahipnotyzowany. Moim ulubionym filmem animowanym po dzień dzisiejszy jest „Śpiąca Królewna”. Majstersztyk wśród filmów tego gatunku. Wszystko narysowane ręcznie, klatka po klatce. Setki rysunków wykonanych przez prawdziwych artystów by odwzorować realistycznie ruch postaci. Nie to co współczesne bajki tworzone komputerowo. O ile dla dorosłych powstają ciekawe, cyfrowe animacje (nominowane nawet do Oscarów), to dla dzieci dobre filmy można policzyć na palcach jednej dłoni. O bajkach emitowanych w telewizji nawet nie będę się wypowiadać. Dobrze, że współczesne dzieciaki mogą chociaż obejrzeć klasyczne bajki z wytwórni Disneya na płytach dvd. „Śpiąca Królewna” może nie jest filmem o zbytnio zawiłej historii ale na pewno wartym obejrzenia. Kontrast dobra i zła, ciekawe postacie, zabawne dialogi, śliczna księżniczka i przystojny książę, to tylko kilka plusów tej animacji. Dla mnie na zawsze ten film pozostanie sztandarowym dziełem Disneya. A co wspólnego ma „Śpiąca Królewna” z moim obiadem? To, że tego dnia poczułem wyjątkową więź z główną bohaterką! Po wpałaszowaniu, ze smakiem, połowy brytfanki gotowej zapiekanki i wypiciu niemalże butelki wina, zapadłem w głęboki sen. Obudził mnie dopiero namiętny i obślizgły pocałunek mojego czworonożnego księcia, który w ten sposób przypomniał mi, że najwyższa pora iść na spacer.

W dzisiejszej odsłonie przedstawiam dwie lalki. Są nimi: „Prince Phillip Doll 1991” i „Wedding Sleeping Beauty Doll 2001”. Oczywiście obie wzorowane są na postaciach głównych  bohaterów filmu „Śpiąca Królewna”. Książę Phillip, to według mnie najlepsza, dotychczasowa interpretacja disnejowskiej postaci. Barbie jak widać myśli tylko o jednym: jak usidlić księcia i go poślubić. Dlatego bez przerwy paraduje w sukni ślubnej, wyczekując okazji by złapać księcia i zaciągnąć go do ołtarza. Książę natomiast, jak prawdziwy facet, nawet nie myśli o ożenku! W swojej czerwonej pelerynie ucieka do lasu, w nadziei, że tam strzała Amora go nie dosięgnie ;) 










środa, 15 lutego 2012

WALENTYNKI i KILKA SŁÓW O MIŁOŚCI...

