O mnie

Moje zdjęcie
Imię: Marcin. Znak zodiaku: Lew. Człowiek o stu twarzach, miłośnik zwierząt i dobrego jedzenia. Typ: Samotnik mający swój świat, dusza artystyczna. Chłopak o wielkim sercu i jeszcze większym EGO. Zachwycam się drobnymi rzeczami, nie toleruję kłamstwa i fałszywości. Pasjonat i kolekcjoner.

piątek, 29 kwietnia 2016

PARTY U ZNAJOMYCH - CZYLI JAK WYLĄDOWAŁEM Z FACETEM W ŁÓŻKU :) - real sex story cz.1


Ostatnio blogosfera coś umiera, więc potrzeba nieco skandalu, trzeba ożywić trochę to towarzystwo :) No to jedziemy!

Wiem, że już dawno o mnie nie słyszeliście, ale ze mną jest jak z wysypką… ciężko się pozbyć! Więc moi kochani wasza zaraza powraca :) Jeszcze bardziej skromna, jeszcze bardziej delikatna w swych osądach i jak zwykle słodka jak papryczka chili! Zacznijmy od „update-a”  co u mnie? A no MASAKRA… Świat mnie nie kocha, a los rzuca kłody pod nogi, dobremu człowiekowi to zawsze pod wiatr i żwirem po gębie… ale do rzeczy! Uprzedzam Was, wrażliwi nie czytać, zboczeni… a i owszem :)

Ostatnio zostałem zaproszony na party… miało być kilka mi znajomych osób, których to nie widziałem dobrych 10 lat. Fajnie. Mówię sobie: - Trza zrobić wejście, fryzjer (te siwe włosy musiały zniknąć…) nowy ciuch, perfum, a co! - niech widzą, to światło i blask kiedy wejdę do roomu! Odziawszy się w cztery gorsety oraz w nowy zestaw ubraniowy, pognałem niczym gazela zadać szyku, niech mają ludzie to szczęście i ogrzeją się w świetle mego blasku…

Jak się okazało oczywiście nikt nie zwrócił uwagi na moje starania, bo wszyscy zajęci byli rozmawianiem o bardzo istotnych sprawach…………. Jak np. o czwartej ciąży koleżanki (!), o tym jak jest ciężko załatwić kredyt i gdzie tu pojechać na wakacje nad polskie morze?

WHAT THE FUCK!!!! To ja tu idę odpicowany jak papież na święcenia, chcąc pić do upadłego, tańczyć, śpiewać i dobrze się bawić, a to drętwe towarzystwo pierniczyło o bachorach i leżeniu na plaży w Kołobrzegu! No żeż kurwaaaaaaaa mać, czy oni już umarli? Nie obyło się oczywiście bez pokazywania zdjęć ze ślubu, podziwianie białej kiecki (swoją drogą strasznie nowoczesnej - gorset i rozkloszowany dół! REALY BITCH?!) 

Piłem tego swojego drinka i nudziłem się jak mops, ale dzięki Bogu był tam znajomy, który podobnie jak ja, miał głęboko w dupie, co ci wszyscy ludzie mówią… bo po wypiciu dwóch butelek taniego, białego wina, zaczęliśmy naprawdę dobrze czuć się w swoim towarzystwie i w ogóle przeszliśmy na dziwny poziom naszej znajomości… 

Wyobraźcie sobie, że zaczęło się od tego, że rozmawialiśmy o włosach (bo mam dość długie, takie do ramion), a skończyło się na tatuażach, powiększaniu ust i implantach, koszykówce i oleju silnikowym… Znacie mnie na tyle, że wiecie, że ja jestem walnięty równo, a już po alkoholu to łohohoho i jeszcze trochę… no więc jeśli chcecie dreszczyk emocji, to czytajcie dalej… 

…oczywiście mnie robi się gorąco, zaczynam się powoli rozbierać, bo temperatura mojego ciała zaczyna wzrastać, wiadomo alkohol robi swoje, rozpinam guziki swej koszuli, co i tak nic nie dało, więc w konsekwencji wyszedłem na taras, kilka minut później dołączył do mnie kolega. Rozmawiamy o przysłowiowej „dupie Maryny”, coś tam o zawalonym parkingu, niebie, gwiazdach i tego typu duperelach, po czym ni z gruszki ni z pietruszki, mój towarzysz wywalił tekstem: 

- Całowałeś się kiedyś z facetem?... 

