O mnie

Moje zdjęcie
Imię: Marcin. Znak zodiaku: Lew. Człowiek o stu twarzach, miłośnik zwierząt i dobrego jedzenia. Typ: Samotnik mający swój świat, dusza artystyczna. Chłopak o wielkim sercu i jeszcze większym EGO. Zachwycam się drobnymi rzeczami, nie toleruję kłamstwa i fałszywości. Pasjonat i kolekcjoner.

czwartek, 13 września 2012

ZAKAZANY DOTYK…

    Witajcie Moi Kochani, dzisiaj będzie nieco nostalgicznie i romantycznie ;) ale zacznijmy od początku. Kilka tygodni temu moi znajomi wymyślili, że skoro są wakacje, to trzeba gdzieś się wybrać. Niestety szukanie nowego mieszkania, przeprowadzka i załatwianie mnóstwa rzeczy pokrzyżowały te plany i skończyło się na tym, że nie było czasu konkretnie postanowić gdzie i kiedy jedziemy. Tak więc nasze plany spaliły na panewce. Dni mijały, a widmo jakiegokolwiek wyjazdu było dalekie. I nagle stało się. Telefon:
- Hej Marcin, chcesz jechać do mojego znajomego na wieś? Jedziemy w kilka osób, połowa nie będzie znała drugiej połowy ale co tam, miejsce jest bardzo fajne więc może być ciekawie. Musisz się szybko decydować bo jedziemy jutro…- usłyszałem. 
- Jutro??? Oj NIE no co Ty, nie dam rady, nie jestem przygotowany, jedźcie beze mnie…- odpowiedziałem.
Odłożyłem słuchawkę i zająłem się jakimiś przyziemnymi pracami w domu typu sprzątanie i zmywanie…
I nagle do mnie doszło to z czego nie zdawałem sobie wcześniej sprawy... Pozbawiam się możliwości przeżycia czegoś ciekawego tylko dlatego, że nie zaplanowałem wszystkiego...
(A ja  przecież zawsze wszystko mam poukładane, wszystko przemyślane bo przecież jestem perfekcjonistą, idealistą i wszystko musi być tak jak powinno być…). Myślę sobie: - DOSYĆ TEGO! Rzuciłem zmywanie, poszedłem do pokoju, otworzyłem szafę i zacząłem wyciągać rzeczy. Coś ciepłego jest! Coś na upał jest, kurtka w razie deszczu jest, walizka stoi więc co tu planować?! Trochę pieniędzy na koncie jest więc tak naprawdę nie mam wymówki by nie jechać!
JADĘ, A CO MI TAM! To co, że większości nie znam! To co, że tak nagle i spontanicznie! Dzwonię ponownie do kumpla i mówię: 
- Słuchaj Paweł, zmieniłem zdanie, jadę, rezerwuj mi łóżko i miejsce w samochodzie! 
- Haha, SUPER wszyscy chcą Cię poznać, zobaczysz będzie świetnie! To jutro po Ciebie podjedziemy – usłyszałem w odpowiedzi…
    Podróż minęła szybko bo współtowarzysze podróży okazali się świetni. Uśmiech nie schodził mi z twarzy a mięśnie brzucha wręcz bolały od ciągłego śmiania :D Najlepsze jednak było jeszcze przede mną. To co ujrzałem po przyjeździe na miejsce, przeszło moje, najśmielsze oczekiwania. Zaproszenie na wieś okazało się tak naprawdę wyjazdem do przepięknego, starego, stylowego dworku, położonego obok rzeki, wśród pięknych ogrodów pełnych kwiatów… Na parapetach kamienne donice (również całe w kwiatach), na oknach drewniane okiennice, przed wejściem taras ze stołem na dwanaście osób z ręcznie rzeźbionymi fotelami z drewna a na nich grube, haftowane poduchy. Niedaleko dworku las, łąki i pola pełne zieleni. Przed dworkiem sad pełen jabłoni, drzew ze śliwkami, krzaki aronii. Już od samego wejścia gości witały dwa kocury, które ocierały się o każdego, zapraszając wszystkich do tego przybytku marzeń! Obraz niczym z powieści romantycznej. Mój pokój dzieliłem z nowo poznanym kolegą. W pokoju dwa łóżka a na ścianach obrazy w starych, ciężkich, złotych ramach i piękny akcent na stole… żywe kwiaty w wielkim wazonie cięte z własnego ogrodu. Widok z okna na rzekę i zielony sad. Stanąłem zapatrzony w to wszystko i czas się zatrzymał. - Boże jestem w raju. Czy ja umarłem? – taka myśl przemknęła mi w głowie i nagle usłyszałem dobiegający głos zza okna: - Ej ludziska schodźcie bo zaraz będzie kolacja! Była godzina 20:00 więc wszyscy byliśmy głodni jak wilki. Przy stole zasiadło 12 osób w tym ja. Stół uginał się pod ciężarem jadła. Muszę przyznać, że dziewczyny bardzo się postarały, wszystko wyglądało pięknie i smakowało pysznie, człowiek wręcz jadł oczami. Panowie w ramach rewanżu mieli pozmywać i sprzątnąć po kolacji (w sumie to sprzątaliśmy następnego dnia bo jak się potem okazało, kolacja trwała do 5 rano). Z każdą minutą poznawaliśmy się bliżej, wino pomagało nam się całkowicie rozluźnić, ciągle słuchaliśmy nowych historii i anegdot z czyjegoś życia. Wszystkie bariery zniknęły a nam wydawało się, że znamy się całe życie. Aż w końcu, koło pierwszej w nocy, ktoś wpadł na pomysł by zrobić ognisko bo jedna z koleżanek miała ochotę na pieczone ziemniaki. Mówisz i masz. Po chwili cieszyliśmy oczy z rozpalanego ogniska. Usiadłem w fotelu, okryłem się kocem w kratę i właśnie wtedy stało się coś nieprzewidzianego...
Wyobraźcie sobie taką sytuację:
Siedzę na tarasie z rudym kotem na kolanach, którego głaszczę gdyż ten domaga się ciepła i uczuć, popijam kieliszek szampana, patrzę na ognisko, którego blask rozświetla cały dworek, na stole stoją świece roztaczające zapach konwalii, z traw dobiega dźwięk grających świerszczy a w tle słychać melodię… i nagle, nieoczekiwanie, na swojej dłoni czuję dotyk, którego notabene nigdy bym się nie spodziewał… Dotyk tak ciepły, tak inny, tak czuły i zakazany zarazem…
- Masz takie delikatne dłonie… – usłyszałem…
... i nie zważając na innych, dotykaliśmy się tak, muskając palcami każdy milimetr skóry naszych rąk, spoglądając sobie głęboko w oczy jakbyśmy szukali w nich czegoś czego nam brakuje. Z pozoru niewinny dotyk okazał się rozkoszą, której każdy człowiek tak bardzo pragnie… i ten zniewalający zapach perfum na skórze szyi, który poczułem gdy zbliżyliśmy się w chwili przytulenia… Wtedy poczułem, że życie może mnie zaskoczyć jeszcze nie raz a tej piosenki, która odtąd będzie kojarzyć mi się już zawsze z tą chwilą, nie zapomnę do końca życia…
Co działo się później zostawiam tylko dla siebie, bo w życiu są magiczne chwile, które chcemy by pozostały tylko nasze


I wyobraźcie sobie, że to wszystko działo się przy tej melodii. Czy może być bardziej romantycznie?…