O mnie

Moje zdjęcie
Imię: Marcin. Znak zodiaku: Lew. Człowiek o stu twarzach, miłośnik zwierząt i dobrego jedzenia. Typ: Samotnik mający swój świat, dusza artystyczna. Chłopak o wielkim sercu i jeszcze większym EGO. Zachwycam się drobnymi rzeczami, nie toleruję kłamstwa i fałszywości. Pasjonat i kolekcjoner.

niedziela, 20 grudnia 2015

Święta silnego, niezależnego mężczyzny... BITCH PLEASE!

Okna umyte, czyściutkie firanki, wytrzepane dywany, umyte szafki, ogień w kominku i lampki na choince…

Tak kuźwa, chyba u sąsiadki, bo u mnie syf jak cholera, przez okna nic nie widać, firanki czarne od kurzu, na dywanie można robić babki z piachu, w szafkach drzwiczki pourywane, w kaloryferze ciężko rozpalić ogień, a na choince co trzecia lampka spalona!  
 
Życie niezależnego mężczyzny sukcesu… taaa, dobre sobie! Na nic nie mam czasu, na obiad kanapki, bo komu by się chciało obierać ziemniaki, talerze chyba muszę kupować papierowe, bo się same w zlewie rozmnażają, a lodówka po brzegi  wypełniona jedynie światłem i powietrzem…

Jak dorośniesz będziesz na swoim, zupełnie inne życie, nic cię nie ogranicza… tak mówili! -  Że co proszę? Co za bzdety! Trzymajcie mnie, bo nie wytrzymam…

Wigilia… 12 potraw itd. … yhym… danie numer 1 - herbata, numer dwa - kromka chleba , trzy - masło, cztery - plaster sera, pięć - ketchup… a gdzie 12? No ja tego jakoś nie widzę…

O nie! Po moim trupie, żadnego lepienia pierogów, żadnego stania w kilometrowych kolejkach po warzywa na sałatkę!

- Halo, dzień dobry! Chciałbym zamówić 2 pizze, najlepiej największe żeby na 3 dni starczyły, a i koniecznie z grzybami, będzie świątecznie!

Nowy wymiar świąt właśnie rozpoczęty… Niezależny mężczyzna jest wtedy, kiedy niezależnie od wszystkiego robi co musi!

Dryń dryń… - Mamusia? Co mamusia robi w Wigilię?
 - No myślałam, że wpadniesz matkę odwiedzić…
 - Oj mamusiu, taki zarobiony jestem, nie wiem czy zdołam wpaść, no w sumie to mnie przekonałaś, dobra wpadnę na godzinkę (wezmę piżamę)… ale mam brać jakąś torbę na jedzenie? No bo żeby potem nie było problemu jak będziesz mi chciała na siłę wcisnąć jedzenie na tydzień... Tak? No to wezmę te dwie co mam… te podróżne! To pa mamusiu widzimy się w święta, całuję… a i nie myśl o prezentach dla mnie, bo ja nic nie potrzebuję, teraz takie wszystko drogie… Jak byłem w tym moim, ulubionym sklepie, mamusia wie który prawda, to taki, fajny sweter czarny, z lamówką za 289,90 rozmiar S i czarne, skórkowe rękawiczki za 85,00 na drugiej półce, po lewo od swetra koło spodni widziałem… no ale kogo na to stać?… No to buziaczki mamusiu, widzimy się w Wigilię, będę na pewno…

A oto najnowsze zdobycze lalkowe, tanie, fajne, dużo i cieszą... a to najważniejsze :)


 Pozdrawiam serdecznie. Peace, Love and Orzeszki :) No i oczywiście Wesołych Świąt :)

piątek, 23 października 2015

ZDECYDOWANIE ZA MAŁO MIEJSCA!

Ratunkuuu… W oczekiwaniu na kolejną przesyłkę, która właśnie przybywa zza wielkiej wody, w końcu zacząłem rozpakowywać lalki po przeprowadzce (chcąc być dokładnym, to już 10-ej przeprowadzce w życiu)…

No i co w tym dziwnego? Ano to, że już nie mam miejsca! Jakim cudem się pytam? 