Dosłownie zakrztusiłem się przełykanym winem! Patrzę na niego, on na mnie, ja na niego, on na mnie, przełykam resztki wina, wydając charakterystyczny dźwięk i w końcu odpowiadam: 

- Czy całowałem? Trochę mnie zaskoczyłeś tym pytaniem, ale wiesz,  ja jestem typem człowieka, który robił wiele rzeczy w swoim życiu (w myśl zasady ma się tylko jedno życie, drugiego nie dostaniesz, więc lepiej je wykorzystaj!)

- No ba, bo to raz! - dodałem. Po czym mój kolega zaczął się czerwienić i nagle naszło go na zwierzenia…

- Bo wiesz, ja nigdy tego nie robiłem z kolesiem, ciekawi mnie jak to jest… 

O.K. Tu trzeba nakreślić pewną sprawę, wyżej wymieniony kolega na imprezkę przyszedł w towarzystwie swojej dziewczyny… (nie wiem jak długo są ze sobą, bo widziałem ją pierwszy raz, taka trochę mdła jak pomyje, ale ponoć miłość nie wybiera). No dobra, ale skoro twoja laska jest z tobą na imprezie, to czemu podrywasz mnie na balkonie? (tzn. wtedy to jeszcze nie był podryw, a jedynie „gra wstępna” z jego strony, bo jeśli chodzi o moją grę wstępną, to zazwyczaj po prostu mówię – „ściągaj gacie!”…)

… no ale czekajcie na dalszy rozwój akcji… no więc pitu, pitu gadka szmatka,  jest godzina koło pierwszej, a między moim znajomym i jego wybranką serca zaczyna być dziwnie, robią między sobą jakieś dziwne miny, łapią się za słówka, ewidentnie zbiera się na kłótnie. Pół godziny później już leciały „kurwy”… 

O.k. Ponieważ ja zazwyczaj wiem kiedy skończyć pić, stwierdziłem, że najwyższa pora iść do domu, bo atmosfera robiła się gęsta. Bardzo kulturalnie przeprosiłem wszystkich i zacząłem się szykować do domu. W głowie mi szumiało, oczka mi się lekko zamykały, krok miałem chwiejny, ogólnie było mi dobrze :) Dwie minuty później do przedpokoju wpada „kolega”:

- Wiesz co, idę z tobą, mam dosyć… 

- O.K. no ale co z twoją dziewczyną? Odpowiedź była następująca, cytuję:

- Niech się wali!

Tu trzeba napomknąć, że oboje mieszkają dość daleko, więc mieli być odwiezieni przez znajomych do ich mieszkania. Nagle wpada dziewczyna:

- Co ty robisz? – zapytała.

- Wychodzę! – odpowiedział.

- A jak wrócisz? – dodała. 

- Nie wracam, daj mi święty spokój! – odpysknął chamsko. 

Tu zaznaczam, że ja tylko stoję i podziwiam ten komediodramat, który w mojej głowie jest zajebisty, bo jestem nawalony :) "Moda na Sukces" w wersji na żywo. No to wyszliśmy razem, a że ja mieszkam niedaleko gospodarzy imprezy, no to spacer nie był długi. Tak więc wlokę się jak żółw żeby może kolega ochłonął i łaskawie wrócił na nieszczęsną imprezę, bo przecież nie zamierza chyba nocy spędzić na dworze! Kiedy byliśmy już pod moim domem… widząc, że kolega nie ma najmniejszej ochoty się rozstać, wywaliłem najbardziej tandetnym i filmowym tekstem w historii ludzkości: 

