O mnie

Moje zdjęcie
Imię: Marcin. Znak zodiaku: Lew. Człowiek o stu twarzach, miłośnik zwierząt i dobrego jedzenia. Typ: Samotnik mający swój świat, dusza artystyczna. Chłopak o wielkim sercu i jeszcze większym EGO. Zachwycam się drobnymi rzeczami, nie toleruję kłamstwa i fałszywości. Pasjonat i kolekcjoner.

sobota, 31 stycznia 2015

PO PROSTU SCENKI - KONTYNUACJA

Dzisiaj przyszła pora na przedstawienie kolejnych "Scenek", których historię pojawienia się u mnie, opisałem tutaj ;) Oto kolejna siódemka. Myślę, że ilość dziewięciu w zbiorze, całkiem mnie satysfakcjonuje, ponieważ różnice między nimi są w zasadzie niewielkie. Dlatego Scenki uważam za "odhaczone", a ich zbiorek kompletny (tzn. przydałaby się jeszcze jakaś czarnulka, ale priorytetem to ona nie jest).

Pierwsza to: Chelsea z serii "Street Sweet 2008".




Druga panna to: Delancey z serii "Cafe Chic 2008".



Trzecia to: Kennedy z serii "Sporty Glam 2008".




Dwie kolejne panny to: Kennedy z serii "Totally Charmed 2007" oraz  Delancey z serii "Junglicious 2007".







Szósta Scenka to: Chelsea z serii "Snow Glam 2008".





Ostatnia ze zbiorku to: Kennedy z serii "Floral Fiesta 2008".





...i to by było na tyle.
Pozdrawiam serdecznie. Peace, Love and Orzeszki :)

sobota, 24 stycznia 2015

STYCZEŃ I SZEŚĆ NOWYCH LALEK... Hmm... TO SIĘ DOBRZE NIE SKOŃCZY!

No dobra mamy 2015. Noworocznym, lalkowym postanowieniem (którego oczywiście nie dotrzymam), jest przede wszystkim ograniczenie kupowania tak zwanego badziewia, co by potem nie zawalało miejsca, w i tak już zagraconym mieszkaniu!

No dobra, ale teoria jedno, życie drugie. Patrząc ostatnio na różne blogi (Kaśka i Marek nienawidzę Was i tych waszych, przepięknych witryn) stwierdziłem, że koniec z kupowaniem wszystkiego co wpadnie w ręce, bo to nigdy nie kończy się dobrze w moim przypadku.

Ja nie potrafię, jak np. Piter, nakupować 15 kilo lalek bez nóg, rąk, głów, a później je sprzedawać. Jak już ja jakąś kupię, to mi potem strasznie szkoda rozstać się z nią. Czasem musi upłynąć kilka miesięcy, zanim uleży się na półce, aż pójdzie w świat.

Dlatego rozsądne, w moim przypadku, jest kupowanie tylko tych lalek, które mają już zostać do mego zejścia z tego świata… co oczywiście nastąpi za jakieś 100 lat, ponieważ mam zamiar pobić rekord długowieczności!

Ale do rzeczy. Postanowiłem kupować tylko i wyłącznie lalki, które nie mają braków, ani ubytków tzn. nie mają pogryzionych rąk, nóg, mają nieobcięte włosy itd. mogą jedynie być gołe, ale ich stan musi być przynajmniej bardzo dobry. Po drugie: nie rzucać się na wszystko tylko dlatego, że nowość, że inni mają, że ładne… każda jest ładna, czasem nawet i rude, ładne się zdarzy :)

Póki co plan się wiedzie, bo nowi lokatorzy są nie tylko przyjemni dla oka, ale także w świetnym stanie i kupieni za grosze, więc same plusy.

Pierwszym zakupem była blond Summer Fashionistka, którą co prawda już miałem, bo kupiłem kiedyś na przeszczep, ale biorąc pod uwagę jej obecną cenę, grzechem byłoby nie wziąć jeszcze jednej. Taką wyprzedaż to ja rozumiem, lalka nowa, w pudełku, (jedynie trochę pogniecionym, ale do licha kogo interesuje pudełko w tego typu lalkach? - cena… 8zł! No to wziąłem :) A co! jak szaleć, to szaleć!