Jeśli człowiek mieszka w jednym pokoju, brakuje mu drugiego, jeśli mieszka w dwóch - brakuje mu trzeciego,  jeśli w trzech - to czwartego itd… mam trzy do dyspozycji i oczywiście mi mało! No bo sypialnia potrzebna, pokój gabinetowo-komputerowo-szafowy - potrzebny, salon gościnny, w którym to chociaż ze dwa razy w roku można byłoby zjeść przy stole, a nie przy komputerze (jak zazwyczaj!) – potrzebny, na balkonie szafy nie wstawię, do piwnicy tym bardziej… nie no, to jest jakiś koszmar, i jak tu nie oszaleć? 

Kilka lalek do szafki człowiek włoży i brak miejsca, a gdzie reszta? 

Na dzień dzisiejszy wypakowałem tylko kilka (20) Kenów, 7 „Holiday-ek” i kilka "kiecowatych", bo ich sukienki są tak wielkie, że zajmują dużo miejsca, a przetrzymywane w pudełku się strasznie gniotą… no a szkoda mi ich, bo jednak trochę kosztowały…



17 „Superstarków” zmieściłem w jednym pudełku, ale te muszą mieć luz, bo szczególne i ulubione…


 a reszta… nawet nie wiem, co w tych pudłach jest?



...ja to jakoś czarno widzę, a tu jeszcze tyle w planach... Ratunku!

poniedziałek, 12 października 2015

SIÓDMA RANO - CZYLI NIEPOCZYTALNOŚĆ UMYSŁOWA :)

Godzina siódma rano! Tak, SIÓDMA, siedem zero-zero! Walenie do drzwi… Łubudu, łubudu, łubudu!
Jezus Maria blok się wali, islamiści atakują, bombardowanie jak nic...
A gdzie tam, nic bardziej mylnego, to jedynie dozorca dobijający się do wrót mych piekieł…

Wstaję… rzucam przy tym kilkoma „kur…i”, no ale idę… Oczy zaklejone, krosty niezatuszowane, włosy wiszą na stojaku, zęby w szklance… Otwieram.
- Czego? (sobie myślę)… ale mówię słucham…
- Panie, trzeba zabrać sprzęty z klatki, bo komisja pożarowa będzie i trzeba uprzątnąć tą pralkę… - słyszę bełkot spowodowany obijaniem się języka o co czwarty ząb, bo tylko tyle pozostało w otworze zwanym gębowym, mego przedmówcy…

Udając, że zrozumiałem co plecie, odpowiadam:
- Panie remont mam, gdzie „se” ją włożę? (remontu oczywiście nie ma, ale nie widzi mi się ją ponownie targać, z resztą dwie pralki w łazience, to nawet dla mnie za wiele… Następnie wymiana spojrzeń (tzn. on patrzył na coś ładnego, ja nieee...) i mówię:
- Dobra, usunę!… w domyśle… (idź pan w cholerę, boś „mnię” sen przerwał, a śniło mi się coś miłego; czytaj: jadłem nie tyłem, nie pracowałem byłem bogaty, się nie starałem, a piękny byłem).

- Tylko Pan pamięta, koniecznie dzisiaj, bo zabiorą na śmietnik... dodał odchodząc.

- Nooo niech tylko spróbują, dziesięć pozwów jak nic! Nie mają pojęcia z kim mają do czynienia... myślę sobie skromnie o sobie, jak zwykle z resztą...
- Dobra, się zrobi (chyba?!) Nareczka, Bye Bye, zniknij stworze. 

Zamknąłem wrota, zawlokłem zwłoki ponownie do łoża i co?...  ano się tłukę jak ryba po chodniku… no ni „uja” nie zasnę ponownie, chociaż oczy mi się kleją, a paszcza ryczy ziewem wtórnym.

A niech to szlag! Poderwałem się zmuszony zacząć dzień. Oczywiście już był do niczego, bo jak się mnie wyrwie ze snu, to potem lepiej bez kija nie podchodzić… no nic, musiałem się jakoś  rozchmurzyć! Co zrobiłem? A najgorszą rzecz na świecie, czyli wlazłem na Ebaya… to był błąd… duży błąd, drogi błąd!