Walentynki – święto miłości i zakochanych – święto niczym z bajki Disney-a. Dla jednych kolejne, komercyjne święto przybyłe zza oceanu, dla drugich okazja by swoim ukochanym okazać uczucia. Jako osoba urodzona w latach osiemdziesiątych - czyli trzy dekady temu – myślę, że mogę śmiało wygłaszać opinie oparte na osobistych doświadczeniach. Bądź co bądź nieco już przeżyłem i w różnych sytuacjach byłem. Powiem szczerze: nie rozumiem podniecenia wywołanego „Walentynkami”? Celebrowanie miłości poprzez stworzenie święta, którego założeniem jest okazywanie sobie uczuć konkretnego dnia, wręczanie prezentów, kwiatów, czekoladek i misiów - noszących kubraczki z napisami; „Kocham Cię”, „Tylko Twój”, „Zawsze Razem” - jest w moim odczuciu idiotyczne! Jeśli mąż okazuje uczucia żonie, jedynie raz w roku, wręczając jej bukiet kwiatów tylko dlatego, że trzeba odbębnić zwyczaj, to jest w tym coś okrutnego i nieszczerego! Jeżeli ktoś wierzy w miłość – (TAK, celowo tak napisałem) i do tego jest zakochany, to myślę, że swoje uczucia może okazywać w lepszy sposób niż wręczenie kartki z wierszykiem w ten jeden, konkretny dzień w roku. Związek dwojga ludzi jest zawsze ogromnym wyzwaniem. Tak naprawdę o jego sukcesie decyduje nasza zdolność do ustępowania sobie nawzajem. Moimi zasadami, którymi kieruję się w związku są przede wszystkim szczerość, zaufanie i wyrozumiałość. Można spotkać księcia z bajki (czy księżniczkę) ale jeśli nie będziemy wyrozumiali i nie będziemy potrafili wybaczać, akceptować, czy choćby ustępować, związek a tym bardziej miłość, nie mają szans przetrwać. Ktoś może zapytać: a kim jest KenSuperstar by mówić o związkach czy miłości?… No więc odpowiadam: Mam dwadzieścia osiem lat, mój związek trwa dziewiąty rok! Było różnie - były wzloty, były upadki, było pięknie i było bardzo źle - ale trwam! Wiem co to miłość i wiem co to związek! Znam wiele par - moich znajomych - którym nie udało się przetrwać w związku. Często po przekroczeniu magicznych trzech lat, w relacjach partnerskich najczęściej coś się psuje a ludzie nie wiedzą co dalej zrobić? Często zamiast walczyć - legną, poddają się a ich bycie razem kończy się. Nie wierzę w miłość niczym z amerykańskiej komedii romantycznej, gdzie na koniec bohaterowie całują się namiętnie i deklarują, że będą żyli długo i szczęśliwie – to bzdura! W pewnym momencie wspólnego życia pojawia się wiele problemów. Są kłótnie - czasem wręcz karkołomne awantury, nieporozumienia, krzyki, czy nawet rękoczyny (nie mówię tu o przemocy bo wtedy to już jest patologia). Ludzie często nie potrafią radzić sobie ze swoimi emocjami, nie umieją wprost powiedzieć co ich gryzie a w obawie przed odrzuceniem kłamią, co w konsekwencji ma destrukcyjne skutki. Mimo wszystko wielu osobom udaje się pokonać trudności i wspólnie budować partnerstwo oparte na wzajemnym szacunku i zaufaniu. Jednak najważniejsze i zarazem najtrudniejsze w związku, to zadbanie o to by stale podsycać uczucie. Jest to najlepsza recepta na jego długowieczność. Dlatego nieważne czy jest 14 luty czy każdy inny dzień roku, powinniśmy dbać o naszą drugą połówkę - ZAWSZE! Czasem wystarczy przytulić partnera/partnerkę, powiedzieć, że ładnie wygląda, czy pocałować rano na pożegnanie przed wyjściem z domu. Natomiast masowe kupowanie prezentów tego konkretnego dnia, w wielu przypadkach, wydaje mi się gestem nieco sztucznym i na pokaz! Miłość to nie serduszka, czekoladki i kwiatki dane raz w roku na Świętego Walentego! Miłość - to bycie z kimś kto czasem wnerwia nas niemiłosiernie swoim zachowaniem, że aż (mówiąc delikatnie) chce się go zatłuc. Miłość - to wieczne ustępowanie człowiekowi, bez którego nasze życie byłoby uboższe. Miłość - to walka o to by razem się zestarzeć, walka o to by nie być samemu, walka o to by kiedy jesteśmy w szpitalu miał kto koło nas siedzieć i trzymać nas za rękę. Miłość może przychodzi nieoczekiwanie, znienacka ale zatrzymanie jej przy sobie, to zupełnie inna sprawa! Natomiast aby miłość pozostała - trzeba się postarać! W życiu nic nie przychodzi łatwo, tym bardziej zatrzymanie ukochanej osoby. Dlatego okazywać uczucia powinniśmy sobie każdego dnia. Bo miłość moi drodzy jest jak kwiat, jeśli się o nią nie dba po prostu umrze!
  
Zgodnie z zapowiedzią w poprzednim wpisie, dzisiaj  prezentuję drugą Barbie z serii lalek wielkanocnych, pochodzącą z mojej kolekcji. Jest nią: „Easter Fun Barbie 1993”. Ta blond piękność ubrana jest w krótką, białą sukienkę z nadrukiem w kolorowe pisanki. Zabawnym elementem dekoracyjnym są kolczyki także z motywem wielkanocnych jajek. We włosach lalka ma zawiązaną różową wstążkę. Jej makijaż jest delikatny, odrobina różowego cienia na powiekach i pomadka na ustach w zbliżonym odcieniu. Barbie posiada również różowe buty. Oczywiście wysokie szpilki…a jakże…prawdziwa kobieta łapiąc wielkanocnego zająca, nawet po łące hasa w szpilkach :)
 



 

