O mnie

Moje zdjęcie
Imię: Marcin. Znak zodiaku: Lew. Człowiek o stu twarzach, miłośnik zwierząt i dobrego jedzenia. Typ: Samotnik mający swój świat, dusza artystyczna. Chłopak o wielkim sercu i jeszcze większym EGO. Zachwycam się drobnymi rzeczami, nie toleruję kłamstwa i fałszywości. Pasjonat i kolekcjoner.

piątek, 23 października 2015

ZDECYDOWANIE ZA MAŁO MIEJSCA!

Ratunkuuu… W oczekiwaniu na kolejną przesyłkę, która właśnie przybywa zza wielkiej wody, w końcu zacząłem rozpakowywać lalki po przeprowadzce (chcąc być dokładnym, to już 10-ej przeprowadzce w życiu)…

No i co w tym dziwnego? Ano to, że już nie mam miejsca! Jakim cudem się pytam? 

Jeśli człowiek mieszka w jednym pokoju, brakuje mu drugiego, jeśli mieszka w dwóch - brakuje mu trzeciego,  jeśli w trzech - to czwartego itd… mam trzy do dyspozycji i oczywiście mi mało! No bo sypialnia potrzebna, pokój gabinetowo-komputerowo-szafowy - potrzebny, salon gościnny, w którym to chociaż ze dwa razy w roku można byłoby zjeść przy stole, a nie przy komputerze (jak zazwyczaj!) – potrzebny, na balkonie szafy nie wstawię, do piwnicy tym bardziej… nie no, to jest jakiś koszmar, i jak tu nie oszaleć? 

Kilka lalek do szafki człowiek włoży i brak miejsca, a gdzie reszta? 

Na dzień dzisiejszy wypakowałem tylko kilka (20) Kenów, 7 „Holiday-ek” i kilka "kiecowatych", bo ich sukienki są tak wielkie, że zajmują dużo miejsca, a przetrzymywane w pudełku się strasznie gniotą… no a szkoda mi ich, bo jednak trochę kosztowały…



17 „Superstarków” zmieściłem w jednym pudełku, ale te muszą mieć luz, bo szczególne i ulubione…


 a reszta… nawet nie wiem, co w tych pudłach jest?



...ja to jakoś czarno widzę, a tu jeszcze tyle w planach... Ratunku!

poniedziałek, 12 października 2015

SIÓDMA RANO - CZYLI NIEPOCZYTALNOŚĆ UMYSŁOWA :)

Godzina siódma rano! Tak, SIÓDMA, siedem zero-zero! Walenie do drzwi… Łubudu, łubudu, łubudu!
Jezus Maria blok się wali, islamiści atakują, bombardowanie jak nic...
A gdzie tam, nic bardziej mylnego, to jedynie dozorca dobijający się do wrót mych piekieł…

Wstaję… rzucam przy tym kilkoma „kur…i”, no ale idę… Oczy zaklejone, krosty niezatuszowane, włosy wiszą na stojaku, zęby w szklance… Otwieram.
- Czego? (sobie myślę)… ale mówię słucham…
- Panie, trzeba zabrać sprzęty z klatki, bo komisja pożarowa będzie i trzeba uprzątnąć tą pralkę… - słyszę bełkot spowodowany obijaniem się języka o co czwarty ząb, bo tylko tyle pozostało w otworze zwanym gębowym, mego przedmówcy…

Udając, że zrozumiałem co plecie, odpowiadam:
- Panie remont mam, gdzie „se” ją włożę? (remontu oczywiście nie ma, ale nie widzi mi się ją ponownie targać, z resztą dwie pralki w łazience, to nawet dla mnie za wiele… Następnie wymiana spojrzeń (tzn. on patrzył na coś ładnego, ja nieee...) i mówię:
- Dobra, usunę!… w domyśle… (idź pan w cholerę, boś „mnię” sen przerwał, a śniło mi się coś miłego; czytaj: jadłem nie tyłem, nie pracowałem byłem bogaty, się nie starałem, a piękny byłem).

- Tylko Pan pamięta, koniecznie dzisiaj, bo zabiorą na śmietnik... dodał odchodząc.

- Nooo niech tylko spróbują, dziesięć pozwów jak nic! Nie mają pojęcia z kim mają do czynienia... myślę sobie skromnie o sobie, jak zwykle z resztą...
- Dobra, się zrobi (chyba?!) Nareczka, Bye Bye, zniknij stworze. 

Zamknąłem wrota, zawlokłem zwłoki ponownie do łoża i co?...  ano się tłukę jak ryba po chodniku… no ni „uja” nie zasnę ponownie, chociaż oczy mi się kleją, a paszcza ryczy ziewem wtórnym.

A niech to szlag! Poderwałem się zmuszony zacząć dzień. Oczywiście już był do niczego, bo jak się mnie wyrwie ze snu, to potem lepiej bez kija nie podchodzić… no nic, musiałem się jakoś  rozchmurzyć! Co zrobiłem? A najgorszą rzecz na świecie, czyli wlazłem na Ebaya… to był błąd… duży błąd, drogi błąd!

Powiem tak, zamiast żyrandola będą wisiały dwie lalki w pudełkach, a ja będę szczupły, bo czeka mnie dieta do końca miesiąca spowodowana brakiem funduszy na dalsze życie! Nooo, ale humor mi się poprawił :)

Chwilową niepoczytalność, wytłumaczyłem sobie tak: ponieważ za kilka dni wigilia... (dokładnie 73 dni, więc jakby już jutro...), a co za tym idzie, najwyższa pora na prezenty, to czemu by się nieco nie rozpieścić? – prawda!... Dobrze gadam, polać mi - tylko za darmo, bo i tak nie zapłacę… 

Wiecie, że lubię lalki świąteczne (nie? - no to już wiecie!), tak więc kupiłem sobie dwie „holidayki” do kolekcji, których mi brakowało, a co! Za 14 dni powinny być w "Polszy", bo najpierw muszą przyfrunąć, przypłynąć i dojechać. Póki co żyję iluzją, że pojawią się u mnie takie oto cudeńka… za jakiś czas się dowiecie jak bardzo (albo i nie) się myliłem) :)

Focia z aukcji… no to czekam!

  
Pozdrawiam serdecznie. Peace, Love and Orzeszki :)