Powiem tak, zamiast żyrandola będą wisiały dwie lalki w pudełkach, a ja będę szczupły, bo czeka mnie dieta do końca miesiąca spowodowana brakiem funduszy na dalsze życie! Nooo, ale humor mi się poprawił :)

Chwilową niepoczytalność, wytłumaczyłem sobie tak: ponieważ za kilka dni wigilia... (dokładnie 73 dni, więc jakby już jutro...), a co za tym idzie, najwyższa pora na prezenty, to czemu by się nieco nie rozpieścić? – prawda!... Dobrze gadam, polać mi - tylko za darmo, bo i tak nie zapłacę… 

Wiecie, że lubię lalki świąteczne (nie? - no to już wiecie!), tak więc kupiłem sobie dwie „holidayki” do kolekcji, których mi brakowało, a co! Za 14 dni powinny być w "Polszy", bo najpierw muszą przyfrunąć, przypłynąć i dojechać. Póki co żyję iluzją, że pojawią się u mnie takie oto cudeńka… za jakiś czas się dowiecie jak bardzo (albo i nie) się myliłem) :)

Focia z aukcji… no to czekam!

  
Pozdrawiam serdecznie. Peace, Love and Orzeszki :)

czwartek, 3 września 2015

CHŁOPCY PRZYJECHALI :)

Ha! Przyjechali! Tak, w końcu mam w domku swoich, dwóch, nowych, czarujących chłopców. Już od dłuższego czasu chciałem sobie kupić tych przystojniaków, jednak w dobie ostatnich wydatków  i dylematów finansowych (kupić pralkę czy lalki...) musiałem tenże zakup nieco oddalić w czasie, tym bardziej, że cena była zbyt wygórowana... tzn. ja rozumiem, że są osoby wydające na lalki niebotyczne pieniądze i dla nich kwota 150 zł to nic, ale ja do nich nie należę. Nie lubię przepłacać i już. Podobno tylko bogaci są bogaci, bo nie szastają pieniędzmi, a wydają je rozsądnie.

Tak czy inaczej, jestem w siódmym niebie, bo w końcu mam ich tylko dla siebie. Co mnie zdziwiło? - A no mianowicie to, że myślałem, że mają ten sam mold, jednak jak się okazuje, wcale nie! Hunter ma zupełnie inną szczękę i wydatną brodę, dość mocno zaznaczoną, natomiast Dexter jest bardziej delikatny i subtelny. Hunter jest bardziej męski, natomiast Dex bardziej... czarujący :)

Jednak oprócz zachwytów jest kilka minusów... Niestety! Po pierwsze mój Dexiu ma odbarwioną rękę ;( wada plastiku, (w fabryce musiał jakimś cudem dostać się niepotrzebny barwnik). Pewnie Chinole nie wymyli maszyny mieszającej i mamy tego taki wynik. Po drugie, to "jakość ogólna"... Niestety, ale po wyjęciu Huntera z pudełka, obowiązkowo trzeba było umyć mu łepetynę, bo miał skorupę (czyli standard, a raczej niski standard). No tak, ale jak ją umyć, skoro przy najmniejszej próbie zamoczenia głowy, odpada flok?... Teraz ma plamy i wygląda jakby cierpiał na łysienie plackowate. Gdyby jeszcze miał pod tym flokiem pomalowaną skórę na brąz, to nie byłoby tego tak widać, a on ma kolorek pod rootowaniem... WTF!?! Design bez sensu! 

Ale ogólnie są fajni. Teraz czekam na zakup trzeciego pana z tej serii, ale kupię go pewnie dopiero za jakiś rok, kiedy to jego cena będzie sensowna, bo póki co kosztuje około 160 zł... a to jest jakiś żart! Za rok będzie za 49 zł. - gwarantuję! 

Nie robię sesji, bo każdy widział ich już obfoconych z każdej możliwej strony, więc tylko fotki poglądowe :)
Tadam! "Hunter Huntsman 2013" i "Dexter Charming 2014", obaj z serii "Ever After High".





Pozdrawiam serdecznie. Peace, Love and Orzeszki :)

niedziela, 16 sierpnia 2015

MAŁY UPDATE...

Spokojnie, jeszcze żyję :) Moi drodzy, ostatnimi czasy tyle się u mnie działo, że nie było czasu na doglądanie bloga, czy pisanie komentarzy u innych. Mianowicie, zacznijmy od tego, że po 3 latach mieszkania w Krakowie stwierdziłem, że najwyższa pora się przeprowadzić. No a skoro już tak stwierdziłem, to i tak zrobiłem!