- No to może wpadniesz na drinka?… Tak, wiem jak to brzmi, ale w sumie to nie wiedziałem co mądrzejszego mogłem powiedzieć?… 

Wchodzimy do bloku, potem do windy, kolega milczy… jedziemy i raptem jak grom z jasnego nieba, będąc w windzie, kolega przyciska mnie do ściany i całuje w usta… I mówiąc całuje, nie mam na myśli całusa, tylko postalkoholowego, napalonego, samczego ślimaka, takiego, że o mało mnie nie pożarł w tej windzie. A trzeba wspomnieć, że jest ode mnie wyższy o głowę, dwa razy silniejszy, taki styl macho. Tak więc obśliniony stoję w tej windzie i nie bardzo wiem co mam zrobić, więc jak tylko dojechaliśmy do wyznaczonego piętra, wyleciałem z tej windy jak poparzony. Weszliśmy do środka, usiłuję się rozebrać z kurtki i w tym samym momencie ląduję tym razem na ścianie własnego mieszkania przygnieciony jego ciężarem i sytuacja się powtarza, chociaż tym razem muszę przyznać, że kolega zaczął być delikatniejszy (się cholera romantyk nagle zrobił). Nie wytrzymałem i odepchnąłem go od siebie zadając mu pytanie: 

- Co ty wyprawiasz? Masz dziewczynę i odwalasz takie numery, nie wiem czego oczekujesz, ale chyba za dużo wypiłeś i trochę szczekasz nie na to drzewo co powinieneś. Bo o ile schlebia mi twoje zainteresowanie, to ja się tak (zazwyczaj) nie bawię!

- Ta dziwka mnie zdradziła, nic nas i tak nie łączy, z resztą nawet mnie nie kręci, za to Ty to inna sprawa… - usłyszałem w odpowiedzi.

- yyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyy………… myślę co powiedzieć…. yyyyyyyyyyyyy - pustka we łbie, bo:

a) chce mi się siku po winie,
b) jestem obśliniony przez kolegę i stoję w rozpiętej koszuli i z rozpiętym rozporkiem spodni w korytarzu własnego domu… 

Na szczęście nieco oprzytomniałem i kazałem mu iść do pokoju, bo ja musiałem iść do tej toalety, bo jeszcze trochę i byłyby zabawy wodne!…

- Daj mi chwilę, bo ja muszę skorzystać z toalety! - jak powiedziałem, tak zrobiłem.

Po powrocie kolega już się rozgościł (nawet bardzo), bo zastałem go siedzącego w fotelu, w samych spodniach…

Nie powiem, jak na faceta jest bardzo atrakcyjny, świeżo wydepilowany, widać, że ćwiczy, bo mięśnie pięknie zarysowane (zazdrość!), tatuaż na barku, opalony (jest kwiecień, więc chyba solarka, bo jak inaczej?) więc ogólnie widok był miły dla oka. 

Ja już wiedziałem, że z nim to łatwo nie będzie, oj nie! 

- To co napijesz się czegoś? – zapytałem. 

Dzięki Bogu miałem jeszcze jakąś resztkę wina w domu, co prawda lekko zwietrzałe, ale o drugiej w nocy i po wypiciu pierwszych dwóch butelek, mógłbym pić denaturat i nie czułbym różnicy… wyjąłem kieliszki, wino zostało rozlane, świeczki płoną (nie wiem czemu, ale jak wino, to i świece, prawda?) no i pijemy… pierwszy łyk, drugi łyk, głupie uśmieszki, trzepotanie rzęsami i łubudu - jego dłoń ląduje na mojej nodze… minutę później siada mi na kolanach i wpija się w moje usta jakby od tego jego życie zależało… 

No dobra, całować potrafi, pachnie ładnie (jak się okazało granatowy Dolce&Gabbana), ja i tak zostałem już tylko w slipach i podkoszulku, co prawda nie wiem jak i kiedy? - ale jakoś tak samo wyszło… (oczywiście nie byłem przygotowany na to, że wieczór skończy się tak, jak się właśnie „zaczął kończyć”, więc oczywiście byłem niewydepilowany, spocony po imprezie, do tego półżywy i pijany - czyli historia mojego  życia!). 

