O mnie

Moje zdjęcie
Imię: Marcin. Znak zodiaku: Lew. Człowiek o stu twarzach, miłośnik zwierząt i dobrego jedzenia. Typ: Samotnik mający swój świat, dusza artystyczna. Chłopak o wielkim sercu i jeszcze większym EGO. Zachwycam się drobnymi rzeczami, nie toleruję kłamstwa i fałszywości. Pasjonat i kolekcjoner.

czwartek, 18 kwietnia 2013

MARCIN CZYTA GREYA... OH GOD!

Witajcie Kochani ;)
Od czego by tu zacząć? Jak to mówią „mądre” ludzie, najlepiej od początku!
No więc święta minęły bardzo przyjemnie a to wszystko dlatego, że już pierwszego dnia wizyty w „rodzinnej rezydencji M-4”, poczułem się wyjątkowo cudownie ;) … Dlaczego? – spytacie. Od razu odpowiadam: wchodzę na wagę a tam 14,6 kilograma MNIEJ niż zazwyczaj!

ALLELUJA, CHWALMY PANA można żreć w święta do woli! ;)

Tak więc japa uśmiechała mi się od ucha do ucha gdyż komplementów nie było końca a ja przez całe dwa dni, nie musiałem liczyć każdego, spożywanego liścia sałaty ;)  Nie zrozumcie mnie źle ale ja tyję od samego patrzenia na jedzenie więc zazwyczaj zachowanie zdrowo wyglądającej sylwetki, kosztuje mnie nieziemski wysiłek! Rodzinka (tym razem) również była wyjątkowo spokojna więc obeszło się bez corocznego zrywania kontaktów ze wszystkimi przez moją jakże ugodową osobę :)
(well… to nie moja wina, że mają inne zdanie ode mnie czyli zazwyczaj MYLNE!… hahaha)

Kiedy to już się najadłem niczym „afrykańska locha” i „przeklikałem” po 258 kanałach satelity, stwierdzając, że absolutnie nic nie ma do obejrzenia, pomyślałem, że może bym coś przeczytał… Odpaliłem neta, kliknąłem bestsellery ostatnich lat i moją uwagę przykuł tytuł” „50 twarzy Greya”, zacząłem czytać wyrywkowy kawałek i myślę sobie „O TAAAAK” to coś dla mnie! Taki ZBOCZUCH jak Ja, na pewno będzie uradowany ;)

Zmobilizowałem się i przeczytałem!...

Powiem szczerze:… takiego GNIOTA, to już dawno nie czytałem! Przez 18 z 26 rozdziałów jest opis przeżywanych orgazmów przez jakąś lalunię, która zakochuje się w bogatym i ciutkę dziwnym facecie…Ot cała fabuła! Absolutnie nic się w tej książce nie dzieje. Wątek przewodni, to utrata dziewictwa i seks S/M, w wersji dla totalnych amatorów!... (swoją drogą autorka mogła już nieco bardziej pogłębić temat bo przecież związanie komuś rąk, to jeszcze nie masochizm a tym bardziej sadyzm! Niech wpadnie do mnie, to może czegoś się nauczy!). Jednym słowem nuda i do tego straszna! Dlatego już rozumiem, dlaczego książka zyskała niechlubne miano: „porno dla mamusiek”. Chociaż z drugiej strony nie wiem, co tam może być uważane za pornograficzne? Zwykły opis stosunków i tyle! Czytając książkę nasunęło mi się porównanie do filmu „9 i pół tygodnia”, który moim zdaniem jest również totalną klapą… tyle, że filmową… Fabuła również absolutnie żadna! Dziewczyna spotyka kolesia i baraszkują ze sobą… koniec filmu! Równie dobrze można zakończyć oglądanie filmu na trzecim tygodniu… potem i tak już nic się nie dzieje!

Dlatego do tej ksiązki jak i do filmu idealnie pasuje powiedzenie, że reklama jest dźwignią handlu… Zrobili wokół książki tyle szumu, że sam skusiłem się by ją przeczytać. Czytałem ją cztery dni. Uważam, że to były totalnie zmarnowane cztery dni mojego życia!

Chociaż z drugiej strony był jeden plus!  Jak wiecie SKROMNOŚĆ otwiera listę moich zalet… dlatego stwierdzam, że jedynym pozytywem książki, był opis głównego bohatera! Miałem wrażenie, że czytam autocharakterystykę:

MŁODY, ZABÓJCZO PRZYSTOJNY I DO TEGO NIEŹLE POPIEPRZONY… hahaha ;)

A skoro już o seksie i innych zboczeniach mowa, to nie mogę Was zostawić bez najważniejszych wiadomości  czyli co tam u moich chłopaków?

Więc tak! Miłość u nas kwitnie ABSOLUTNIE… Chłopaki w wniebowzięci bo nowi lokatorzy okazali się totalnymi słodziakami…
tzn. jest tylko jeden, „MALEŃKI” szczególik   :)

Jeden z przybyłych chłopaków, okazał się młodszym bratem Ryana Shane-a (tego Francuza), który oczywiście od pierwszej chwili wpadł w oko Ryanowi (Amerykańcowi)… Dlatego na linii „Ryan – Ryan Shane” iskrzy jeszcze bardziej! Shane w obawie o swojego młodszego braciszka Mike-a, najchętniej by Ryanowi odciął wszystkie, możliwe członki, ze szczególnym uwzględnieniem jednego :/ Na szczęście razem z Mike-m przybył Ian, dla którego Ryan Shane totalnie stracił głowę :) Tak więc cała czwórka w amorach…

…aczkolwiek mam nadzieję, że Ryanowie się nie pozabijają! Staram się chłopakom nie przeszkadzać za bardzo bo jak wiadomo, w pierwszej fazie znajomości trzeba mieć trochę prywatności :)  ale nakłoniłem ich do szybkiej fotki… co ciekawe, chłopaki mieli gości :)

Ps. Do tego wszystkiego ostatnio byłem na lalkowym spotkaniu… TO DOPIERO BYŁ KOSZMAR! ;) …ale o tym to już pewnie czytaliście na innych blogach ;)

Pozdrawiam wszystkich baaardzo cieplutko i życzę dużo uśmiechu :)