W czasie ostatnich świąt wypowiedziałem głośno życzenie, że w tym roku chciałbym w końcu mieć swoje mieszkanie... i wiecie co? - los się do mnie uśmiechnął ;) W końcu je mam! Oczywiście przede mną wiele pracy, ale najważniejsze, że od teraz jestem u siebie :)

A teraz lalkowo. Trafiła do mnie Skipperka, która jak mi się wydaje, przeszła długą drogę, z rąk do rąk, od półki do półki, bo zanim trafiła do mnie, znalazłem ją u "Lunarh" na blogu :) Zdradziła ją grzywka. Tu macie dokładny opis. Po raz kolejny sprawdza się teoria, że lalki krążą od jednego zbieracza do drugiego, i że w konsekwencji to niemal każda lalka była u każdego :) Ja mam wasze, wy macie moje :) Obiecuję, że niedługo naskrobię trochę więcej, a dzisiaj tylko przypominam o sobie, cobyście nie zapomnieli o mnie zbyt szybko... :) Przed Wami "Totally YoYo Skipper 1998".






Pozdrawiam serdecznie. Peace, Love and Orzeszki :)

poniedziałek, 25 maja 2015

NO TO LECIM Z KOKSEM :)

Dobra, dawno nie pisałem, więc walnę posta, a co, niech Wam będzie. Spytacie: „Co u mnie?”. Odpowiadam: - Żyję i mam się dobrze, a nawet za dobrze, bo jak pączek w maśle, pięć razy lukrowany i w posypce z kalorii! Kutwa mać, lato idzie, bikini „trza” wcisnąć, a tu dupa jeszcze zimowa. Według moich, anorektycznych statystyk mam kilogram nadwagi i nie mogę na siebie patrzeć, upasłem się jak prosię (mogłem nie pić tej drugiej szklanki herbaty) masz ciało coś chciało, patrząc na pępek nie widzę kręgosłupa! Ehh… życie!

Ostatnio (jak to przynajmniej raz w miesiącu) odwiedził mnie Piotrek, który to zapałał wtórną miłością do Borze. Się papużki zrobiły, no mówię Wam. Świergolą do porzygu! Coś czuję, że z tego coś będzie… (albo tragedia i alimenty, albo jakiś inny niewypał… ale nie wnikam, z resztą co ja będę plotki rozsiewał).

Powiem tylko, że jak zwykle poszli w tango i nie tylko zwiedzali krakowskie góry piachu (czytaj jakieś tam kopce), ale i wszelakie sklepy zabawkowe. Oczywiście jak ten cholernik pokazał u siebie nowego Dextera, to ja oczywiście też zapragnąłem go mieć, więc kazałem mu go sobie kupić, (może to i dobrze, bo przynajmniej nie mam teraz na pączki).
Tak więc mili moi chłopaka „mnię” kupił, ładnego, ale ma mnóstwo wad (chińskie dzieci, które go robiły pracowały chyba na nocki, bo wyszedł im jak ze smerfowego odbytu… dosłownie cały upaćkany na niebiesko!)
Ale słodziak, więc go lofciam na maksa, no i ogólnie lajkuję, „hasztag” dextermojanowamiłość.
Skoro jesteśmy już przy odbycie, to oczywiście podczas tejże wizyty wpadłem na genialny (jak każdy mój z resztą) pomysł, że może by tak parę fotek pstryknąć na tle łabądków i innych ptasiorów pływających na tutejszym jeziorze-bajorze… Pomysł chwycił i dziarsko "ruszyły my" na podbój modelingu, pstrykając siedem milionów selfie, dziubków, sweetfoci itd. Marcin siedzący, Marcin zamyślony, biegnący przed kaczką, potem za kaczka, potem kaczor biegnący za drącym japę Marcinem, następnie Marcin na ławce, pod ławką, z drzewem itd… 4 tysiące zdjęć później okazało się, że wszystkie są tragiczne, ale czego się spodziewać jak model w wieku emerytalnym, a fotograf nie potrafił ująć „głęboko zakotwiczonego wewnętrznego piękna upośledzonego modela”, więc ogólnie humor mi się zjebał maksymalnie… delikatnie powiedziawszy. 
Dlatego na pociechę trzeba było oczywiście coś przekąsić, a, że ja jadam tylko lekkie przekąski… no wiecie, pizzę, nachos, burrito, lasagne, więc w drodze powrotnej wpierniczyliśmy po paczce ciastek i po torbie chipsów, ale tylko jednej (z resztą chipsy to ziemniaki, a trzeba jeść pięć porcji warzyw dziennie, no nie? No!). Uchachane i usmarkane obfociliśmy parę lalek, które będę w końcu mógł pokazać, na tym zarastającym pajęczyną blogu.. 
Dwa dni później złapałem anginę łącznie z grypą żołądkową, więc teraz boję się kichnąć, bo nie wiem czy opluję ścianę, czy się posram w stringi?... Tak czy inaczej enjoy  :) 
Ps. Poprzedni wpis został uzupełniony o kilka zdjęć, więc nie omieszkajcie zerknąć, a teraz "Hip 2 Be Square Barbie 2000" tadam :)