Drugą lalką, która trafiła do mnie, była lalka od Piotrka, który to kupił ją od Magality. A było to tak. Pewnego, pięknego dnia Piter postanowił kupić lalkę do czesania… (fryzjer, artysta - nie pytajcie, bo i tak nie zrozumiecie) i kupił sobie "Superstarkę", bo stwierdził, że nie ma ani jednej! No o.k. Zakupił ją u Magality i jakieś dwa tygodnie później był u mnie. Przy okazji się nią pochwalił. Spodobała mi się i mówię mu, że jakby się jej pozbywał, to niech da mi znać, bo ogólnie pasowałaby mi do reszty. W odpowiedzi usłyszałem: 
- Nie, ależ skąd, on nie sprzeda, bo nowa, bo włosy, bo nie ma takiej i takie tam pitu pitu… 
- No to nie, kij Ci w oko ostrym końcem…
Trzy dni później dostaję smsa: „Chcesz tą "Superstarkę", bo nie pasuje mi do reszty i wyzbywam się lalek”… 
- Yyyy… no dobra, to przywieź...

Ja jestem zdania, że jak coś jest nam przeznaczone, to co by się nie działo, to i tak do nas trafi! Tydzień później kupił mi do niej na targu sukienkę, od oryginalnego kompletu… to się nazywa przeznaczenie! Tak więc została i cieszy się, że jest wśród swoich! Wśród tych jego "FR-modelek" i "Dynamitek-pipek" czuła się nieatrakcyjna, u mnie wpasowała się w kanon piękna obowiązujący w moim domu :) czyli stare i jare mile widziane :) Oto "Foam N Color Barbie 1996".




Kolejną lalkę udało mi się kupić za 4 zł 55 gr, co myślę było dobrą inwestycją, biorąc pod uwagę, że jest moją równolatką… i fakt, że jej stan, jest niemal tak dobry jak mój :) 
Jest nią "Loving You Barbie" (rok produkcji sobie darujemy, nieistotny szczegół).




Teraz czwarta zdobycz. Cena 4 zł 50 gr. Tak, wiem ruda i paskudna… ALE… Po pierwsze: - to pierwsza Diva w mojej kolekcji, po drugie: - dziewczyna jest ruchliwa i jej trzydziestoletni mechanizm nadal działa i to niemal bez zarzutów, niestety ma odbarwienia na nogach, ale przymknąłem na to oko, bo jakby co, to zawsze mogę główkę przeszczepić na inne ciałko, a jak wspomniałem, innej lalki z tym moldem nie mam. Przed Wami "Diva Real Dancing Action z serii Barbie And The Rockers 1986".





Piąta dziewczyna, była kupiona nieco wcześniej, ale nieprezentowana ze względów rasistowskich! Bo RUDA :) No dobra, a tak bardziej serio, to kupiłem ją, bo mi się po prostu podobała! I nie zamierzam się tłumaczyć czemu kupiłem rudą! Kupiłem i już! Przełknijcie! Summer zwana Marchewą z serii Fashionistas.




A na koniec historia poszukiwanego Kena, rodem z "Archiwum-X". Dawno temu ubzdurałem sobie, że kupię wszystkich, dwunastu, ruchomych Kenów Fashionistas jacy wyszli (tych z nowym moldem i włochatych) i jak do tej pory brakowało mi dwóch. Niestety ich cena zaczęła być kosmicznie śmieszna, jak na lalki playline i do tego raptem sprzed dwóch lat, bo około 100/120 zł. Więc stwierdziłem, że na głowę jeszcze nie upadłem, bo taka lalka to góra warta jest 45 zł, a to połowa ceny jaką sobie życzą sprzedający. I raptem wchodzę ci ja pod wpływem impulsu na Allegro, a tam wystawiony on, macha mi wiotką dłonią spod blond grzywuni, szepcząc „kup mnie ćwoku, bo jestem okazją”, w cenie 49 zł! Że co proszę? Zanim doczytałem do końca opis, już za niego płaciłem…





Tak więc mamy styczeń i sześć nowych lalek, wychodzi półtorej na tydzień… Oby to nie była zasada tego roku, bo jak tak dalej pójdzie, to Erynnis będzie miała konkurencję :)

Wszystkiego dobrego w Nowym Roku i jak zwykle Peace, Love and Orzeszki :)