O mnie

Moje zdjęcie
Imię: Marcin. Znak zodiaku: Lew. Człowiek o stu twarzach, miłośnik zwierząt i dobrego jedzenia. Typ: Samotnik mający swój świat, dusza artystyczna. Chłopak o wielkim sercu i jeszcze większym EGO. Zachwycam się drobnymi rzeczami, nie toleruję kłamstwa i fałszywości. Pasjonat i kolekcjoner.

sobota, 11 kwietnia 2015

MOJE, NOWE PLAYLINE :)

Rok 2015 jest dla mnie rokiem przełomowym jeśli chodzi o lalkowe hobby. Do tej pory uwielbiałem Barbie z moldem „Superstar”, ponieważ kojarzył mi się z lalkami z dzieciństwa, które w tamtym okresie posiadała moja siostra, i które wtedy widziałem w telewizji. Wszystkie, nowe twarze tejże lalki, nie wzbudzały we mnie jakiegoś, większego zainteresowania, nie były w moim stylu, coś mi w nich przeszkadzało itd. Każdy ma inny gust, a o nim się nie dyskutuje, każdy lubi to co lubi i już! 

W tym roku w końcu pojawiła się lalka z nową twarzą i bardzo poważnie namieszała w głowach wielu zbierających. Przeglądając blogi oraz czytając opinie wielu lalkowiczów, można dojść do wniosku, że znacznej większości, nowa buźka się podoba. Wszyscy chwalą zabieg odmłodzenia lalki, przez co nie wygląda już tak karykaturalnie stojąc koło Kena. 

Co prawda ja nigdy nie będę postrzegał Kena jako jej potencjalnego chłopaka, zwłaszcza po akcji sprzed kilku lat, kiedy to Barbie zerwała z Kenem, po czym znalazła sobie nowego chłopaka Blaina, którego po dwóch latach także rzuciła, by potem po kilku latach przerwy, powrócić znowu do Kena. 

Cokolwiek działo się wtedy w głowach nowo rządzących w firmie „Mattel”, był to najbardziej idiotyczny, marketingowy ruch w dziejach całej firmy. Skoro już zdecydowali się na ich rozstanie, to dwa razy do tej samej rzeki się nie wchodzi, powrót i tworzenie z nich pary na siłę, było po prostu głupie. Tym bardziej, że Ken po tym jak z 45 letniego mężczyzny przeistoczył się w przestylizowanego, gładziutkiego i ślicznego młodzieniaszka, zaczął bardziej wyglądać na lubiącego towarzystwo innych chłopców, a niżeli lubiącego dziewczyny... do tego duuużo starsze. 

Dla mnie, Ken stracił wiarygodność jako partner Barbie już na zawsze… Chłopak, który często jest sprzedawany w opakowaniu z większą ilością ciuchów niż jego dziewczyna, chyba nie stanowi dla niej idealnej pary. Ale mniejsza o seksualność Kena (niech sobie chłopak śpi z kim chce, nie nasza sprawa). 

Wróćmy do nowej Barbie. Jestem absolutnie oczarowany nowym moldem! Zakochałem się w nim już na zdjęciach promocyjnych i na żywo, o dziwo, miłość nie przeszła. Uwielbiam ten minimalny makijaż, bijącą młodość, dziewczęcość, czar i świeżość. Natomiast mam duże zastrzeżenie co do nowych ciałek. 

O ile zgięta rączka mi nie przeszkadza, tak karykaturalnie, wygięte biodro doprowadza mnie do białej gorączki. O.K. na zdjęciu wygląda to dobrze (z konkretnej strony), ale jako zabawka przeznaczona dla dziecka, to dla mnie jest jakieś nieporozumienie. Przecież ciężej się taką lalkę rozbiera i ubiera, a odgrywanie scenek z lalką w takiej pozie, jest co najmniej dziwne. 

Dlatego zacząłem się zastanawiać dla kogo te lalki teraz są tak naprawdę produkowane, bo ja nie sądzę, że dla najmłodszych. Fashionistki (te pierwsze, z pełną artykulacją) były w całości ruchome, co pozwalało na robienie zdjęć, komiksów i filmików. Nie sądzę by 3 latek doceniał ruchome dłonie, czy artykułowaną talię… wydaję mi się, że te lalki, były mimo wszystko przeznaczone dla starszego odbiorcy, takiego, lubiącego bawić się w fotografa. Powiedzmy 15 plus. 

Współczesne wersje lalek, których ciałka są ograniczone do jednej pozy, są dla mnie niepraktyczne, aczkolwiek stanowią idealne rozwiązanie dla tych, którzy lalki kupują i stawiają je na stojaku, by te ładnie się prezentowały. Można by rzec, dla tych co tylko lubią na nie patrzeć. No ale tak chcąc ustalić grupę docelową, to ani te lalki nie są dla dzieci, ani dla dorosłych lubiących fotografować.  No tak są, bo są… w myśl zasady: „ktoś tam zawsze to kupi!”. 

Ja osobiście lubię ciałka, jakie posiadają lalki typu „My First”, czyli proste nóżki, proste rączki, zero udziwnień, takie "kije z główkami i włosami" :) Nie przepadam za robieniem artystycznych zdjęć, lalki generalnie trzymam na stojakach, nie bawię się nimi, raczej tylko je podziwiam. Zauważyłem, że nawet jak mam jakąś „Fashionistkę”, to staram się ją tak ustawić, jak zwykłą lalkę nieartykułowaną, więc ruchome rączki, czy nóżki, wcale nie są mi niezbędne. Mnie lalka nie służy jako manekin do pozowania (za wyjątkiem chłopaków, ale to inna bajka), więc im prostsza tym lepsza, w szczególności, że lubię symetrię :) 

Dlatego, kiedy ujrzałem takie "kijki z włosami" w sklepie,  pokusiłem się od razu na zakup we wszystkich, dostępnych kolorach :) Lalki nie mają na pudełku napisanej żadnej nazwy serii, więc zakładam, że to takie „My First” Playline. Mnie się podobają, bo jak będę chciał, to bez najmniejszych wyrzutów przeszczepię główki na ciałka w pełni ruchome, bo lalki z tak ślicznymi buźkami, na ciałkach „pozujących", z powykrzywianymi kończynami jak po "heinego medinie”, by mnie po prostu wkurzały ;) 
  















Pozdrawiam serdecznie. Peace, Love and Orzeszki :)