No tak, ale jak masz na sobie napalonego, ponoć heteroseksualnego samca, który właśnie dźga cię swoim, wielkim przyrodzeniem w brzuch, to raczej ciężko się na czymś skupić. Wykorzystując moment jego nieuwagi, wymknąłem się spod jego ciała, delikatnie rzucając go na łóżko. Jedyną rzeczą jaką mogłem wtedy zrobić, to po prostu iść się wykąpać, udawać, że jestem bardzo zmęczony i że muszę iść spać…

No cóż, tak łatwo nie było! Owszem poszedłem do łazienki, rozebrałem się, biorę ten nieszczęsny prysznic i nagle co? No zgadnijcie! Już pomijając, że zapomniałem zamknąć łazienkę na klucz, a zawsze to robię, drzwi do łazienki otwierają się i wchodzi kolega, NAGI! 

- Myślę, że też muszę się umyć, chyba nie masz nic przeciwko? - powiedział.

Ja próbując się zasłonić (nie wiem kurwa czym, chyba rurą od prysznica), jąkając się jak 4-latek, walnąłem po prostu: 

- Jak chcesz!

Powiem szczerze, że było mi już wszystko jedno. On i tak był u mnie w mieszkaniu, ewidentnie miał jedno na myśli, ja niby się broniłem i opierałem, ale jak się okazało to bardziej opierałem się o ścianę niż jego zalotom. Tak więc wkroczył pod ten prysznic i tak żeśmy się myli… To znaczy ja nie wiedziałem, że ja byłem aż taki brudny, że on musiał mnie całego umyć, bo jego ręce były wszędzie (nie ma to jak pomocna dłoń, a nawet dwie, prawda?)… No ale nie protestowałem, bo to i tak nie miało większego sensu (pamiętajcie, przeszło półtorej butelki wina na głowę). Po prysznicu poszliśmy do pokoju, bo było już przed trzecią w nocy… 

Hmm jak sądzicie, jak skończyła się ta historia? Zapewne myślicie, że poszliśmy spać jak to zazwyczaj robią dobrzy koledzy… Taaaaa jasne! Powiem tak! Nie wiem jak długo on z nikim nie spał, ale chyba się chciał chłopak wykazać, bo tak mnie wyobracał, że nie wiedziałem jak się nazywam. Spać poszliśmy późno, a raczej wcześnie rano…

A teraz pytanie, czy miałem wyrzuty sumienia? Nie, bo niby dlaczego? Co prawda pozostaje kwestia tej dziewczyny, ale z drugiej strony, to nie moja dziewczyna... 


Ps. Lalek dzisiaj nie będzie, bo chyba i tak byście nawet nie zwrócili na nie uwagi :) Prawda? Hahahaha :) Pozdrawiam Was zboczuszki :) i tym razem całuję w same orzeszki hahahahaha. Bye!

10 komentarzy:

  1. Jeżeli historia jest prawdziwa to opowiedz co było dalej. Czy masz z nim kontakt? Jak koło zachowywał się rano? :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Hyhy, Naono Bohra napisałaby na tej podstawie niezły komis :)

    OdpowiedzUsuń
  3. mam nadzieję, że chociaż lalki
    nie musiały na to patrzeć!!!

    OdpowiedzUsuń
  4. Jak widać Twoja praca nad autostylizacją okazała się bardzo skuteczna :):)

    OdpowiedzUsuń
  5. A jak lalki się wobec zaistniałej sytuacji ustosunkowały...?

    OdpowiedzUsuń
  6. czytało się wspaniale. tego się nie spodziewałam(bo zaglądam tu raz na jakiś czas).

    OdpowiedzUsuń
  7. Skomentuję to następująco: - O kurwunia jebaniutka :) hahahahahaha :) A by the way Marcinie, czy zastanawiałeś się nad pisaniem Harlequinów? Byłbyś dobry w tym. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń