O mnie

Moje zdjęcie
Imię: Marcin. Znak zodiaku: Lew. Człowiek o stu twarzach, miłośnik zwierząt i dobrego jedzenia. Typ: Samotnik mający swój świat, dusza artystyczna. Chłopak o wielkim sercu i jeszcze większym EGO. Zachwycam się drobnymi rzeczami, nie toleruję kłamstwa i fałszywości. Pasjonat i kolekcjoner.

piątek, 21 listopada 2014

LEPIEJ NIŻ KIEDYKOLWIEK :)

Kochani, wielkimi krokami zbliża się Grudzień, czyli mój, ulubiony miesiąc w całym roku. Oczywiście ze względu na święta. Uwielbiam je i już. Sprzątanie mi nie przeszkadza, zakupy robię zawodowo, gotować uwielbiam (zwłaszcza wtedy, bo lubię się popisywać coraz to wymyślniejszymi potrawami, na widok których całej rodzince ślinka cieknie, z mamą na czele).

Co roku kiedy okupuję kuchnię, słyszę jedno pytanie:
-  Marcinku mogę spróbować?…
- Mamo, jeszcze niezrobione, poczekaj niech się przegryzie/upiecze/wystygnie, a teraz zabieraj paluchy i sio do pokoju, jak skończę, to ci dam i spróbujesz)…(ale oczywiście i tak zawsze coś podkrada) :)

Okres plus/minus 5 tygodni przed świętami zawsze jest najlepszy, bo trzeba  pomyśleć o wystroju stołu, kolorystyce choinki, no i o najważniejszej sprawie, czyli o prezentach, rzecz jasna!

W tym roku nie mam problemu z prezentami, bo już wszystko ustaliłem, kwestia kupienia. Nawet nowa choinka jest już w domu (…przyleciała samolotem z Niemiec, a teraz czeka na 22 Grudzień, kiedy to zostanie udekorowana w 900 lampek i mój brokatowo-turkusowo-fioletowo-srebrny, ekskluzywny zestaw bombek) :)

Ten rok, mimo iż jeszcze się nie skończył, był dla mnie bardzo fajny. Wiele dobrego się w nim działo, był radosny i bardzo uczuciowy :) (och te niezliczone godziny seksu…tzn. miłości hahaha)

Dlatego postanowiłem zrobić kilka dobrych uczynków. Najpierw oddałem kilka worów ubrań dla biednych. Ubrania, które mi się znudziły, które przestały pasować po mojej utracie wagi, czy najprościej w świecie stały się niemodne, oddałem potrzebującym. Mnie zawalały miejsce, a innym z pewnością jeszcze posłużą.

Drugim, dobrym uczynek jaki zrobiłem, było oddanie kilku lalek dla biednych dzieci. Często się zdarza, że dostaję gratisy, które do niczego nie są mi potrzebne. Wymyśliłem, że oddam je jakiemuś dziecku, które na pewno się ucieszy z takiego prezentu. Zamiast sprzedać je za grosze, lepiej mieć świadomość, że uszczęśliwiło się dziecko, które oddałoby wszystko za kilka, takich zabawek. Pamiętam kiedy to ja byłem mały… wtedy dałbym się pokroić za jedną „barbioszkę”, nawet skołtunioną i bez ręki :) (ale to były inne czasy, czasy Pewexów).

Tak więc podsumowując dzisiejszy post, stwierdzam, że jest lepiej niż kiedykolwiek, dlatego doceniając wszystko to co los dobrego mi zsyła, pamiętam o tym, że trzeba też coś dawać od siebie innym :)

A teraz lalka. Moja trzecia „barbioszka” w kolekcji z moldem „Generation Girl”. Przed Wami „Jewel Girl Barbie 2000”. Podziwiać ;)




 
 Pozdrawiam serdecznie. Peace, Love and Orzeszki :)

wtorek, 18 listopada 2014

NIE CIERPIĘ RUDYCH, NIE ZNOSZĘ SCENEK... POPROSZĘ 9!

Hejka kochani, niedawno minęły 3 lata od kiedy zajmuję się blogiem i czerpię radość z dzielenia się na nim różnymi nonsensami, które niektórym przypadły do gustu. (Oczywiście tylko tym, którzy mają poczucie humoru i kumają, że nie można tego traktować poważnie).

Ostatnio nie miałem czasu pisać, bo zawsze coś innego mi wypadało, z resztą postanowiłem odpocząć od lalek, nieco się zdystansować i nabrać nowego spojrzenia.

Opłacało się! Obrany wcześniej kierunek, powykrzywiał się do tego stopnia, że nie tylko zdradziłem swoje ukochane „Superstarki” na rzecz innych lalek, ale kompletnie zgłupiałem na ich punkcie…

Pamiętacie, że nie znoszę rudych lalek, a już „Scenki” przyprawiają mnie o mdłości, głównie ze względu na ich proporcje i karykaturalność… No więc kupiłem sobie ich 9…

Zaczęło się od tego, że któregoś pięknego dnia Piotrek przybył do mnie prosto z targu i trzymał w ręku rudą „Scenkę”… Nie mam pojęcia co się stało? - wziąłem ją w rękę i wpadłem w jakiś dziwny stan zauroczenia.

Zawsze nie podobały mi się ich usta, to, że mają łby jak stodoła w stosunku do ciała, to, że niby są „Barbie”, ale w sumie to nie do końca, i w ogóle przecież te lalki były jakieś takie dziwne, i nie dla mnie…

Lalka u mnie została, a kilka dni później kupiłem kolejne. Dlaczego? - spytacie. Proste, bo szukam nowych bodźców w swoim idealnym życiu.Ot, cała filozofia!

Tak więc mam trzy rude, trzy czarne i trzy blondi, dzisiaj pokazuję pierwsze dwie. Od tej panny wszystko się zaczęło, jest to; „My Scene Chelsea z serii Disco Girls 2010”.



Druga "Scenka" to: "Delancey z serii Rock Awards 2008".



A dla miłośników "Superstarek" (na deser) pokazuję kolejny nowy nabytek, mianowicie: "Fun-to-Dress Barbie 1990".



 Pozdrawiam serdecznie. Peace, Love and Orzeszki :)