A tu mamy laleczkę, która jest prezentem od jednej z czytelniczek bloga :) Dzięki Justynko :)





Pozdrawiam serdecznie. Peace, Love and Orzeszki :)

sobota, 11 kwietnia 2015

MOJE, NOWE PLAYLINE :)

Rok 2015 jest dla mnie rokiem przełomowym jeśli chodzi o lalkowe hobby. Do tej pory uwielbiałem Barbie z moldem „Superstar”, ponieważ kojarzył mi się z lalkami z dzieciństwa, które w tamtym okresie posiadała moja siostra, i które wtedy widziałem w telewizji. Wszystkie, nowe twarze tejże lalki, nie wzbudzały we mnie jakiegoś, większego zainteresowania, nie były w moim stylu, coś mi w nich przeszkadzało itd. Każdy ma inny gust, a o nim się nie dyskutuje, każdy lubi to co lubi i już! 

W tym roku w końcu pojawiła się lalka z nową twarzą i bardzo poważnie namieszała w głowach wielu zbierających. Przeglądając blogi oraz czytając opinie wielu lalkowiczów, można dojść do wniosku, że znacznej większości, nowa buźka się podoba. Wszyscy chwalą zabieg odmłodzenia lalki, przez co nie wygląda już tak karykaturalnie stojąc koło Kena. 

Co prawda ja nigdy nie będę postrzegał Kena jako jej potencjalnego chłopaka, zwłaszcza po akcji sprzed kilku lat, kiedy to Barbie zerwała z Kenem, po czym znalazła sobie nowego chłopaka Blaina, którego po dwóch latach także rzuciła, by potem po kilku latach przerwy, powrócić znowu do Kena. 

Cokolwiek działo się wtedy w głowach nowo rządzących w firmie „Mattel”, był to najbardziej idiotyczny, marketingowy ruch w dziejach całej firmy. Skoro już zdecydowali się na ich rozstanie, to dwa razy do tej samej rzeki się nie wchodzi, powrót i tworzenie z nich pary na siłę, było po prostu głupie. Tym bardziej, że Ken po tym jak z 45 letniego mężczyzny przeistoczył się w przestylizowanego, gładziutkiego i ślicznego młodzieniaszka, zaczął bardziej wyglądać na lubiącego towarzystwo innych chłopców, a niżeli lubiącego dziewczyny... do tego duuużo starsze. 

Dla mnie, Ken stracił wiarygodność jako partner Barbie już na zawsze… Chłopak, który często jest sprzedawany w opakowaniu z większą ilością ciuchów niż jego dziewczyna, chyba nie stanowi dla niej idealnej pary. Ale mniejsza o seksualność Kena (niech sobie chłopak śpi z kim chce, nie nasza sprawa). 

Wróćmy do nowej Barbie. Jestem absolutnie oczarowany nowym moldem! Zakochałem się w nim już na zdjęciach promocyjnych i na żywo, o dziwo, miłość nie przeszła. Uwielbiam ten minimalny makijaż, bijącą młodość, dziewczęcość, czar i świeżość. Natomiast mam duże zastrzeżenie co do nowych ciałek. 