środa, 8 lutego 2012

WINO, DOLLPLAZA i NADCHODZĄCA WIOSNA

Po pierwsze muszę się pochwalić, że dwadzieścia jeden dni po tym jak ustaliłem noworoczne postanowienia, udało mi się spełnić pierwsze, chyba najważniejsze! Mianowicie: wybrałem się na pierwsze w moim życiu spotkanie kolekcjonerów (w rodzimym mieście – Łódź). Oczywiście impreza była zorganizowana za pośrednictwem forum „DollPlaza”. Spotkanie odbyło się w idealnym do tego stworzonym miejscu – w małej herbaciarni - utrzymanej w bardzo artystycznym klimacie. Atmosfera była magiczna, wystrój lokalu pasował idealnie do charakteru spotkania, co dodatkowo potęgowało wrażenia. Stłumione światło świec, lampka czerwonego wina, wyborna kawa, niezliczona ilość pięknych lalek, które miałem okazję dotknąć i przemiłe towarzystwo były atrakcjami wieczoru. Oczywiście wydarzeniu temu towarzyszyła mi cała gama emocji. Przede wszystkim jednak ogromna ciekawość. Dla osoby, która nigdy wcześniej nie była na takiej imprezie i nie bardzo wiedziała czego się spodziewać, było to dość ekscytujące - żeby nie rzec podniecające doświadczenie :) Tak czy inaczej, po wielu trudach z dopasowaniem grafiku, udałem się na spotkanie gdzie poznałem całą paletę osobowości zbieraczy lalek. Jako cichy obserwator (w końcu) mogłem w nim uczestniczyć! Może wyda się wam to nieco dziwne ale nie do końca mogłem wyobrazić sobie siebie w takiej sytuacji :) Facet w lokalu pełnym ludzi obmacujący lalki i rozmawiający na ich temat, to wizja dość dziwna do wyobrażenia, stąd moje obiekcje. Na szczęście dzięki opatrzności w towarzystwie był także inny mężczyzna więc nie czułem się osamotniony :) Zabawne jak sama obecność innego samca dodała mi odwagi. Może to wino, może nastrojowa muzyka w tle i migoczące płomyki świec sprawiły, że było fantastycznie a może po prostu bardzo sympatyczni ludzie, którzy przyjęli mnie w niezwykle ciepły sposób. Ciekawe konwersacje, żarty, śmiech, wyrażanie opinii i poglądów – czasem bardzo skrajnych - urozmaicały spotkanie. Całe to wydarzenie uświadomiło mi jedną rzecz a w zasadzie potwierdziło moje przekonanie: kolekcjonerzy lalek są bardzo różni…i to jest fantastyczne! Każdy zbiera je z innego powodu, inaczej  kataloguje, inaczej traktuje, inaczej przechowuje, ma inne preferencje co do zbieranych modeli, ogólnie rzec mówiąc na spotkaniu mogłem poznać wszelaki przekrój osobowości kolekcjonerskich. Dla mnie najciekawszym doświadczeniem podczas całego wieczoru był namacalny kontakt z lalkami innych osób. Chyba jeszcze do tego nie dojrzałem jako kolekcjoner ale swoich lalek, nie wyobrażam sobie w rękach innych osób. Może dlatego, że traktuję je jako pewnego rodzaju trofea, które mają swoje miejsce u mnie w domu a jedyną osobą, która ma prawo je dotykać, to ja sam. Na szczęście nie jestem jedyny w swoim zachowaniu, ponieważ zostałem uświadomiony, że wiele osób ma podobne podejście w tej sprawie. Tak czy inaczej można powiedzieć, że na spotkaniu mój zmysł wzroku i zmysł dotyku przeżywały swego rodzaju ekstazę :) Miałem okazję przyjrzeć się z bliska lalkom, które od dawna chciałem mieć i tym, o których istnieniu nie miałem pojęcia. Oczywiście nie muszę mówić, że te kilka godzin spędzonych, bądź co bądź w zupełnie mi obcym towarzystwie, upłynęły błyskawicznie. Kontakt z innymi ludźmi, którzy dzielą nasze pasje jest bardzo interesujący. Na takich spotkaniach można poznać ciekawych ludzi. Otwarcie i bez skrępowania porozmawiać o rzeczach, które nas interesują, wymienić doświadczenia i przede wszystkim świetnie spędzić czas. Dlatego wszystkich namawiam by, gdy tylko nadarza im się okazja, wybierali się na tego typu spotkania. Nie ma się co krępować, zawsze znajdzie się ktoś z kim znajdziemy wspólny język, z kim będziemy śmiać się do rozpuku a przecież o to chodzi! Polecam ;)

Jako, że za oknem mrozy dochodzące do minus 30 stopni postanowiłem ogrzać nieco atmosferę i zaprezentować lalkę, która swoją stylistyką nawiązuje do nadchodzącej wiosny i Świąt Wielkanocnych. Ponieważ w swojej kolekcji posiadam kilka lalek związanych właśnie z tym świętem, już teraz pokazuję pierwszą z nich. W dzisiejszej odsłonie „Easter Style Barbie 1997”. Laleczka ubrana jest w skromną sukienkę typu princeska, wykonaną z materiału w różnokolorowy nadruk. Na głowie nosi kapelusz w kolorze różowym, udekorowany żółtym kwiatem. Skromna, perłowa biżuteria i delikatny makijaż wieńczą całość. Barbie posiada również kosz z kwiatami wykonany…z tektury, który osobiście uważam za zbędny gadżet. Nie bardzo rozumiem te wszystkie, papierowe dodatki dla lalek. Są nietrwałe, mało estetyczne i w moim odczuciu po prostu zbędne. Pomijając ten mały szczegół, laleczka jest bardzo miła dla oka i urzeka prostotą.