O ile zgięta rączka mi nie przeszkadza, tak karykaturalnie, wygięte biodro doprowadza mnie do białej gorączki. O.K. na zdjęciu wygląda to dobrze (z konkretnej strony), ale jako zabawka przeznaczona dla dziecka, to dla mnie jest jakieś nieporozumienie. Przecież ciężej się taką lalkę rozbiera i ubiera, a odgrywanie scenek z lalką w takiej pozie, jest co najmniej dziwne. 

Dlatego zacząłem się zastanawiać dla kogo te lalki teraz są tak naprawdę produkowane, bo ja nie sądzę, że dla najmłodszych. Fashionistki (te pierwsze, z pełną artykulacją) były w całości ruchome, co pozwalało na robienie zdjęć, komiksów i filmików. Nie sądzę by 3 latek doceniał ruchome dłonie, czy artykułowaną talię… wydaję mi się, że te lalki, były mimo wszystko przeznaczone dla starszego odbiorcy, takiego, lubiącego bawić się w fotografa. Powiedzmy 15 plus. 

Współczesne wersje lalek, których ciałka są ograniczone do jednej pozy, są dla mnie niepraktyczne, aczkolwiek stanowią idealne rozwiązanie dla tych, którzy lalki kupują i stawiają je na stojaku, by te ładnie się prezentowały. Można by rzec, dla tych co tylko lubią na nie patrzeć. No ale tak chcąc ustalić grupę docelową, to ani te lalki nie są dla dzieci, ani dla dorosłych lubiących fotografować.  No tak są, bo są… w myśl zasady: „ktoś tam zawsze to kupi!”. 

Ja osobiście lubię ciałka, jakie posiadają lalki typu „My First”, czyli proste nóżki, proste rączki, zero udziwnień, takie "kije z główkami i włosami" :) Nie przepadam za robieniem artystycznych zdjęć, lalki generalnie trzymam na stojakach, nie bawię się nimi, raczej tylko je podziwiam. Zauważyłem, że nawet jak mam jakąś „Fashionistkę”, to staram się ją tak ustawić, jak zwykłą lalkę nieartykułowaną, więc ruchome rączki, czy nóżki, wcale nie są mi niezbędne. Mnie lalka nie służy jako manekin do pozowania (za wyjątkiem chłopaków, ale to inna bajka), więc im prostsza tym lepsza, w szczególności, że lubię symetrię :) 

Dlatego, kiedy ujrzałem takie "kijki z włosami" w sklepie,  pokusiłem się od razu na zakup we wszystkich, dostępnych kolorach :) Lalki nie mają na pudełku napisanej żadnej nazwy serii, więc zakładam, że to takie „My First” Playline. Mnie się podobają, bo jak będę chciał, to bez najmniejszych wyrzutów przeszczepię główki na ciałka w pełni ruchome, bo lalki z tak ślicznymi buźkami, na ciałkach „pozujących", z powykrzywianymi kończynami jak po "heinego medinie”, by mnie po prostu wkurzały ;) 
  















Pozdrawiam serdecznie. Peace, Love and Orzeszki :)

sobota, 31 stycznia 2015

PO PROSTU SCENKI - KONTYNUACJA

Dzisiaj przyszła pora na przedstawienie kolejnych "Scenek", których historię pojawienia się u mnie, opisałem tutaj ;) Oto kolejna siódemka. Myślę, że ilość dziewięciu w zbiorze, całkiem mnie satysfakcjonuje, ponieważ różnice między nimi są w zasadzie niewielkie. Dlatego Scenki uważam za "odhaczone", a ich zbiorek kompletny (tzn. przydałaby się jeszcze jakaś czarnulka, ale priorytetem to ona nie jest).

Pierwsza to: Chelsea z serii "Street Sweet 2008".




Druga panna to: Delancey z serii "Cafe Chic 2008".



Trzecia to: Kennedy z serii "Sporty Glam 2008".




Dwie kolejne panny to: Kennedy z serii "Totally Charmed 2007" oraz  Delancey z serii "Junglicious 2007".







Szósta Scenka to: Chelsea z serii "Snow Glam 2008".





Ostatnia ze zbiorku to: Kennedy z serii "Floral Fiesta 2008".





...i to by było na tyle.
Pozdrawiam serdecznie. Peace, Love and Orzeszki :)